3.12.2017

Polska funduje Ukrainie drogi sprzęt medyczny





"Korupcja
- choroba wywołana wirusem brudnych rąk".

Elżbieta Grabosz




Posłanka partii "Prawo i Sprawiedlowość", apelująca do lekarzy by wyjechali z Polski
Apel posłanki PiS do strajkujących lekarzy
O tym, że polska Służba Zdrowia przeżywa agonię, wiedzą najlepiej sami pacjenci, którzy od lat tę służbę finansują z własnych składek. Ciężko polemizować z faktami przemawiającymi przeciw tej tezie. Wszak zdrowie jest najważniejsze i nikt się nie dowie, jak ono smakuje, póki się nie zepsuje. Na wizytę u specjalisty trzeba czekać nawet kilka lat. Oczywiście prywatnie dostaniemy się natychmiast. Trzeba jedynie mieć 200 – 500 zł, co przy najniższej krajowej jest sumą ogromną, i nie jest to tajemnicą dla nikogo. Kto nie ma cierpliwości i pieniędzy, a choroba nagli, spuszcza głowę, zapożycza się i ma wizytę od ręki. Fakt, że po prywatnej, płatnej wizycie w prywatnym gabinecie i przy wykorzystaniu państwowego sprzętu medycznego, często polskiego pacjenta nie stać nawet na wykupienie recepty, co już jest szczegółem dla polskiego państwa i dla polskiej służby zdrowia, a dramatem polskiego pacjenta. Kto dobrze zarabia, ten omija wielkim łukiem lekarzy państwowych, usługi w ramach ubezpieczenia, i od razu korzysta z usług prywatnych.

Polski rząd tłumaczy to brakiem pieniędzy na służbę zdrowia, ale tylko dla polskiego pacjenta, bo jak się okazuje polski rząd na pacjenta ukraińskiego pieniądze ma.


Ale wszystko w swoim czasie i o złych aspektach służby zdrowia dość. Miliony jest faktów przemawiających o chorobach służby zdrowia i miliony napisano stron o jej chorych aspektach. Setki analiz fachowców i setki spotkań ekspertów. Przyczyn nie zdiagnozowano poza jedną – pieniądze.

Cała Polska przez wiele ostatnich dni żyła protestem rezydentów. Powód? Oczywiście pieniądze. Lekarze rezydenci, którzy jeszcze dobrze nie zaczęli pracy, już uznali, iż ich zarobki są zbyt małe, a cała służba zdrowia nie jest finansowana tak, jak być powinna. Tu w szczegóły może też nie warto wchodzić, gdyż temat jest zbyt szeroki i znany. Wszystkie niemal media nagłaśniają go w taki sposób, jakie są ich poglądy polityczne. Jedne popierają, inne są przeciw i wszyscy mają swoje racje. I nie ważne, które są za a które przeciw. Ważne, że wszystkie mają racje co do pieniędzy. Pieniądze, a właściwie ich brak są główną przyczyną protestów w chorej służbie zdrowia.

Za wszystkim oczywiście stoją finanse. Pieniądze, pieniądze, pieniądze. Za wszystko odpowiada ciągły brak pieniędzy. Czy to na sprzęt, czy na wykwalifikowany personel, brak pieniędzy jest zawsze za wszystko odpowiedzialny. Przynajmniej oficjalnie.

Tymczasem w samym centrum wydarzeń związanych z protestem rezydentów, na Ukrainie przebywał marszałek Senatu RP, Stanisław Karczewski, który odwiedził Szpital Wojskowy w Charkowie, przekazując drogi specjalistyczny sprzęt medyczny kupiony przez Senat RP. Czy Senat RP ma własne pieniądze? Nie. Ani Sejm, ani Senat i nawet rząd nie ma własnych pieniędzy. Pieniądze Sejmu i Senatu są nasze, czyli wszystkich Polaków płacących podatki i wszelkie składki.

„Odwiedziłem dziś żołnierzy, uścisnąłem ich dłonie i podziękowałem za ich trud, poświęcenie, służbę na rzecz obrony granic Ukrainy, obronę granic Europy” – powiedział Stanisław Karczewski na briefingu przed szpitalem.

Gubernator Obwodu Charkowskiego J. Switliczna, poprosiła marszałka Senatu RP o dalszą pomoc dla weteranów walk na wschodzie Ukrainy z prorosyjskimi separatystami.

„Powiedziałem jej, że zwrócę się do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła o wsparcie dla żołnierzy potrzebujących takiego leczenia” - na co odparł marszałek Senatu RP.

W pięknie brzmiące słowa ubrać można wszystko, a stosując perfekcyjną retorykę, pewne informacje można przekazać tak, by bestia przybrała piękną postać. W komentarzach za jakiś czas jednak przypominać, iż pewne wiadomości już były przekazywane. Mówiąc prostym językiem, usprawiedliwiać wydarzenia, o których informacje już były, ale ubrane w kolorowe słowa.

Oczywiście nic złego nie ma w samej pomocy dla rannych czy chorych ludzi nawet innej narodowości. Wręcz przeciwnie, osobiście jestem całkowicie za. Niepokoić może tylko treść zawarta bez treści, którą należy odczytywać między wierszami.

Polska służba zdrowia cierpi od lat na dolegliwości z powodu braku pieniędzy, co skutkuje cierpieniami polskich pacjentów, którzy tę służbę zdrowia utrzymują z własnych, przymusowo potrącanych składek. Oczywiście, dodać należy, w obrębie polskich granic. Co poza granicami Polski to już Polaka obchodzić nie powinno. Poza małym wyjątkiem. A wyjątek stanowi granica wschodnia, która już nie jest granicą Ukrainy, ale Europy. Tak przynajmniej twierdzi marszałek Senatu RP Stanisław Karczewski, który zwróci się z prośbą do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, by ten uzdrawiając służbę zdrowia w Polsce, wziął także pod uwagę ukraińską. Oczywiście za pieniądze polskiego podatnika i polskiego chorego w polskiej chorej służbie zdrowia.

Przecież polskiego podatnika stać na dodatkowe finansowanie ukraińskiej służby zdrowia. Stać również polskiego pacjenta, który recepty wykupywać nie musi dla dobra finansowania Ukrainy. Wszak granice Ukrainy zacierają się stopniowo, ewoluując w granice Europy. Tu wymagam od inteligentnego Czytelnika, czytania tego akapitu z użyciem wykrywacza podtekstów, gdyż treść jest ukryta, a ewolucja granic ciągłą zagadką.

Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie poproszony o pomoc minister obrony narodowej. Wszak, między wierszami, zagrożone są granice... Europy.

30.11.2017

Rękopis Wojnicza - zagadka wciąż tajemnicza




"Mądrości nie można przekazać.
 Wiedza, którą próbuje przekazywać mędrzec, brzmi zawsze jak głupota".

Herman Hesse






Rękopis Wojnicza
Rękopis Wojnicza
Na początku XV wieku, między rokiem 1404 a 1438, jeśli przyjąć dokładność badania oryginalnego dokumentu metodą datowania radiowęglowego, powstała księga nazywana dziś Rękopisem Wojnicza. Pergaminowa księga oprawiona w skórę, pierwotnie posiadała 136 dwustronnie zapisanych kart, z których do dziś w zbiorach Beinecke Rare Book & Manuscript Library Uniwersytetu Yale’a, zachowało się 120 kart.

Pomimo zwodniczej nazwy, Michał Wojnicz nie był jej autorem, ale odkrywcą, który odkupił oryginalny rękopis od jezuitów w 1912 roku. Dzięki czemu oryginał przetrwał do dziś z nazwą od jego nazwiska.

Prawdziwy autor manuskryptu jest do dziś nieznany. Ale nie tylko autor jest zagadką. Rękopis Wojnicza jest zagadką w niemal każdym aspekcie.

Rękopis Wojnicza
Rękopis Wojnicza
Dokument zapisany jest całkowicie nieznanym pismem i przedstawia wiele rysunków, które także stanowią zagadkę i nie ułatwiają odszyfrowania tajemniczego pisma ani sensu całego historycznego przekazu. A podkreślić należy, iż nad złamaniem szyfru rękopisu pracowało w XX wieku, wielu naukowców specjalizujących się w różnych dziedzinach.

Rękopis Wojnicza
Rękopis Wojnicza
Pierwsze próby rozszyfrowania rękopisu rozpoczęły się w 1921 roku, przez Williama Newbold'a z Uniwersytetu w Pensylwanii. W latach 50. nieoficjalnie nad rękopisem pracował zespół kryptologów z Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, pod kierownictwem Williama F. Friedmana, który poniósł klęskę. W 2014 roku Stephen Bax, brytyjski językoznawca, przedstawił nową hipotezę, zgodnie z którą manuskrypt jest faktycznie zielnikiem lub podręcznikiem medycznym napisanym w jednym z języków indoeuropejskich, który w czasie jego powstania nie miał rozpowszechnionego alfabetu. W związku z czym autor dzieła posłużył się alfabetem wymyślonym przez siebie lub kogoś innego, który najprawdopodobniej został zapomniany. Bax jednak brał pod uwagę jedynie pewne fragmenty, dokładnie podpisy pod niektórymi rysunkami samych roślin, próbując następnie dopasować je do nazw w różnych językach indoeuropejskich.

Próby odszyfrowania Rękopisu Wojnicza trwają do dziś i do dziś wszystkie kończą się niepowodzeniem. Nikomu nie udało się złamać szyfru anonimowego autora dzieła, pomimo iż dziś żyjemy w świecie technologi cyfrowej i dysponujemy maszynami obliczeniowymi o ogromnych możliwościach.

Rękopis Wojnicza
Rękopis Wojnicza
Wraz z ciągłymi próbami rozszyfrowania tajemniczego pisma, nasuwają się pytania, na które również wciąż brak odpowiedzi. Co chciał nam przekazać autor tajemniczego dzieła, które nie powstało jednego dnia, ale było starannie tworzone przez długi okres czasu. Czy chciał przekazać coś nam, przyszłym pokoleniom, czy może raczej przekazać coś wybranej wąskiej grupie ludzi wtajemniczonych w pewne sprawy, które nie są do publicznej wiadomości? Wszak jeden z dawnych mędrców, żyjący w V wieku przed naszą erą, Herodot, który zyskał uznanie egipskich kapłanów, sam często przyznawał, iż poznał tajemnice zapieczętowanych ust i pewnych sekretów ujawniać mu nie wolno. W swych dziełach, bogatych często w różnorodne tajemnice, nagle ucinał treść, pisząc:
 "...ale o tym, jakkolwiek znam szczegóły tychże spraw, wolę zachować milczenie".
Pamiętajmy, że wciąż anonimowy autor Rękopisu Wojnicza, żył w czasach ogromnego wpływu, a nawet władzy Kościoła katolickiego, w których mądrzejsi ludzie od kościelnych kapłanów, bardzo często płonęli na stosach. Usprawiedliwione zatem wydaje się pisać pewne rzeczy szyfrem, jeśli nie miały zostać odczytane w czasach, których treść komunikatu nie dorosła do odczytania.

Rękopis Wojnicza
Rękopis Wojnicza
Pytanie tylko kolejne, czy nasze czasy są właściwe do poznania prawdziwej treści przekazu?

A może nie jesteśmy jeszcze potencjalnymi odbiorcami przekazu?

Być może też, szyfr jest tak prosty do złamania, że szukamy zbyt głęboko, a klucz do rozszyfrowania zagadki jest na samym wierzchu, ale wciąż niedostrzegalny.

Tak czy inaczej, zagadka wciąż pozostaje niewyjaśnioną zagadką. Podobną zagadką jest Tajemnicza Księga Diabła lub często nazywana Diabelską Biblią, która, pomimo że zaszyfrowana nie jest, to wciąż nie znamy prawdziwego przesłania ukrytej treści przekazu, w tej najpotężniejszej Księdze napisanej ręcznie.

Jeśli ktoś ma ochotę zmierzyć się z tajemnicą, zapraszam do pobrania Rękopisu Wojnicza w formacie PDF, i spróbowania własnych sił: Voynich Manuscript

26.11.2017

Przebudzenie superwulkanu Yellowstone


"Niemal każdy kataklizm poprzedzają znaki szczególne".

Raymond Radiguet




Czy zagraża nam wybuch największej i najgroźniejszej naturalnej bomby na świecie, Superwulkan Yellowstone?


Widok na Park Narodowy Yellowstone, pod którym znajduje się superwulkan Yellowstone
Park Narodowy Yellowstone
Położony w Stanach Zjednoczonych, na terenie stanów Wyoming, Montana i Idaho, Park Narodowy Yellowstone o powierzchni 8980 km², jest najstarszym parkiem narodowym na świecie. W roku 1978 został wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury i przyrody UNESCO. Ze względu na swą naturalną naturę, przyciąga ogromną liczbę turystów każdego roku. Szacuje się, że liczba zwiedzających przekracza 3 miliony osób corocznie. Fauna i flora niemal nienaruszoną działalnością człowieka bardzo przyciąga. W latach 70. wprowadzono nawet, celem nieingerowania w naturalny rozwój parku, politykę dopuszczającą na pożary lasów, które wywołane są naturalnymi czynnikami. Odkryto bowiem, że punktowe naturalne pożary w niczym nie zagrażają dużym zwierzętom, ani nawet roślinom, które w większości to profity znoszące pożary bez uszczerbku. Dodać tu należy, iż rejon Parku Narodowego Yellowstone, jest ostatnim i jedynym miejscem w Stanach Zjednoczonych, gdzie przetrwały do dziś dzikie bizony.

Mało jest już miejsc na Ziemi, gdzie natura jest naturą jak w Parku Narodowym Yellowstone. Piękne krajobrazy gór skalistych, wodospady, gorące źródła czy gejzery, czynią to miejsce niezwykłym i wyjątkowym. Ale niezwykłość tego miejsca nie kończy się na samym pięknie natury. Natura bowiem, czasem tak jak równie piękna, potrafi być bardzo niebezpieczna. Tak niebezpieczna nawet, jak potężna bomba zegarowa, która od czasu do czasu potrafi wybuchnąć ze skutkami o zasięgu globalnym.

Taka naturalna bomba jest naturalnym składnikiem przepięknego Parku Narodowego Yellowstone, nazywana superwulkanem Yellowstone. Park bowiem, usytuowany jest na rozległym wulkanicznym płaskowyżu, pod którym na głębokości 5,9-17 km znajduje się komora magmowa (dł. 72 km, szer. 30 km i głębokość 660 km). Za pomocą diagnostyki magneto tellurycznej ustalono, że 300 km pod ziemią również znajdują się silnie stopione skały.

Naukowcy są zgodni, że w przeciągu ostatnich dwóch milionów lat, dochodziło do trzech wielkich eksplozji superwulkanu Yellowstone. Szacuje się, że miały one miejsce w czasie około przed dwoma milionami lat, 1 300 000 lat temu oraz ostatnia potężna eksplozja około 640 000 lat temu.
Jakże to odległa historia. Nic nam zatem nie grozi.

Widok na wybuchający wulkan
Erupcja wulkanu
Otóż nic bardziej mylnego. Według naukowców przybliżone daty erupcji wulkanu pozwalają oszacować częstotliwość kolejnych eksplozji. Oczywiście nikt nie przewidzi ani dnia, ani siły kolejnej naturalnej katastrofy. Naukowcy jednak na podstawie wielu czynników potrafią wykryć ryzyko wybuchu, który według nich następuje systematycznie co około 700 tys. lat. Nie potrzeba używać wyższej matematyki, by wyliczyć, iż żyjemy w okresie wielkiego zagrożenia. Częstotliwość częstotliwością i na podstawie samej częstotliwości nie powinniśmy czuć się zagrożeni. Powinniśmy jednak czuć niepokój na podstawie ostatnich doniesień.

Geolodzy badający aktywność Yellowstone są zaniepokojeni ostatnią ogromną aktywnością sejsmiczną w rejonie superwulkanu. W czerwcu br., w zaledwie jednym tygodniu, wystąpiło tam około 500 trzęsień ziemi. I choć nie były one tak silne, to budzą obawę, iż może to świadczyć o przebudzeniu superwulkanu. Po czerwcowych trzęsieniach ziemi kolejne niepokojące nastąpiły w sierpniu br. Odnotowano ich aż 2300, z których najsilniejsze wynosiło około 4 stopni w skali Richtera. Naukowcy z Uniwersytetu w Utah, którzy monitorują aktywność rejonu Yellowstone od kilkudziesięciu lat, obawiają się, iż wielki superwulkan pod Parkiem Narodowym Yellowstone może rozpocząć erupcję znacznie szybciej, niż do tej pory sądzono. Zaś naukowcy z Arizona State University, którzy analizowali ślady poprzednich erupcji, stwierdzili, że strumienie świeżej magmy po przedostaniu się do komory magmowej, może jak najbardziej przebudzić aktywność superwulkanu.

Co prawda naukowcy uspokajają społeczność, iż katastrofa naturalna w najbliższym czasie jest mało prawdopodobna, to jednak wszyscy są zgodni co do tego, że wzmożona aktywność sejsmiczna w obrębie kaldery nie jest naturalna i budzi ogromne zaniepokojenie. 

Co może nam grozić w razie, jeśli do eksplozji dojdzie?

Antarktyda widziana z satelity
Antarktyda widok z satelity
Biorąc pod uwagę najgorsze scenariusze, może dojść nawet do globalnej, małej epoki lodowcowej, a przynajmniej bardzo dużego ochłodzenia klimatu na wiele lat. Wybuch Superwulkanu Yellowstone może także doprowadzić do zmian klimatycznych, opisanych przez siostrę Łucję w dalszych objawieniach ukrywanej przez Kościół, Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Cywilizacja zapewne nie upadnie, zagrożenie dla życia na całej planecie jednak istnieje.

23.11.2017

Piąte - Nie Zabijaj



„A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący:
Chodź a patrzaj! I widziałem, a o to koń płowy, a tego, który siedział na nim,
imię było śmierć, a piekło szło za nim”.


Apokalipsa św. Jana 6. 7-8




Piąte Przykazanie w Kościele katolickim brzmi – Nie Zabijaj. Jak na ironię, Kościół całe wieki Piąte Przykazanie łamał w najbardziej okrutny sposób.


Malleus Maleficarum (Młot na czarownice) autorstwa inkwizytora Heinricha Kramera
Młot na Czarownice
Życie, jak utrzymuje Kościół, jest darem od Boga. Bezcenność tego daru podkreśla to, iż Bóg w swej mądrości wie, co robi tworząc każde życie, i nikt nie może zarzucić mu pomyłki. Wszelkie życie zatem powołane do życia przez Boga, ma prawo i obowiązek żyć tak długo, aż umrze śmiercią naturalną... lub, aż Bóg nie zadecyduje inaczej.

W pierwszym biblijnym opisie stworzenia świata a później człowieka jest informacja nawet, czym człowiek i zwierzęta, mają się odżywiać:
 „I rzekł Bóg: Oto dałem wam wszelkie ziele, wydające z siebie nasienie, które jest na obliczu wszystkiej ziemi, i wszelkie drzewo, na którym jest owoc drzewa, wydające z siebie nasienie będzie wam ku pokarmowi. I wszelkiemu zwierzowi ziemskiemu, i wszystkiemu ptastwu niebieskiemu, i wszelkiej rzeczy ruchającej się na ziemi, w której jest dusza żywiąca; wszelka jarzyna ziela będzie ku pokarmowi; i stało się tak. I widział Bóg wszystko, co uczynił, a oto było dobre”.  -  1. Mojżeszowa 1. 29-31.
Jak wynika z powyższego opisu, Bóg miał inny plan na świat i przyrodę oraz cały łańcuch pokarmowy. Tak było na początku, biorąc pod uwagę to, że Biblia opisuje prawdziwe wydarzenia, choć słowo prawdziwe jest zbyt naciągane. Oczywiste jest także, iż w Biblii znajdują się późniejsze nakazy całkiem innej diety. Nam jednak chodzi o początek, gdyż nie można łączyć wydarzeń, które rozegrały się milion lat temu z tymi, które miały miejsce 10 000 lat temu na jednej stronie biblijnej. A podkreślić należy, że dziś to codzienność, gdy ktoś chce dowieść swej racji, przytaczając fragmenty Pisma z całkiem innej epoki. Początek to początek, a początkiem jest Genesis, Księga Rodzaju czy 1. Mojżeszowa. Jak kto woli.

Pomijając resztę, zajmijmy się jednak człowiekiem. Według powyższego opisu człowiek został stworzony wegetarianinem. Zdaje się, że dalsze wzmianki, zakazy i nakazy, wyjaśniłem to wyżej, co do jedzenia mięsa, zostały dodane na i skutek ingerencji samego człowieka oraz Jahwe, czyli jednego z bogów... tak à propos. Zresztą Bóg miłosierny, który nagle zmienia zdanie i żąda ofiar z niewinnych zwierząt, którym wszak stworzył system nerwowy odpowiadający za ból, cierpienie oraz strach?! Coś tu nie pasuje. Ten sam Bóg, który daje Mojżeszowi dziesięć przykazań, a wśród nich zakaz zabijania, nagle żąda ofiar, które wymagają zabijania?!

Piąte – Nie Zabijaj, wcale nie precyzuje, że chodzi tylko i wyłącznie o niezabijanie człowieka. Nie słyszałem o żadnym aneksie do dziesięciu przykazań danych Mojżeszowi, zatem Nie Zabijaj (świadomie), dotyczy każdego życia. Nie zabijaj, to nie zabijaj. Koniec i kropka.

Wyznawcy religii wschodnich jak buddyzm czy hinduizm, dobrze to rozumieją, zarzucając kościołom chrześcijańskim dopuszczanie do masowych rzezi zwierząt. Choć uwaga ta jest trafna i bardzo ważna, to jednak tematem tego rozdziału są zbrodnie popełnione na ludziach w imię Boga, na zlecenie Kościoła i, a jakże, przez sam Kościół.

Czy kiedykolwiek choć raz w życiu zastanawiał się ktoś, dlaczego dzisiaj jest katolikiem?


Większość zapewne nie wie i większość też będzie unikała odpowiedzi na to pytanie. Ci właśnie wierzą ślepo w każde słowo wygłoszone z ambony i ci właśnie przy odpowiedniej manipulacji kapłanów, mogą przerodzić się w groźnych fanatyków religijnych. Inni odpowiedzą, że ta wiara daje im jako jedyna zbawienie wieczne, cokolwiek miałoby to znaczyć i jakkolwiek mieliby to tłumaczyć. Dla nich jest tak najwygodniej, ktoś za nich umarł na krzyżu, zbyt uczciwi też być nie muszą, albowiem mają spowiedź, ze trzy razy w roku ostentacyjnie pościć, raz w roku podzielić się waflem i … byle do przodu. Ci są dewotami i są na równi niebezpieczni co fanatycy. Tym bardziej że udając narcystycznie wielką moralność, za plecami gotowi są oszukać, okraść i zdradzić bliźniego.

Jeśli ktoś poczuł się urażony powyższym akapitem, nie będę kłamał, że mi przykro. Ten temat nie jest dla fanatyków i dewotów. Temat ten jest dla tych, którzy uczciwie odpowiedzą na to pytanie, iż są katolikami dlatego, gdyż zostali w takiej wierze wychowani przez rodziców. Ta grupa właśnie jest największa i ta grupa ma całkowitą rację. Oczywiście nie krytykuję tego, to naturalna rzecz a każdy rodzic chce wychować swe potomstwo w wierze, w której sam tkwi, uznając ją za dobrą i właściwą. Nasi rodzice także zostali wychowani w takiej wierze przez swoich rodziców, czyli naszych dziadków, pradziadków, pra... pra... itd. Dla tej grupy posunę się dalej, aby przybliżyć prawdę, dlaczego nasi najdawniejsi pradziadkowie zostali katolikami.

Jeżeli ktoś jeszcze trwa w przeświadczeniu, że nasi najdawniejsi przodkowie zostali katolikami czy chrześcijanami dlatego, iż ci wybrali z własnej woli taką wiarę jako sprawiedliwą, uczciwą i miłosierną, niestety muszę bardzo mocno rozczarować. Tym bardziej że sceneria podczas wstępowania naszych pradziadów w poczet wiernych Kościoła katolickiego malowała się strachem, krwawą rzezią i bezprawiem. Prawda jest taka, że nasi pradziadowie nie mieli zbyt wielkiego wyboru, albowiem z wyborem oferowanym przez Kościół katolicki konkurowała jedynie śmierć. W czasach zgubnego rozkwitu Kościoła ten, kto nie został katolikiem, ten kończył swój żywot w cierpieniach. Tak było w każdym zakątku świata, gdzie dotarła przymusowa i śmiercionośna ewangelizacja. A pamiętajmy przy tym, iż Kościół od zawsze miał uzasadnienie w swym działaniu, gdyż mordował w imię Boga.

Dante Alighieri w dziele „Boska komedia”, na bramie wejścia do piekła umieścił napis brzmiący:
 „Przeze mnie droga w miasto utrapienia, przeze mnie droga w wiekuiste męki, przeze mnie droga w naród zatracenia (…). Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...”.
Napis ten bliższy byłby prawdzie, gdyby był umieszczony nad wejściem do każdej placówki katolickiego Kościoła oraz samej stolicy papieskiej.

Aby rozszerzyć wiarę, co faktycznie było przykrywką do rozszerzenia władzy oraz zdobycia dóbr materialnych, Kościół uświęcił wyprawy krzyżowe, czyli tak zwane Krucjaty. Pierwsza taka wyprawa odbyła się w 1096 roku i miała na celu podbić ziemię świętą. Głównymi wrogami krzyżowców byli oczywiście muzułmanie i żydzi, ale krzyżowcy nie gardzili również krwią chrześcijańską. Pobłogosławiona armia barbarzyńców z krzyżami na płaszczach nie oszczędzała nikogo ani kobiet i ani dzieci. Krzyżowcy byli bezlitośni dla nikogo dokładnie tak, jak wymagali od nich bezwzględni przywódcy kościelni. Po zdobyciu Antiochii w 1098 roku, tortury, jakie zgotowali jeńcom, nie przyszłyby do głowy nawet najsłynniejszym autorom literatury grozy. Jak podają zebrane dokumenty, do ulubionych rozrywek krzyżowców należało palenie ludzi żywcem, wydłubywanie oczu, wyrywanie paznokci, nabijanie na pal oraz przecinanie ciał wzdłuż piłami dębowymi. Oczywiście wszystko w imię miłosiernego Boga, aby nie tylko nawrócić na „właściwą” wiarę błądzących, wszak powinni być wdzięczni, albowiem to dla ich dobra.

W roku 1212 Kościół zwerbował armię dzieci, tłumacząc to tym, iż dzieci jako jeszcze niewinne istoty bez grzechu, łatwo pokonają niewiernych. Oczywiście ta krucjata to niewypał dla Kościoła, a dla dzieci przebranych za boskich rycerzy śmierć i niewola. Odpowiedzialnym za masakrę nieletnich katolickich wojowników był ojciec święty Innocenty III. Cóż za papieska mądrość i mistrzostwo edukacyjne. Kościół jest mu dzisiaj niezmiernie wdzięczny za wbijanie, dosłownie i często na wylot, nauk o Bogu.

Szczególnie „wdzięczni” powinni być nawróceni katolicy mieszkający na terenie Francji. W roku 1208 bowiem Kościelni wojownicy spustoszyli całą południową część Francji, wycinając w pień wszystko, co przypominało niewiernego człowieka – kobiety, dzieci, starców, a także nawet katolików twierdząc, iż Bóg rozpozna wiernych nawet po śmierci. Warto tu dodać, że nawracający na „właściwą” wiarę święci katoliccy biskupi zrobili wszystko, by śmierć pradziadów dzisiejszych francuskich katolików nie nastąpiła zbyt szybko. Przed śmiercią wydłubywano im oczy, przypalano ich lub włóczono ich po ulicach miasta jako żywe tarcze dla łuczników. Po zakończeniu rzezi sukcesem nawrócenia niewiernych wysłano do papieża wiadomość o treści:
 „Bóg w swej nieskończonej mądrości, okazał mieszkańcom tego miasta swój słuszny gniew”.
  Papież był oczywiście w siódmym niebie.

Tortury stosowane przez inkwizycję kościoła katolickiego na niewiernych
Tortury stosowane przez księży
Brachium saeculare (łacińskie – ramię świeckie), to pierwowzór późniejszej świętej inkwizycji. Powołał ją do życia cesarz Gracjan już w roku 378. Od tego czasu właśnie wprowadzono kary śmierci, tortury i więzienia dla wszystkich jedynie za to, że odrzucali wiarę katolicką. System moralny zaczęto powoli przekształcać w system polityczny, umiejętnie wtłaczając w to imię Boga. Od tego czasu rzeki zabarwiały się na czerwono od krwi pogan, a sam Kościół katolicki stawał się potęgą. Ludzie przechodzący wówczas na wiarę katolicką, nie mieli żadnego pojęcia o miłości Boga czy do Boga. Mieli za to pojęcie o tym, co działo się z ludźmi, którzy na katolicyzm przejść nie chcieli. W takich przypadkach rzeczą oczywistą jest, iż wygrywa zdrowy rozsądek, zwłaszcza że to były dopiero początki prawdziwych prześladowań ludzi, którzy wyznawali inną wiarę niż katolicyzm.

Wyznających odmienne systemy religijne, fanatycy kościelni nazywali heretykami. Głównie do ich zwalczania powołano oficjalnie na początku XIII w. instytucję policyjnie-sądową Kościoła katolickiego, czyli słynną świętą inkwizycję, która to dopiero udowodniła, czyj Bóg jest najgroźniejszy. W okresie swojej działalności księża katoliccy jako sędziowie i kaci wymordowali bezlitośnie, ale w imię prawa, prawdy i Boga, miliony ludzi. I należy tu zaznaczyć, iż działała, wykonując pełne swoje uprawnienia aż do roku 1859.

Instytucja świętego officium początkowo zajmowała się przede wszystkim zwalczaniem (czyt. mordowaniem) albigensów, których doktryna nawoływała do idei ubóstwa, czynienia innym tego, co czyniliby sobie samym i nie uznawała absolutnie żadnych wojen i przemocy. Albigensi i katarzy, często utożsamiani jedni z drugimi, w tamtych czasach stanowiły wielkie zagrożenie dla Kościoła katolickiego, gdyż oba ruchy religijne zdobywały coraz to większe rzesze zwolenników. Śmiało można powiedzieć, że stanowiły główną konkurencję dla Kościoła. Katarzy odwracali się od Kościoła katolickiego, uznając go nie bez przyczyny zresztą, za dzieło szatana. Obydwa ruchy, albigensi i katarzy, uznawali ubóstwo za cnotę, uznając, że materialny poziom życia powinien być wyrównany dla każdego. Luksusowe życie katolickich klerów było dla nich nie do przyjęcia, podczas gdy dokoła wszędzie panowały epidemie chorób oraz skrajna nędza i głód. Kościół oczywiście nie mógł tego akceptować ani przeżyć, że coraz większa liczba ludzi odchodziła od kościoła w imię sprawiedliwości i równości. Powołana święta inkwizycja miała to krwawo zmienić. Pod kacerzami wiary zapłonęły stosy a słowa Inquisitio Haereticae Pravitatis Sanctum Officium, zaczęły budzić grozę i paniczny strach wszędzie tam, gdzie je usłyszano. Z wyłapaniem ukrywających się przeciwników kościoła nie było zbyt wielkich problemów. Płatnych i nie tylko, szpicli biskupów było wszędzie pełno. A że Kościół był bardzo bogaty, co nie zmieniło się nigdy, płacono hojnie za każdą informację o ukrywających się albigensach, katarach oraz ludzi z odmiennymi poglądami niż głosił Kościół katolicki. Konfidentom zapewniano anonimowość, co tym bardziej zachęcało ich do swej nieludzkiej działalności i łatwiej było im wmieszać się w różne struktury społeczne. Walka z herezją stała się jeszcze łatwiejsza, gdy ogłoszono anatemę, czyli wyklęcie przez kościół, na wszystkich ludzi utrzymujących bliższe stosunki z odstępcami. Takich ludzi pozbawiano wszelkich praw obywatelskich, jeśli oczywiście przeżyli, i pozbawiano ich wszelkiego mienia.

Jezus Chrystus zakazywał zabijania ludzi niezależnie od wyznawanej religii, w co wierzą i jakie mają poglądy. Mojżesz otrzymał kamienne tablice od samego Boga z dziesięcioma przykazaniami, wśród których było jedno – nie zabijaj. Św. Paweł mówił jedynie o napominaniu heretyków, a najsurowszą karą miało być jedynie wykluczenie ze wspólnoty. Zabicie wyznawcy innej religii uznawał za zbrodnię, której nie da się wymazać żadną pokutą. Te informacje można było i można nadal przeczytać w Biblii. Dlatego właśnie zakazano wówczas czytania, a tym bardziej posiadania w domach Pisma Świętego. Aby czytać teksty biblijne, trzeba było mieć specjalne pozwolenie od władz kościelnych. I oczywiście rzecz zrozumiała, trzeba było za takie pozwolenie zapłacić sumę często przekraczającą cenę połowy domu. Jak twierdził Kościół, było to konieczne, aby wyeliminować niewłaściwą interpretację Biblii i wzrost herezji. Oczywiście, przecież każdy wiedziałby wtedy, że Nowy testament potępia zabijanie, a katolicyzm ma więcej wspólnego z samym szatanem niż Bogiem miłosiernym, sprawiedliwego i przebaczającego błędy.

Nie dziwmy się zatem również, że Kościół powoływał do życia takie instytucje jak Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, w roku 1190, którego wszyscy znamy pod przyjętą nazwą Krzyżacy. Oficjalnie jego celem miała być opieka nad chorymi i pielgrzymami. Prawdziwy jednak cel Krzyżaków znamy z historii Polski oraz Europy i dzieł takich pisarzy jak Henryk Sienkiewicz, o ile ktoś nie zagłębiał się bardziej w krwawą historię Krzyżaków.

W roku 1323 kanonizowany został pewien anty mędrzec z Akwinu o imieniu Tomasz. Cytowałem wcześniej jego anty mądrości na temat kobiet. Przy tej okazji zacytuję go znowu: „Co się tyczy kacerzy, ci dopuścili się takiego grzechu, który usprawiedliwia to, iż nie tylko zostają wyklęci przez Kościół, ale także przez karę śmierci usunięci z tego świata”. W innych swoich anty dziełach doradza, aby osobniki takie zgładzić jako pasożytnicze zwierzęta.

Święty morderca? Nieźle brzmi. Podjudzanie do zabijania też jest zbrodnią. Zapewne kwestią czasu jest przeczytanie w raportach kościelnych o św. Hitlerze, św. Stalinie, św. Bushu, św. Putinie i wielu, wielu innych świętych, o których w pale nawet nie mieści się kościelnym mędrcom, a którzy to święci jawnie i oficjalnie, choć z tym oficjonalizmem można polemizować, przyczynili się do świętego zmniejszenia zaludnienia świata.

Dość duże szanse zostania świętym, chyba że już jest, a o tym nie wiem, ma papież Leon XIII, piastujący godność ojca świętego w latach 1878-1903, który śmiało pisał:
 „Kościół uważa, że kara śmierci jest szybkim i skutecznym środkiem do osiągnięcia celu, kiedy występują przeciw niemu buntownicy lub siewcy niezgody, zwłaszcza niepoprawni heretycy, których nie da się powstrzymać groźbą jakiejkolwiek kary przed mąceniem porządku kościelnego i podżegania innych do wszelkiego rodzaju przestępstw”.
Podobne poglądy głosili jego następcy, a należy zwrócić tu uwagę, iż to już nie jest starożytność, nie średniowiecze, ale nasze obecne czasy. Uwagę należy też zwrócić, iż do dziś nie ma ani jednego pisemnego dokumentu kościelnego, potępiającego stosowanie kary śmierci i samego zabijania. Jeśli takiego dokumentu nie ma, istnieje zatem do dziś przyzwolenie Kościoła do zabijania heretyków. Kościół zdaje się, do dziś kontynuuje politykę swoich poprzedników. Może nie tak krwawo, jak to było za inkwizycji, ale jednak...

Wróćmy zatem do czasów owej inkwizycji, bo jeśli Kościół nic z tym nie robi nawet słowem, istnieje ryzyko, że nadal nam grozi to, co było, gdyż nie było i nie jest rozliczone, potępione, ani zreformowane.

Kościół dążąc do rozszerzenia swej imperialistycznej władzy, oprócz tortur i kar śmierci na stosach i wszelkich innych tak zmysłowych, że scenarzystom serii filmów pt.: „Piła”, nawet nie przeszło do głowy, karał także dzieci heretyków, pozbawiając ich wszelkich praw. No, chyba że te wcześniej zadenuncjowały swoich rodziców, a o to właśnie na przyszłość chodziło. Wówczas takie dziecko stawiano za wzór do naśladowania i wywyższano ponad inne. Człowiekowi takiemu nie trzeba było nic udowadniać, gdyż niewinne dziecko oczywiście kłamać nie mogło. Człowiek nie miał wtedy szans na obronę, scenariusz był zawsze ten sam – proces, wyrok i stos. Do wszczęcia procesu wystarczyły zeznania dwóch świadków, aby kościelni kaci szykowali opał pod kolejny stos. Udowodnienie niewinności graniczyło z cudem i to bardzo drogim, majątkiem całego życia, a i wtedy również podejrzany nie miał zbyt wielkich szans. Za pieniądze mógł jedynie, jeśli miał szczęście, zamienić stos na dożywotnie lochy.

Jeden z inkwizytorów, dominikanin Bernard Gui, pozostawił po sobie zapiski, w których czytamy: „Jeżeli oskarżony jest podejrzany o znaczne wykroczenie, można wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, założyć jego winę”. Nic dodać, nic ująć.

Aby wpadło do kościelnych skarbców nieco grosza, od roku 1254 rozpoczęto procesy zmarłych już heretyków – oczywiście tylko tych zamożnych za życia. Ciała lub szczątki już ciał ekshumowano, winę niezaprzeczalnie udowadniano, zapadał wyrok i oczywiście stos. Najważniejsza jednak tu była kasa. Majątek pozostawiony spadkobiercom czy rodzinom takiego heretyka, oczywiście Kościół konfiskował zgodnie z kościelnym, katolickim prawem. Rodziny tak skazanych oczywiście nie protestowały, bojąc się o własne życie, nawet jeśli zawsze pozostawiano ich bez środków do życia. W ten sposób kościelne skarbce puchły, nie pękały w szwach.

Wiek XV to czas narodzin najbardziej osławionej ze swych zbrodni instytucji w dziejach świata. Mowa tu o inkwizycji hiszpańskiej, którą powołał do życia w roku 1478, Ferdynand Katolicki za inicjatywą papieża Sykstusa IV. Choć dziewiętnastoletnią Joannę d'Arc torturowano i spalono na stosie za kacerstwo i czarną magię w roku 1431, to jednak hiszpańska inkwizycja specjalizowała się właśnie w takich sprawach. Właściwie wcielono ją w życie z zadaniem ścigania nawróconych na katolicyzm Żydów i Maurów, w których doszukiwano się uprawniania potajemnie dawnych religii. O rozmachu, z jakim zabijała w imię Boga ta organizacja, może świadczyć to, że tylko jeden z inkwizytorów Tomas de Torquemada, dominikanin zresztą, wysłał na śmierć po zmyślnych torturach ponad 9 tys. niewiernych! Żydom hiszpańskim postawiono ultimatum – albo wiara katolicka, albo burta z Hiszpanii. Niezdecydowani oczywiście trafiali na stos. Logicznie myślący ludzie, widząc, że szatańska inkwizycja katolicka katuje do nieprzytomności nawet dzieci, kobiety w ciąży i starców, postanowili masowo opuścić kraj. A tych, którzy uciekli, było ponad 400 tys. zamożnych i przedsiębiorczych Żydów hiszpańskich. Nie trudno się domyślić, że gospodarka Hiszpanii musiała upadać, oczywiście dzięki Kościołowi. A jak wielki wpływ wywarła do dziś hiszpańska inkwizycja? Wynik oczywisty – 94% Hiszpanów deklaruje wiarę katolicką. Brawo! Tylko ilu z nich dziś wie, dlaczego są właśnie katolikami?

Pełny sukces w walce z heretykami na Płw. Iberyjskim zachęcił wodzów katolickich do wprowadzenia inkwizycji hiszpańskiej na tereny niemal całej Europu. Kościół rósł jeszcze bardziej w siłę na coraz większym obszarze. Dla tych, co nie chcieli przyjąć wiary katolickiej, mieli argumenty nie do obalenia: hiszpańskie buty, po których założeniu niewierny widział mesjasza nawet w zwykłym klerze, lub hiszpańska pokuta, czyli pewien rodzaj dyb dla podejrzanych o herezję i czary. Z wykrywalnością kacerzów kościół nie miał wielkich problemów, jeśli mężczyźnie zarzucani, że jest kobietą, to oczywiście nią był, ba nawet przyznał się, że jako czarownica latał na miotle. Cóż więc było dla niego zmienić wiarę?

Kościół, inkwizycja, groza i głupota rozprzestrzeniały się, idąc razem w parze. Istnieje dziś nawet dokument o pewnym nietypowym zdarzeniu z XV w., kiedy to w szwajcarskiej Bazylei został spalony na stosie kogut. W czym zawinił niewinny kogucik Kościołowi? Oskarżony został o czary, gdyż śmiał znieść jajko. Dziś wiemy, że to nie był kogut a kura, która na skutek zaburzeń hormonalnych podczas pierzenia się, wyglądała jak kogut.

W roku 1485 dwóch inkwizytorów dominikańskich Jakub Sprenger i Heinrich Kramer, opublikowało dzieło pt.: „Malleus Maleficarum”, czyli słynny Młot na Czarownice. Kobiety oskarżone o czary torturowano i zabijano już od wieku XIII na polecenie ojca świętego Grzegorza IX. Prawdziwa jednak rzeź kobiet inteligentniejszych od ówczesnych księży, rozpoczęła się właśnie od wydania tego literackiego paszkwilu. Autorzy pouczają w nim, w jaki sposób czarownice pożerają dzieci, rzucają uroki, niszczą plony, rozsiewają epidemie chorób, a także, w jaki sposób panują nad pogodą i kontrolują żywioły. Opisują także jak rozpoznać czarownice i tu rzeczy bardzo ciekawe, albowiem dowiadujemy się, że czarownice potrafią spacerować po pionowych ścianach, siadać na najcieńszych gałęziach drzew lub biegać po bardzo stromych dachach klasztorów. Ponadto dowiadujemy się, iż czarownica ma na swym ciele punk absolutnie odporny na ból, który można dotykać rozgrzanym prętem do białości, a czarownica nawet nie jęknie. Zwykle w taki właśnie sposób sprawdzono kobietę podejrzaną o czary, milimetr po milimetrze przypalano jej nagie ciało lub nakłuwano ostrym gwoździem. Na ciele domniemanej czarownicy poszukiwano też dodatkowego sutka, którym miałaby rzekomo karmić szatańskie dziecko i demony. Według autorów dzieła, anatomia czarownicy w ogóle jest bardzo ciekawa, brzuch bowiem miała mieć na plecach, górne partie ciała miały stawać się dolnymi a głos miały tak przerażający, że można było ogłuchnąć. Co do głosu można się zgodzić – o ile nie kneblowano ich podczas skomplikowanych tortur jak wyrywanie paznokci lub rozciąganie i łamanie ciała na specjalnych kołach i wieszakach.

Można pomyśleć, że znalezienie kobiet o takich cechach jest niemożliwe, ale pamiętajmy, że dla Kościoła nie ma rzeczy niemożliwych. Gorliwy inkwizytor, Cumanus w ciągu zaledwie roku wysłał na stos aż 41 kobiet, znajdując w nich cechy czarownic z opisu w dziele kościelnym. Inny wymusił na ponad stu kobietach przyznanie się do utrzymywania bliskich stosunków z demonami i po piekielnych katuszach zamienił je w popiół. Rekord chyba pobił inkwizytor Pierre de Lancre, który w samych tylko Pirenejach rozpoznał trzy tysiące czarownic. Wszystkie rzecz jasna spłonęły na stosie.

Od czasu opublikowania anty dzieła Malleus Maleficarum, na stosach spłonęły setki tysięcy niewinnych kobiet, uznanych przez Kościół za paktujące i obcujące z szatanem. W tym kościelnym paszkwilu można także przeczytać, iż szatan czerpie siłę nie z cierpiących, a z tych, którzy cierpienia zadają. Powstaje zatem pytanie, gdzie szukać szatana? Czy nie miałby wygodniej ukrywać się pod latarnią, gdzie najciemniej? Zdaje się, że Kościół jest najlepszym w takim układzie jego miejscem. Odpowiedzi na to pytanie z Watykanu nie ma.

Włoski filozof, Giordano Bruno miał pecha od urodzenia, gdyż przyszedł na świat w czasach, gdy Kościół nienawidził mądrzejszych od siebie, zresztą do dziś to się nie zmieniło. Rok 1548 nie był dla niego najlepszym czasem do narodzin. A może i czasem i miejscem, gdyż przyszło mu żyć w samym centrum piekielnej inkwizycji. Giordano Bruno od najmłodszych lat odróżniał się dociekliwością świata, mądrością i ponadprzeciętną inteligencją. Głosił dość odważnie humanistyczny kult człowieczeństwa i jeszcze odważniej krytykował ślepą wiarę oraz, na swoją zgubę, ogłosił, iż Ziemia nie jest pępkiem Wszechświata. Kościół wiedział, że Bruno ma rację, zatem oskarżył go o herezję i po siedmiu latach więzienia, gdy nie chciał odwołać odkrytych prawd przyrodniczych, w roku 1600 został spalony na stosie.

Inny włoski filozof, fizyk, astrolog, matematyk i astronom, Galilei Galileo znany nam jako Galileusz (1564 - 1642), również nie miał szczęścia, żyjąc tuż obok szatańskiej inkwizycji. Za głoszenie teorii heliocentrycznej oraz za swe dzieło pt.: „Dialog o dwóch najważniejszych układach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym”, groziła mu kara śmierci na stosie. Gdy dowiedział się, że Giordano Bruno spłonął na stosie, postanowił słusznie ratować życie, pozornie odwołując swoje teorie. Wolności jednak nie odzyskał nigdy i do końca życia miał świadomość, że wyrok śmierci może zapaść w każdej chwili.

We Włoszech inkwizycja mordowała najdłużej, bo aż do 1859 roku. Zresztą do dziś też na Płw. Apenińskim znajduje się sztab główny Kościoła katolickiego. 83% Włochów wyznaje obecnie katolicyzm. Ilu z nich wie dlaczego?

Ale cóż. Jak powiedział Galileo Galilei - „eppur muove” (a jednak się kręci).

Bracia polscy, zwani tez arianami, rozwijali się wspaniale w całej Polsce od XVI w. jako odrębny odłam Kościoła, wyodrębniony z polskich kalwinów. Założenie Akademii Rakowskiej i drukarni było właśnie ich dziełem, a trzeba podkreślić, że były one słynne w całej ówczesnej Europie. W tym czasie Polska wydawała wybitne dzieła wychodzące spod pióra wybitnych polskich pisarzy, myślicieli, naukowców i poetów. Szkoły w Rakowie, Nowym Sączu, Pińczowie i całej Małopolsce osiągnęły dzięki nim wysoki poziom gimnazjów akademickich.

Do czasu.
  
Katolicka inkwizycja pojawiła się w Polsce właśnie po to, aby właśnie ich przekręcić na wiarę katolicką, gdyż Bracia polscy aż nadto, według Kościoła, rośli w siłę. Słowo przekręcić należy tu czytać raczej jak wytępić, albowiem katolicka inkwizycja nigdy nie zmieniła swoich metod – zastraszenie, wyodrębnienie heretyków poprzez tortury, wyrok i stos lub wyrzeczenie się wiary na rzecz Kościoła katolickiego. Katolicyzm za wszelką cenę, więc wydano odpowiednie dekrety zakazujące czytania i posiadania dzieł ariańskich, a za złamanie zakazu groziła konfiskata mienia, a nawet stos.

Nawet polska szlachta, której nie wolno było torturować, dostrzegała w metodach klerów brutalne i sadystyczne łamanie praw człowieka, pozwalała na rozpowszechnianie po małych miasteczkach i wsiach pism zakazanych przez Kościół, aby temu przeciwstawić się. Kościół jednak był silniejszy, szczególnie że w Polsce wraz z nim zawiało siarką i grozą. W roku 1556, w Seceminie spalono jedną z największych bibliotek należącą do rodziny Szafrańców. Dzieła znajdujące się wówczas w tej bibliotece zostały utracone bezpowrotnie, a było tam wiele dzieł wagi historycznej.

O szczęściu w nieszczęściu mógł mówić Jan Brocjus, gdyż za dzieło „Gratis plebański” został jedynie wychłostany do kości drukarz drukujący to dzieło. Nie miał tyle szczęścia Marcin Kurowski, jeden z wielkich myślicieli, a dziś prawie zapomniany. Biskup Zebrzydowski wtrącił go do więzienia za jego śmiałe na tamte czasy dzieła. Gdy głodzony z dnia na dzień padał z sił, jako posiłek dano mu do jedzenia jego własne dzieła. Po ich zjedzeniu nie dano mu już nic więcej. Zmarł śmiercią głodową, zagłodzony przez Kościół katolicki. Biskup oczywiście działał w imieniu Boga miłosiernego.

Gwoździem do trumny była uchwała sejmu z roku 1658, nakazująca wszystkim obywatelom polskim przejście na katolicyzm. Jeśli ktoś nie dostosował się do uchwały w ciągu trzech miesięcy, musiał opuścić kraj. Jeśli ktoś nie chciał zmienić wiary na katolicyzm i nie wyjechał z Polski, karą była śmierć. Ludzie zamożni, inteligencja, mędrcy, czyli tworzący rozwój i polską kulturę, podobnie jak to było w Hiszpanii, musieli uciekać z Polski. Na skutek tego, dzięki Kościołowi Polska z roku na rok słabła i pomału upadała.

Wyniki?

Na wyniki nie trzeba było długo czekać. Nędza, analfabetyzm, trzy rozbiory Polski, niekończące się reformy, ale za to naród prawie w całości katolicki. Dziś aż 95% Polaków deklaruje swą wiarę katolicką! Wspaniale! Brawo! Lepszy wynik niż we Włoszech. Kto by pomyślał?!

Tylko dla porównania, aby było uczciwie. Tam, gdzie nie dotarła sadystyczna ręka Kościoła katolickiego lub dotarła jedyne w niewielkim stopniu: Szwecja – 87% luteranów, Finlandia – 89% luteranów, Norwegia – 75% luteranów, Wielka Brytania – 56% anglikanów i 16% bezwyznaniowców czy Islandia – 75% luteranów. W krajach tych oczywiście żyją praktykujący katolicy także, jednak są zdecydowaną mniejszością i nie jest to wymuszone wyborem katolicyzm albo śmierć. W końcu katolicy też podróżują, osiedlając się w innych krajach, ale wpojonej z dziada pradziada religii już nie rezygnują.

Dane te nie kłamią, a o czymś świadczą.

Cóż Kościół robi dziś dla pokoju na świecie, wiedząc że świat wie o śmiercionośnej roli Kościoła w historii świata?


Nic!

Jan Paweł II znany był z tego, że jako pierwszy z papieży zaczął odbywać pielgrzymki, hmmm... powiedzmy, niech będzie... pokojowe. Odwiedzał nawet kraje antychrześcijańskie. Z pełnym szacunkiem dla Karola Wojtyły, ale w związku z tym właśnie, dlaczego nie zapobiegł okrutnej wojnie w czasie, gdy miał ku temu okazję? Oczywiście mowa o wielkim skoku koalicji Busha na iracką ropę z 2003 roku. Wszyscy znamy kulisy drugiej wojny w Zatoce Perskiej. Będzie mowa o tym później, teraz skupmy się na temacie, gdyż była możliwość niedopuszczenia do tego, trwającego do dziś krwawego konfliktu. Przypomnę jedynie, że papież Jan Paweł II, a jakże i oczywiście potępiał tę wojnę jeszcze przed jej rozpoczęciem. Potępiał, i tyle, nic więcej. A jeśli faktycznie nie chciał do niej dopuścić, to dlaczego jako podróżnik pokoju, nie pojechał do Bagdadu w przededniu ataku, gdy ćwierć miliona uzbrojonych po zęby żołnierzy i najemników czekało na rozkaz? Któż by wówczas śmiał zaatakować, biorąc pod uwagę, że katolicyzm jest największą religią na świecie? Tak, był wówczas w swoim wieku, ktoś powie na usprawiedliwienie. W porządku, ale... od czego miał w końcu swoich darmozjadów kardynałów śmiących nazywać samych siebie misjonarzami pokoju? Ich pobyt w Bagdadzie do czasu wycofania wojsk zmusiłby koalicję do zaniechania zamiaru bombardowań. Nikt nie ośmieliłby się odpalić nawet jednej rakiety. Media nagłośniłyby to, gdyż była to pierwsza wojna medialna z reklamą nowego uzbrojenia armii USA. W Stanach Zjednoczonych żyje 60 mln katolików, a to głosy wyborców. Reakcja musiałaby nastąpić a Bush, choć z zamiarem kontynuowania polityki wielkich imperialistów, jednak musi liczyć się z wyborcami. O tym szerzej w notce Geneza terroryzmu. Ważniejsze co zrobił papież? 

Stanął w oknie swojego „biurowca” w Watykanie i... potępił zamiar ataku na Irak.

Dzięki Ci Panie, za papieża walczącego o pokój na świecie za pomocą potępienia!

Potępianie wojny to mało, aby wprowadzić pokój na świecie. Potępianie głodu to za mało, aby wykarmić głodujących. Papieża chyba stać (materialnie też) na coś więcej, niż wszystko w koło potępiać. Jeśli nie, to niech wreszcie potępi sam siebie, bo już niedługo nie będzie miał czego potępiać, będąc samemu potępionym, i niech idzie w diabły, skąd się wywodzi.

Matka Teresa nie potępiała głodu, ale jego przyczynę, czyli politykę i rządy państw, przez które właśnie do głodu doprowadzają, a dla oka zwołują co jakiś czas kłamliwe szczyty, rzekomo mające na celu walkę z głodem, do którego same doprowadziły. Te szczyty powinny raczej nazywać się szczytami obłudy. Tak czy inaczej, Matka Teresa otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla i choć sama żyła skromnie, w całości przeznaczyła ją na wykarmienie głodujących dzieci. Może powinna zostać papieżem? Na pewno wykarmiłaby miliony głodujących, albowiem skarbce kościelne to studnia bez dna.

Obecnie wciąż tysiące ludzi ginie w imię źle pojmowanej religii. Kolejne ofiary pochłaniają epidemie nowych chorób, a głód staje się plagą nawet już w Polsce. Co robi z tym Kościół? Nic! Rozpasane od tłustych golonek klery polskie stawiają świątynię opatrzności bożej za sumę (przeszło 200 mln zł), dzięki której można by wyżywić tysiące głodujących. Bogactwa Lichenia chyba nikt nie odważyłby się przeliczyć, bo sam zapewne by się przeliczył.

Kult trwa.

Życie jest proste. Wystarczy tylko przestrzegać jednej nauki Jezusa: „Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe”, ale żeby to skomplikować, potrzebni są kościelni kapłani.

„Żyjecie w zbytku na ziemi i oddajecie się rozkoszy zmysłowej. Tuczycie swe serca w dniu rzezi. Potępiacie, mordujecie prawego. Czy on się wam nie przeciwstawia?”. - Księga Jakuba 5. 5-6.

„A widząc Pan, że wszelka była złość ludzka na ziemi, a wszystko zmyślanie myśli serca ich tylko złe było po wszystkie dni;
Żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi, i bolał w sercu swym”.
1. Mojżeszowa 5. 5-6

20.11.2017

Demokracja orwellowska

Na wstępie wyjaśniam, iż poniższa notka nie jest pisana z punktu widzenia żadnego ugrupowania politycznego i nie ma na celu popierania lub krytykowania ani Prawicy, i ani Lewicy. Walka polityczna mnie nie interesuje i zawsze staram się patrzeć wzrokiem obiektywnym. Jeśli miałbym w komentarzach wyjaśniać jakiekolwiek zarzuty wobec poglądów, to wyjaśniam na wstępie, iż ta notka pisana jest w obronie ludzi najmniej zarabiających w Polsce, o których żadna partia już nie pamięta i każda partia grupę tę ignoruje.





Demokracja

1. «ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo poprzez swych
przedstawicieli; też: państwo o takim ustroju»

2. «forma organizacji życia społecznego, w której wszyscy uczestniczą w podejmowaniu
decyzji i szanują prawa i wolność innych ludzi»


Słownik Języka Polskiego PWN


Powieśc Goerga Orwella "Rok 1984"
G. Orwell "Rok 1984"

Czy Polska jest krajem demokratycznym?

 
System czy ustrój, jaki występuje w naszym kraju, jest raczej niemożliwy do jednoznacznego określenia. Socjalizm już mieliśmy. W prawdziwym kapitalizmie przynajmniej istnieją związki zawodowe chroniące nieco praw pracowników. Wiem, że padną słowa sprzeciwu, bo niby w Polsce są... ale gdzie? Tylko w dużych spółkach akcyjnych i jeszcze firmach państwowych (czy takie jeszcze istnieją? Uznajmy, że istnieją). Ogromna większość firm prywatnych nie pozwoli sobie założyć w swych zakładach takich związków, pomimo prawnej zgody. Jeśli natomiast większa prywatna firma przyjmie na swe barki układ ze związkami, będzie to układ – właściciel firmy płaci pracownikom i związkom, a ci siedzą cicho i robią coś dla oka,  nagłaśniając swoją udawaną działalność. Tańczą zatem, jak właściciel zagra i siedzą cicho. Inaczej też stracą dobrze płatną posadkę, jedynie za siedzenie w milczeniu. Każda próba stworzenia prawdziwych związków zawodowych w polskich firmach skończy się zwolnieniami pomysłodawców i prowokatorów.

Łudzili się ludzie i łudzą nadal, że takimi związkami jest "Solidarność". Po zdobyciu przez nich stołów robotnicy znowu zostali olani i sami. Pod przykrywką kłamliwej walki z umowami śmieciowymi, okazało się, że Solidarność sama zatrudniała pracowników na umowy śmieciowe. Choćby przykład pływalni "Morska Odyseja" w Kołobrzegu, w której dziewięciu ratowników miało nie mieć umów o pracę. Czy Solidarność rzekomo walcząca o likwidację umów śmieciowych nadal zatrudnia na śmieciówkach? Nie wiadomo, ale wiadomo, że do dziś udają tę walkę. W Polsce obecnie pracowników zatrudnionych na umowy śmieciowe (w tym cywilnoprawne omijające Kodeks Pracy) jest więcej, niż kiedykolwiek w dziejach Polski. Pamiętajmy, że podstawą tych umów jest najniższa krajowa, a raczej głodowa krajowa. Związki Zawodowe niby są po to, by walczyć o prawa i godne zarobki pracowników, a więc i o jak największą najniższą krajową. I walczyły o podwyższenie najniższej stawki godzinowej do 12 zł brutto od 2017 r. I od 2017 r., najniższa stawka godzinowa wzrosła faktycznie, ale nie na 12 zł brutto, jak żądały związki zawodowe z przewodniczącym Solidarności, Piotrem Dudą na czele, ale na 13 zł brutto, w wyniku podpisania przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę nowelizacji prawa. Jak polski pracownik z trzeciej klasy społecznej, najliczniejszej i najmniej zarabiającej powinien to odczytywać? Cieszyć się, pomimo że ta podwyżka i tak mało co zmienią? W jakimś sensie z pewnością tak, ale tylko i wyłącznie z decyzji Prezydenta Polski. Chociaż o faktycznej radości tu mówić nie można, gdyż na takich stawkach są zatrudniani pracownicy z długoletnim stażem pracy na zasadzie, „nie podoba się, przyjdzie inny”. I w takich umowach tkwią aż do głodowej, wynikającej z długich lat zatrudnienia na najniższych krajowych, emerytur.

A co ze związkami zawodowymi na czele z Piotrem Dudą? Odpowiedź tkwi raczej w honorze Piotra Dudy, albowiem co oznacza decyzja rządu i Prezydenta RP o wyższej kwocie minimalnej niż żądana przez związki zawodowe? Oznacza w podtekście, żeby Piotr Duda sam spróbował przeżyć choć miesiąc, z pensji, o jaką walczył dla milionów Polaków tkwiących w trzeciej, orwellowskiej klasie społecznej. Każdy człowiek mający honor, po takim policzku powinien podać się do dymisji. Piotr Duda jednak nadal udaje obrońcę praw pracowników. Ale nie tych z trzeciej klasy społecznej. Pracowników w krawatach podobnych sobie w barwach kłamliwych związków zawodowych.

Piotr Duda nadal udaje przedstawiciela związków zawodowych (udaje, gdyż związki zawodowe nie spełniają swego powołania, a od pewnego czasu stały się mini partią przy partii rządzącej), walcząc o wolne niedziele dla pracowników handlu. Ciekawe bardzo, gdyż tu nie chodzi o pracowników pracujących w niedzielę ogólnie, ale tylko i wyłącznie o pracowników pracujących w handlu w marketach. Zatem pracownik pracujący przy stacji benzynowej, kelnerka w restauracji, pracownicy pracujący w kinach, zoo czy sprzedawczyni w budce z hot dogami mają w niedziele pracować, a dziwnym trafem na szczególną łaskę ze strony związków zawodowych zasługują jedynie pracownice marketów. Coś tu zatem nie gra, a związki zawodowe na pewno mijają się z powołaniem. Zwłaszcza że zamiast walczyć o godziwe zarobki za te niedziele plus dni wolne, znów udają walkę na... ominę wpis na czyją korzyść. Nie omieszkam jednak zaznaczyć, iż "Solidarność" nie ma już żadnych praw nazywania się związkami zawodowymi, zwłaszcza że dziwnym trafem od dnia 25 października 2015 roku, pracownicy wykorzystywani przez wiele lat otrzymując od pracodawcy jałmużnę, dla "Solidarności" nie istnieją.

Jak wcześniej wspomniałem, w Polsce pracownik z wieloletnim stażem pracy w prywatnej firmie zarabia najczęściej najniższą krajową. W obcych hiper, mega, supermarketach jeszcze mniej licząc czas spędzany w pracy proporcjonalnie do czasu pracy godzinowo w miesiącu. Pamiętajmy, że jest to niewiele więcej od zasiłku dla bezrobotnych, który tak przy okazji jest chyba jedynie po to, aby formalnie coś „dać” bezrobotnym. Najniższa, głodowa krajowa oczywiście nie starcza na opłaty za czynsz, gaz, prąd itd. pozbawiając takiego pracownika środków do życia, który jest zmuszony brać kredyt na to życie. Gdy czas ten wydłuża się, nie płaci czynszu lub omyka ratę kredytu a pieniędzy wciąż potrzeba więcej. Dochodzą odsetki za spóźnione raty, więc bierze kredyt, ale już w parabanku celowo do tego stworzonym. Ostatnia deska ratunku i zabójcza. W niedługim czasie nie stać go już na czynsz, raty w banku, raty w parabanku lichwiarskim i oczywiście nie ma pieniędzy na życie. Traci mieszkanie, a co z tym się wiąże i pracę. Jeśli pracownik (były już) ma jeszcze zdrowie, siły do życia i przede wszystkim chęć, co najmniej nie jest już patriotą. Nikt mu nie wyperswaduje, że to ojczyzna doprowadziła do stanu, w którym się znalazł. Wszak przekonany jest, iż całe życie pracował uczciwie, ale miał tę jedyną wadę, że nawet będąc fachowcem w swej dziedzinie, nie potrafił walczyć o swoje. A takich ludzi jest mnóstwo i nie można im mieć tego za złe.

Już jakbym słyszał „to nonsens, budżet rośnie, portfele puchną, a Polacy coraz więcej zarabiają”. Oczywiście to prawda. Rząd po dwóch latach rządów podwyższył nawet dwa razy, ale... posłom, czyli samym sobie i kolegom z tych samych piaskownic, w których razem bawili się w dzieciństwie, o 2 tys. zł. Razem coś ponad 4 tys. zł. Rząd zrealizował program 500+ na dzieci. Tak, ale na wszystkie dzieci niezależnie czy to dzieci prezesów banków, polityków, komorników, biznesmenów czy komornikom zabierającym ostatni grosz najbiedniejszym tkwiącym całe życie na pensjach z najniższą krajową, którzy pomimo swej biedy nie otrzymują żadnej pomocy socjalnej. Nie otrzymują także 500+ na dzieci, gdyż ich nie mają. Mają jedynie biedę i długi w parabankach a komornik otrzymujący socjal odbiera im ostatni grosz. Nikt nawet nie zastanowi się, że to właśnie ten biedny nieotrzymujący żadnej pomocy od państwa, płaci z podatków na dzieci prezesów banków i parabanków, w których jest zadłużony oraz na dzieci komornika, który zabiera mu ostatni grosz.

Jeśli zatem ktoś stwierdzi, że program 500+ dla dzieci jest programem, który wyeliminował biedę, jak to często słyszę, to zauważam, iż to dokładnie to samo co twierdzić, że bogaci mają pieniądze, wille, najdroższe samochody, ale przy tym ich własne dzieci żyją na pograniczu nędzy. A to sprawia, że program 500+ walczy z biedą w dokładnie równym stopniu, co zamiast dzieciom, dawać 500 zł każdemu blondynowi lub szatynowi. Wszak wśród blondynów lub szatynów są ludzie i bogaci i biedni, a eliminacja biedy jest w dokładnie takim samym stopniu losowa.

Nie ma co się oszukiwać. Podobny scenariusz dotyczy tysięcy Polaków. Liczba ludzi bezdomnych stale rośnie (około 400 tys. na 2016 r.). Głodujących także. Szacuje się, że na 2017 rok, co dwudziesty Polak żyje w skrajnej nędzy. Media na ten temat milczą lub poświęcają zbyt mało uwagi, udając, że problemu nie ma. Kościół całkiem milczy i umywa ręce niczym Poncjusz Piłat po wydaniu Chrystusa na śmierć. Posłowie w Sejmie i w portalach społecznościowych wywołują sztuczne wojny mające na celu stworzenia sztucznej mgły, w której tle zajmują się nieoficjalnie napełnianiem prywatnych kont bankowych na koszt podatnika i kamuflowaniem kolejnych afer.

Pracownik żyjący z najniższej krajowej przez długie lata, nie ma ani czasu, ani chęci walczyć głośno o swoje. Taki człowiek nie wypowie się o swym życiu publicznie ani na ulicy, ani w portalach społecznościowych, gdzie pracownicy polityczni mają masę lewych kont tylko po to, by krytykować i zagłuszać głosy biednych ludzi. W innych przypadkach tacy ludzie nawet nie mają sprzętów do tego celu, a jeśli, to nie potrafią walczyć nawet poprzez Internet.


Czy żyjemy w wolnym demokratycznym i suwerennym państwie?


Nie dla każdego Polska jest krajem wolnym, gdyż wolność to coś więcej niż dorabianie kilkuset komunistycznych kapitalistów po zmianie nazw i frontów, przez 38-milionowy naród.


Prawdą jest, że jeszcze nigdy nie stworzono systemu idealnego, który zadowoliłby każdego. Ten system jednak, który stworzono po okrągłym stole i podzieleniu się w Magdalence stołkami poprzedniej i dzisiejszej władzy – jest po prostu fatalny. Ten system trwa do dziś. System orwellowski.

Dla trzeciej klasy społecznej, z pewnością to demokracja orwellowska.

Nawiązując do powieści George'a Orwella "1984", w Polsce mamy zawsze trzy klasy społeczne:

Klasa górna – spełniająca obecną władzę i napychająca własne konta bankowe ile tylko można, bo wie, że władza kiedyś się skończy a tym samym i dostęp do "koryta".

Klasa średnia – ta, która sprawowała władzę, ale nie ma zamiaru odpuścić. Wszelkimi siłami dąży do przejęcia władzy i "koryta". Wie jednak, że sama tego osiągnąć nie może, więc zawsze sięga po pomoc do klasy najniższej, dolnej, gdyż ta jest najliczniejsza, zdesperowana i podatna na wszelkie sugestie klasy średniej. Tumani więc klasę najniższą obietnicami o drugiej Japonii, gdy tylko stanie się klasą górną. Obiecuje gruszki na wierzbie, wiedząc, że najniższa zawsze jest naiwna i podatna na wszelkie obietnice.

Klasa górna i średnia często zamieniają się rolami i zawsze przy pomocy klasy dolnej najniższej.

Klasa dolna, najniższa – robotnicy, urzędnicy, bezrobotni, najbiedniejsi itp., zawsze jest klasą najniższą i najliczniejszą. Jest jednak niezbędna dla klasy średniej, by ta obaliła klasę górną, a klasie górnej jest niezbędna do napełniania "koryta". Klasa zawsze oszukiwana przez dwie powyższe. Najliczniejsza i najnaiwniejsza. O czym wiedzą wykorzystując to dwie klasy wyższe.

Dwa lata nowego rządu dla klasy trzeciej, najniższej nie zmieniły kompletnie nic. Czy mogą mieć nadzieję!?!

Pytanie to raczej należy zaliczyć do retorycznych. Propaganda sukcesu puchnących portfeli Polaków trwa w najlepsze. A obecny rząd na tę propagandę własnego wątpliwego sukcesu dwóch lat rządów, wydaję 50 tys. zł, na krótki spot nadawany jedynie w sieci społecznościowej. Być może ktoś powie, że 50 tys. zł to dla budżetu grosze. Fakt, grosze, ale ten rząd ustalił właśnie to, by zarobić te 50 tys. zł, Polak powinien pracować przeszło 2 lata. Proszę powiedzieć bezdomnemu, który tej zimy być może zamarznie na dworze, że rząd wydał jedyne 50 tys. zł na to, by skłamać Polakom, iż biedy już nie ma.

Koszt spotu, który trwa zaledwie kilkadziesiąt sekund w cenie blisko 50 tys. zł.
Dokument kosztu krótkiego spotu w cenie blisko aż 50 tys. zł.

Kosztem spotu zainteresował się poseł Kukiz'15, wicemarszałek Sejmu VIII kadencji, Stanisław Tyszka, który informację tę opublikował w serwisie społecznościowym Twitter. A ten jeden spot to promil w skali bezsensownie wydawanych pieniędzy, które kumulują się w miliony, a nawet miliardy.

Oczywiście ktoś też powie, że to nic w porównaniu z kosztem spotu za 7 mln zł "Hej Jude".  Oczywiście, ale jak napisałem wyżej proszę to mówić tym, którzy tej zimy zamarzną na mrozie i tym, którzy przez 2 lata pracują za 50 tys. zł. Proszę im wmawiać, że astronomiczne sumy nagród po ujawnieniu Afery nagrodowej PiS, politykom i członkom partii PiS się należały.

Dla szarych ludzi z trzeciej klasy społecznej, zmiany po wygraniu wyborów przez partię Prawo i Sprawiedliwość, nie ma żadnej.


18.11.2017

Unia Europejsko - Muzułmańska



Stop
Stop UE-M
1 maja 2004 roku, Polska wraz z dziewięcioma krajami wstąpiła do Wspólnoty Europejskiej. Było to największe rozszerzenie Unii Europejskiej w historii jej powstania formalnego, tj. od 1 listopada 1993 roku. Aby dołączyć do Unii Europejskiej, każde państwo musi spełnić określone warunki gospodarcze i polityczne, tak zwane kryteria kopenhaskie:


Kryteria polityczne:
  • istnienie gospodarki rynkowej gotowej sprostać konkurencji i wolnemu rynkowi;
  • zdolność do przyjęcia acquis communautaire;
  • zdolność sprostania unii politycznej, gospodarczej i walutowej 
Kryteria ekonomiczne:
  • istnienie instytucji gwarantujących stabilną demokrację;
  • rządy prawa;
  • poszanowanie praw człowieka;
  • poszanowanie praw mniejszości
Aby kraj mógł przystąpić do Unii Europejskiej, muszą zgodzić się jego mieszkańcy w ogólnokrajowym referendum. Referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej i ratyfikacji traktatu ateńskiego, tzw. referendum europejskie bądź akcesyjne. Wymóg obowiązkowy w prawdziwie demokratycznej Europie, by demokracja nie była demokracją jedynie z nazwy, i by powiedzenie "widziały gały co brały" miało sens w każdym późniejszym okresie.
Nie bez znaczenia podkreśliłem wyżej Traktat Ateński.

Traktat ateński – traktat podpisany 16 kwietnia 2003 r. w Atenach będący prawną podstawą przystąpienia (akcesji) 10 krajów Europy Środkowej i Południowej (Cypru, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Malty, Polski, Słowacji, Słowenii i Węgier) do Unii Europejskiej.

Nie bez znaczenia podkreśliłem tu Cypr, albowiem jeśli chodzi o ten kraj, to chodzi tu jedynie o południową część wyspy, która jest w 72% chrześcijańską. Cypr Północny, a właściwie Turecka Republika Cypru Północnego (99% Islam) oficjalnie rozmowy zerwał.

Jeszcze bardziej chcę tu podkreślić, iż podawanie w procentach dominującej religii ma znaczenie jedynie odnośnie do tytułu i tematu. Osobiście szanuję każdą religię, o ile praktykowana jest w kraju, gdzie przeważa oraz w innych krajach, jeśli jest zdecydowaną mniejszością i nie rości sobie praw do dominacji. Religia ma tu najmniejsze znaczenie, a przynajmniej powinna mieć najmniejsze, albowiem kraje nie wchodzą w układy religijne, ale gospodarcze. Tak być powinno oficjalnie i oficjalnie jest, ale jak to zawsze bywa, jakieś ale być musi, gdyż religia niesie za sobą tradycje i określony kulturowo tryb życia. To już ma znaczenie ogromne, gdyż styl życia, bycia, tradycje kultury o innej religii, z czasem zaczynają przybierać wyższy wymiar, gdy zwolenników innej kultury zaczyna przybywać. Wówczas wyznawcy jednej religii zaczynają czuć zagrożenie własnej kultury, tradycji i stylu życia, a zwiększająca się liczba zwolenników odmiennej kultury, zaczyna walczyć o dominację własnych obyczajów oraz praw. Tu zaczyna się konflikt nie tyle religijny, ile kulturowy, i to konflikt niesłychanie groźny.

Dominacja jednej kultury. I tu tkwi problem, albowiem gdzie dwie mieszane kultury są na tyle wyrównane, musi dojść do walki o dominację jednej z nich.

Wróćmy do tematu referendum, które w Polsce odbyło się w dniach 7 i 8 czerwca 2003 roku. Pytanie brzmiało:

Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej? 

Choć kampania reklamująca Unię Europejską nie była do końca uczciwa, to nie było jednak mowy o przymusach, układach i obowiązkach co do krajów spoza Unii i innych kultur. Unia Europejska na pomoc humanitarną zawsze przeznaczała odpowiednie kwoty, pomagając w krajach spoza granic UE w razie wojen lub katastrof. To było jasne. I Polacy zagłosowali na TAK.

Co się zmieniło? Oficjalnie nic, co można przeczytać na stronie europa.eu.
Informacje te są dostępne dla każdego, choć wielu polemizuje o wyimaginowanych prawach, które jedni wykorzystują dla własnej wygody, inni dla własnych interesów, a inni dla własnej racji. Co nie zmienia faktu, że każdy ma prawo zapoznać się z ogólnie dostępnymi zapisami, naginanymi i naciąganymi przez wielu, dla wielu czynników.

Oficjalnie zatem nic się nie zmieniło, ale nieoficjalnie jednak ta, wedle powyższych zdań. Bogatsze kraje zaczęły narzucać obowiązek relokacji napływających uchodźców/imigrantów do wszystkich krajów Unii, jeszcze Europejskiej. W wyżej podanej stronie informacyjnej nie ma ani jednego zapisu o takim obowiązku.

Pamiętajmy, że w bogatszych krajach starej Unii ludzie innej kultury są od dawna. I jedno i drugie jest wynikiem kolonialnej działalność tych państw. Pamiętajmy, że uciekający uchodźcy często uciekają z krajów ogarniętych wojną, w której bierze udział zapraszający ich rząd danego kraju. Pamiętajmy, że na stu uchodźców trafi się choć trzech, którzy zamiast ucieczki planują zwykłą zemstę, czego czasami kraje UE doświadczają, zwłaszcza właśnie te kolonialne, co powinno i jest oczywiste.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że rządy bogatszych państw Unii Europejskiej nie zdają sobie sprawy, że sami zapraszają imigrantów w jakimś sobie znanym celu. Muszą mieć świadomość, że dwie zmieszane kultury z czasem muszą zacząć walczyć o dominację. Tak było setki lat temu i jest dziś. Nie można też oprzeć się wrażeniu, że bogatsze kraje UE chcą na siłę "zaminować" całą UE obcą kulturą. Nic jednak na siłę osiągnąć nie mogą, albowiem żadnego takiego zapisu nie ma. Ale jednak nie rezygnują.

Niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere oświadczył, że zasiłki i świadczenia socjalne dla imigrantów, powinny być takie same we wszystkich krajach UE. Przypomnę, że UE nie może ingerować w wewnętrzne sprawy finansowe innych krajów. A jeśli tak, to dlaczego Unia Europejska nie zainteresowała się nigdy najbiedniejszymi mieszkańcami UE? Dlaczego nikt nie zaproponował najniższej pensji europejskiej dla wszystkich krajów? Jak wiadomo nie tylko w Polsce ludzie wciąż chodzą po śmietnikach, by przeżyć. Odczepmy się od Polski na chwilę, żeby nie było. Ale... czy byliście w biednej dzielnicy Portugalii? Portugalczycy przymierają tam głodem. Nie trzeba szukać w Portugalii, jako że to kraj najbiedniejszy starej UE. Szacuje się, że obecnie w centrum Rzymu, w skrajnej biedzie żyje około 16 tys. mieszkańców. O tym się nie mówi, a tam też ludzie przymierają głodem.

Coraz częściej mam wrażenie, że mieszanie obcych kultur w Europie ma wyższy cel, o którym narody nie mają pojęcia.

Coraz częściej też widzę, że Unia Europejska małymi krokami przeobraża się w Unię Europejsko-Muzułmańską. A wiele już nie trzeba. Mniejszość w krótkim czasie może stać się większością, nawet w parlamentach. Wówczas wojna o dominację zapewne będzie bardzo krwawa.

I niech nas nie uspokajają zapewnienia polskiego rządu, że Polska nie przyjmuje imigrantów, co prowadzi do mieszania kulturowego w Polsce. Zapewnienia te są tyle warte, ile obietnice przedwyborcze, które po wygranych wyborach, zostają zazwyczaj mrożone na cztery lata. Gdyby zaproszeni przez polski rząd imigranci ze Wschodu mieli inny kolor skóry niż Polacy, Polska wyglądałaby równie kolorowo, jak Francja lub Niemcy. Mieszana jest cała ludność Europy, a konsekwencje odczujemy wtedy, gdy obca kultura poczuje się tak silna, że uzna za stosowne powalczyć o dominację również w Polsce.