20.07.2020

Anomalne zmiany klimatyczne

Świat wokół nas zmienia się dosłownie na naszych oczach. Ogólnie przyjmuje się, że klimat na Ziemi ulega ociepleniu, ale to tylko jedna strona problemu, bowiem zjawisko to niesie za sobą szereg anomalii, których absolutnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wiemy tylko, że jakiś czas temu rozpoczęła się reakcja łańcuchowa globalnych zmian bez możliwości zatrzymania procesu, który sprawia, że każdy kolejny dzień w obojętnie którym rejonie świata jest jedną wielką niewiadomą.


Skala potencjalnego globalnego ocieplenia
Fot. Wikimedia
O coraz bardziej drastycznych zmianach klimatycznych nie trzeba nikogo informować ani tym bardziej przekonywać. Każda część świata odczuwa zmiany na własnej skórze. Oczywiście są rejony bardziej dotknięte anomaliami, które przybierają różne formy, a inne są tymczasowo przez naturę oszczędzane. Zmian jednak doświadczamy wszyscy i wszyscy zmiany te ogólnie nazywają ociepleniem klimatu.

Panuje ogólne przekonanie, iż ocieplenie klimatu następuje na skutek działalności człowieka. Faktem jest, że człowiek w jakimś stopniu przyczynił się do procesu globalnego ocieplania. Ale błędem jest doszukiwanie się w człowieku głównego winowajcę. Trzeba stwierdzić jasno, że wokół nas dzieją się zjawiska pogodowe, których przyczyn tak naprawdę nie znamy. Istnieje wiele teorii na ten temat, jednak żadna nie wyjaśnia reakcji łańcuchowej coraz częściej występujących anomalii. Nie wiemy, kiedy i dlaczego pierwszy klocek domina został pchnięty. Możemy jedynie obserwować kolejne przewracające się klocki bez świadomości, co znajduje się na końcu ścieżki ułożonych przez naturę klocków domina. Możemy być pewni tylko tego, że każdy z tych klocków jest nieco większy od poprzedniego i że każdy kolejno przewrócony symbolizuje następną anomalię. Celowo nie nazywam zmian klimatycznych ociepleniem, gdyż jak się przekonamy, anomalne zmiany nie objawiają się jedynie coraz wyższymi temperaturami.

Warto w tym miejscu nawiązać do zimy z 2019 r., która niespodziewanie zaatakowała Stany Zjednoczone. Na przełomie stycznia i lutego wir polarny pojawił się nad środkowo-zachodnimi stanami, który przyniósł ekstremalnie niskie temperatury. W miejscowości Cotton w stanie Minnesota zanotowano około południa czasu lokalnego -48 stopni Celsjusza, a w Dakocie Północnej temperatura odczuwalna wyniosła aż -54 st. C. W Chicago na skutek siarczystego mrozu zaczęły pękać szyny kolejowe, co zmusiło służby do podgrzewania ich otwartym ogniem. Przy tak niskich temperaturach wystarczy wystawić gołą część ciała na jedyne 5 minut, by doznać dotkliwych odmrożeń. Ekstremalnie mroźna zima w Stanach Zjednoczonych nie była skutkiem działalności człowieka, ale zapewne małym, choć znaczącym trybikiem w wielkim procesie zmian klimatycznych. Wir polarny to układ niskiego ciśnienia, który znajduje się nad biegunem północnym. Dlaczego był winowajcą? Czasami na skutek gwałtownego ocieplenia na wysokości 10-50 kilometrów nad ziemią jego struktura ulega zakłóceniom. Wówczas następuje rozlanie się mas arktycznego powietrza z terenu podbiegunowego w niższe szerokości geograficzne. Dlaczego układ niskiego ciśnienia uległ gwałtownemu ociepleniu na wysokości 10-50 kilometrów? Cóż... czasem się zdarza, ale tak niskich temperatur w niektórych stanach USA nie notowano od 40 lat.

A tymczasem na Syberii gore. Odległe syberyjskie miasto Verkhoyansk znane jest z ekstremalnie niskich temperatur, które często spadają poniżej –50 ° Celsjusza. Tego roku jednakże Verkhoyansk nie zasłynął z kolejnego rekordu mrozu, ale z ekstremalnego upału. W maju 2020 r. zanotowano tam 38 stopni Celsjusza (100,4 ° Fahrenheita). Jak wiemy, w Europie tegoroczny maj był wyjątkowo chłodny, ale jak się okazuje nie dla terenów na północ od koła podbiegunowego. W niektórych częściach Syberii, zwłaszcza w północno-zachodniej Syberii, majowe temperatury były nawet o 10 stopni C wyższe od średniej. Anomalia była tak wyraźna, że ??fala upałów w regionie może być śmiało uznana, jako wydarzenie 1 na 100 000 lat. Oczywiście nie biorąc pod uwagę omawianej, obecnej ery anomalnych zmian klimatycznych, oficjalnie nazywanej ociepleniem klimatu. Warto zauważyć, że tego lata i sama Moskwa, zazwyczaj chłodna, obdarzona została przez naturę rekordowymi upałami. Ale nie Moskwa jest tu istotnym czynnikiem, lecz to, że obecnie region Arktyki ociepla się dwa razy szybciej niż reszta planety. A to stanowi już prawdziwe zagrożenie dla całej Ziemi.
„Nie spodziewalibyśmy się, że przyroda wytworzy taką falę upałów w czasie krótszym niż 800 000 lat” - powiedział 14 lipca na konferencji prasowej klimatolog Andrew Ciavarella z brytyjskiego biura Met Office w Exeter w Anglii.
Dodać w tym miejscu wypada, że rekordowe upału powyżej koła podbiegunowego doprowadziły do serii klęsk żywiołowych, z czego najbardziej niebezpiecznymi dla Syberii były niespotykane na taką skalę pożary, a globalnie topnienie wiecznej zmarzliny, nie wspominając o negatywnym wpływie na zdrowie miejscowej ludności.

Z powodu globalnego ocieplenia co roku na Antarktydzie topnieniu ulega 118 megaton lodu, a na Grenlandii 200 megaton. Wideo poniżej ujawnia skalę topnienia lodowców, co prowadzić może do globalnej katastrofy klimatycznej.


Z ociepleniem klimatu powiązane zostały ekstremalne upały w Australii, które głównie przyczyniły się do katastrofalnych pożarów. Żywioł strawił około 11 milionów hektarów, zabijając co najmniej 34 osoby i niszcząc około 6000 budynków od początku lipca. Około 1,5 miliarda zwierząt również zginęło w pożarze. Naukowcy nadal liczą szkody i oceniają potencjał wyleczenia wielu rodzimych gatunków roślin i zwierząt. Komentarz wobec danych zbędny.

Obecnie doświadczamy globalnej pandemii COVID-19, ale czy można powiązać ten żywioł z anomaliami klimatycznymi? Osobiście nie sądzę, by tak było, ale pewna grupa naukowców wcale tego nie wyklucza. Z anomaliami klimatycznymi na pewno można powiązać ekstremalne opady w pewnych regionach na Bliskim Wschodzie, których nie notowano od 40 lat, powodzie i podtopienia, huragany i trąby powietrzne oraz ogniowe czy coraz częściej notowane burze z obfitymi opadami gradu wielkości dużych jabłek. Nasilają się także relacje naocznych świadków o coraz częściej obserwowanych piorunach kulistych, co jest niewątpliwie bardzo rzadko występującym zjawiskiem.

Na pewno natura zachowuje się nienaturalnie, a przynajmniej nie tak, jak nas przyzwyczaiła. Co nas czego jutro? Jedna wielka zagadka! Biorąc pod uwagę anomalia klimatyczne, dzień jutrzejszy jeszcze nigdy nie był tak niepewny, jak dziś. Miejmy jedynie nadzieję, że nie spełni się treść III Tajemnicy Fatimskiej, biorąc pod uwagę jedynie scenariusz globalnej katastrofy klimatycznej.

10.07.2020

Ukrywana historia człowieka

Historia człowieka i Ziemi została napisana i zapieczętowana, a dziś jest ściśle chroniona przed jakimikolwiek korektami przez zaporę ogniową akademickiej nauki. Jakiekolwiek odkrycia przeczące napisanej historii należy, według ortodoksyjnej nauki przynajmniej, ukryć w zatęchłych piwnicach muzeów lub zniszczyć. Co, jednak jeśli liczne dowody świadczą, że tak pilnie chroniona historia jest dziurawa niczym Titanic? Dalej brnąć w kłamstwie, by nie padły korony autorytetów? Czy przyznać wreszcie, że historia wymaga grubej korekty, a kilka rozdziałów nawet napisania od nowa.


Karykatura Darwina i małpy z XIX w.
Karykatura Darwina z XIX w.  Fot: public domain
W 1840 r. Charles Lyell ustalił geologiczną chronologię, która do dziś jest uznawana za świętość. Od tamtej pory minęło aż 180 lat, co dla błyskawicznie rozwijającej się nauki w każdej dziedzinie jest niemal epoką. A mimo to, nikt nie ośmielił się przy nowoczesnej technologi uznać, że stan wiedzy sprzed 180 lat o Ziemi jest kulawy i wymaga co najmniej zabiegu, który tę ułomność wyleczy. Znikoma ilość ludzi na świecie zastanawia się nad takimi paradoksami, bowiem w dzisiejszym świecie prawda znajduje się na niższej półce, niż paradygmaty akademickiej nauki. Podobnie się ma fantastyczna historia Charlesa Darwina pt. "Dawno, dawno temu...", żyła sobie małpa, której znudziło się bezpieczne życie na drzewach i postanowiła poeksperymentować na mniej bezpiecznej ziemi. A że ciągnęło ją do wyzwań i była z tego dumna, zdecydowała wyprostować się, rezygnując z używania czterech kończyn, dających jej gwarancję szybkiej ucieczki przed drapieżnikami, ale co tam – duma ważniejsza niż życie. Oczywiście ironia, ale nie bez powodu. Dziurawą jak ser szwajcarski teorię ewolucji pomińmy w tym momencie, gdyż opisanie jej wymaga obszernej notki. A na to miejsca tu nie ma. O Darwinie wspominam dlatego, gdyż tematyka jego fantazji ma wiele wspólnego ze świętą nauką o Ziemi Charlesa Lyella. Geologiczna chronologia bezpośrednio warunkuje biologiczną, gdyż datowanie szczątków istot żywych, uzależnione jest od datowania warstw, w których zostały odnalezione. Prawidłowe datowanie znalezisk nigdy nie było łatwe, ale zawsze łatwo było o pomyłkę, oceniając wiek znaleziska tylko jedną metodą. Prawidłowa ocena wieku warstwy, w którym znalazł się badany obiekt w połączeniu z innymi metodami datowania, minimalizuje ryzyko pomyłki. A zapewniam, że z datowaniem znalezisk, które wymienię tylko w nakreślającej temat ilości, nudy nie będzie.

Trudno jednoznacznie wskazać konkretny rok początku epoki żelaza. Upowszechnienie żelaza w Egipcie przypada na schyłek okresu Nowego Państwa (XX dynastia — ok. 1200-1085 p.n.e.). Warto tę datę zapamiętać, nawet jeśli przyjmiemy, że faraon Tutanchamon zmarł w roku 1337 p.n.e. Co ma jedno z drugim wspólnego? Otóż to, że w grobowcu Tutanchamona znaleziono lśniący sztylet ze stalową klingą. Podkreślam, że rok 1337 p.n.e. to rok śmierci faraona, a nie wykucia sztyletu, który musiał zostać wykonany dużo wcześniej. Ale jak to możliwe, że Tutanchamon używał broni świadczącej o zaawansowanej technice obróbki metalu na długo przed nastaniem epoki żelaza? No dobrze. Różnica to jedyne półtora wieku. Aczkolwiek powinna być skorygowana, to nie czepiajmy się takich "drobnostek".

Szczyt kolumny z Delhi
 Fot: Dennis Jarvis
Inaczej przedstawia się sprawa z żelazem, a inaczej też ze stalą nierdzewną, która została opatentowana w 1912 r. przez niemieckich inżynierów Kruppa. Jak na złość śmietance akademickich autorytetów w Delhi stoi żelazna kolumna, która za nic w świecie nie chce zardzewieć. Od ponad 1600 lat stoi sobie dumnie w kompleksie Kutb w Delhi, drwiąc ze współczesnych uczonych, łamiących sobie umysły teoriami, dlaczego kolumna jest odporna na korozję. Oficjalnie przyjmuje się, że kolumna powstała między 402 i 415 r. n. e., jednakże należy w tym miejscu zaznaczyć, iż nie wszyscy uczeni się tym zgadzają. Hinduscy archeolodzy bowiem przeciwni są ustalaniu twardej daty powstania kolumny, gdyż sugerują, że kolumna może liczyć sobie nawet 4000 lat. Nawet jeśli przyjąć, że kolumna o wadze 6 ton pochodzi z początku V wieku, to i tak jest twardym orzechem do zgryzienia przez ortodoksyjną naukę, gdyż filar został wykonany z kutego żelaza o 98-procentowej czystości. Technologia zastosowana do odlania zagadkowego słupa z niemal czystego żelaza nie jest znana i nawet dziś trudno byłoby powtórzyć wyczyn starożytnych Hindusów.

W latach 1786-1788 francuscy robotnicy drążyli otwory w litym wapieniu. Po wydrążeniu otworu o głębokości 15 metrów odkryli komorę, w której znajdowały się monety, młotki, kilofy i inne narzędzia. Znaleziono także częściowo obrobione bloki kamienia, o czym informował wówczas na swych łamach "American Journal Science" z wnioskiem następującym:
"Oznacza to, że człowiek istniał, zanim utworzyła się ta skała, i to istniał już wtedy od bardzo dawna, gdyż osiągnął do tego czasu taki poziom cywilizacji, iż znał sztukę oraz obrabiał kamień i budował kamienne kolumny".
Absolutnie niepasujące do napisanej historii znalezisko zostało odkryte w 1889 r. Nampa w stanie Idaho, podczas wiercenia studni. Była to figurka przedstawiająca kobietę, wykonana bardzo wyrafinowaną techniką artystyczną. Figurka ma 4 cm wysokości, ale nie to budzi zakłopotanie dla akademickiej nauki. Znalezisko pochodzi z warstwy z okresu plio-plejstocenu, co oznacza, że liczy około 2 000 000 lat.

W stanie Illinois pewna kobieta rozbijała większe bryły węgla i układała mniejsze kawałki w koszu. Ku jej zdumieniu z jednej bryłki nagle wypadł złoty łańcuszek. Węgiel, w którym tkwił, pochodzi z okresu 260 000 000- 320 000 000 lat.

Inne znalezisko w bryle węgla notowane jest w stanie Oklahoma. W rozbijanym węglu znaleziono żelazny garnek. Węgiel pochodził z warstwy sprzed 312 000 000 lat.

Moneta sprzed 200 000 lat, ze zbioru Smithsonian Institution
Moneta z Illinois Fot: YouTube
W Smithsonian Institution znajduje się moneta wykopana na głębokości 38 metrów przez człowieka, który drążył studnię. Moneta ma kształt wieloboku, a napisy na niej nie są w żadnym znanym nam języku. Jednakowa grubość w każdym miejscu świadczy o technicznej obróbce monety. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie mały fakt. Urząd Geologiczny w stanie Illinois szacuje, że osady na głębokości 35 metrów powstały w okresie międzylodowcowym, pomiędzy 200 000 a 400 000 lat temu. Według akademickiej nauki pierwsze metalowe monety weszły w użycie w VIII wieku p.n.e. w Azji Mniejszej, a homo sapiens sapiens pojawił się około 100 000 lat temu. Cóż... ironicznie rzecz ujmując oprócz historii, należałoby też zmienić pogląd o najstarszym zawodzie świata. Skoro przed pojawieniem się człowieka istniała już finansjera, bankowcy górą.

W 1860 r.  profesor Giuseppe Ragazzini odkrył w Castenedolo ludzkie szczątki. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że szczątki zostały odkryte w osadach z trzeciorzędu (65 do 1,8 mln lat temu). W 1883 roku profesor Giuseppe Sergi potwierdził, że szkielety mężczyzny, kobiety i dwójki dzieci, należą do przedstawicieli ludzi współczesnych, a niebieskozielony ił pokrywający szczątki pochodzi z warstwy sprzed 3-4 milionów lat. Siłą rzeczy ludzie ci musieli także pochodzić z tego okresu.

Anomalii tego typu jest dużo więcej i nie sposób wymienić je wszystkie w jednej blogowej notce. Kontrowersyjny obiekt z Aiud, starożytny mechanizm z Antikythery czy też skamieniały mikrochip z Labińska. Dość jest światła dla tych, którzy chcą widzieć, że coś tu się dzieje co najmniej paradoksalnie. Nauka, zamiast dążyć do poznania i rozpowszechniania prawdziwej historii człowieka, czyni całkowicie na odwrót, nieodparcie przyjmując rolę strażnika prawdy przed ludzkim poznaniem.

05.07.2020

Projekt Majestic-12

Operacja Majestic-12 została ustanowiona specjalnym tajnym rozkazem prezydenckim 24 września 1947 r., na zalecenie Sekretarza Obrony Jamesa Forrestala i dr Vannevara Busha, Przewodniczącego Wspólnej Rady ds. Badań i Rozwoju. Celem projektu było wykorzystanie odzyskanych technologii obcych pojazdów latających, które uległy rozbiciu na Ziemi.


Odtajniona strona projektu Majestic-12
Odtajniona strona Majic-12 Foto: MJ 12
Projekt o kryptonimie Majestic-12 określa grupę ludzi, którzy zajmować się mieli badaniami technologi i działalności UFO (niezidentyfikowane obiekty latające), zwłaszcza tymi, które uległy awarii lub rozbiciu na Ziemi. W skład grupy wchodzić mieli:

Dr Vannevar Bush – przewodniczący projektu
Rear Adm. Roscoe H. Hillenkoetter
James Forrestal – zmarł w czasie trwania projektu, a po jego śmierci zastąpił go gen. Walter Bedell Smith
Nathan Twining
Gen. Hoyt Vandenberg
Dr Detlev Bronk
Dr Jerome Hunsaker
Adm. Sidney Souers
Gordon Gray
Dr Donald Menzel
Maj. Gen. Robert Montague
Dr Lloyd Berkener

Członkowie grupy Majic-12
Grupa Majic-12 Foto: YouTube
Rząd Stanów Zjednoczonych nigdy nie przyznał się do wdrażania w życie tegoż projektu. Co więcej, uczynił wszystko, by wszelkie przecieki informacji dotyczące Majestic-12 traktowane były jako teoria spiskowa. Ma to swoje uzasadnienie w incydencie w Roswell, gdzie w 1947 r. rozbić się miał niezidentyfikowany pojazd latający z załogą obcych istot na pokładzie. Pomimo wysiłków incydentu nie dało utrzymać się w tajemnicy, a technologią obcych zająć się miała powołana grupa w tymże czasie Majestic-12. Ściśle tajny projekt nie miał prawa mieć żadnego przecieku do opinii publicznej właśnie z powodu nieznanej nam technologi, o którą pilnie zabiegali Rosjanie.

Na podstawie autopsji obcych istot z katastrofy w Roswell oraz po zbadaniu uszkodzonego UFO, Majic-12 wyciągnęła wnioski publikując je w dokumencie PROJECT WHITE HOT INTELLIGENCE ESTIMATE, gdzie czytamy:
Badanie jednorodności wymiarowej nie może wyjaśnić, w jaki sposób statek utrzymuje obciążenia niezbędne do lotu.
Napęd pojazdu nie przypomina konwencjonalnie dziś używanego. AMC i ONR nie mają żadnych dostrzegalnych elementów wlotowych lub wylotowych. Statek został bez wątpienia zaprojektowany do działania poza atmosferą ziemską.
Niekonwencjonalne wnioski członków tej misji rozpoznawczej pozostają w tej chwili niepewne. Niektórzy członkowie wyrazili pogląd, że ULAT-1 może być produktem zaawansowanej cywilizacji z innej planety, która jest znacznie starsza od naszej i wykorzystała swoją wiedzę i intelekt do odbywania międzyplanetarnych podróży kosmicznych. Nie wiadomo dokładnie, czy członkowie załogi mieli na celu zbadanie naszej planety, czy też ich wizyta odbyła się z innych powodów. Jak dotąd nie zaobserwowano wrogich działań ani zamiarów, odkąd ujawnili swoją obecność na Ziemi.
W interesie bezpieczeństwa narodowego konieczne było zatrzymanie cywilnych świadków w celu przesłuchania, czego wymagają procedury wywiadu i stłumienia plotek, które mogłyby zaalarmować potencjalnych agentów szpiegowskich, o których wiadomo, że są w pobliżu.
W rozbitym pojeździe odkryto kilka ciał obcych istot.
Na zewnątrz wyglądają jak ludzie z jednym wyjątkiem, notatki z autopsji wspominają o rzadko obserwowanych cechach, co potwierdza założenie, że istoty te pochodzą z innej planety.(...)
Oczywiście takie informacje nie mogły przedostać się do wywiadu Sowietów. PART TWO TECHNICAL EVALUATION (PRELIMINARY) ULAT-1. Ocena techniczna rozbitego UFO:
1. Wytrzymałość na rozciąganie została oszacowana na ponad 50 000 funtów na cal kwadratowy. Testy ścinania nadają metalowi wskaźnik trwałości powyżej 175 000 funtów na cal kwadratowy, co czyni kadłub niezwykle wytrzymałym i odpornym na ciepło.
2. Symulacje przepływu statycznego i ciśnienia były imponujące. Niski profil proporcji 6-1 daje aerodynie wielką zaletę w pokonywaniu ograniczeń efektu warstwy granicznej w operacjach o wysokiej wydajności. (...)
5. Brak wlotów powietrza dla spalin.
6. Brak kabli
7. Nie ma identyfikowalnej elektroniki (okablowanie, zapłon, światła, przyrząd, przedział, silnik, silniki, lampy próżniowe, elektrozawory, generatory, grzejniki itp.)
8. Silnik neutronowy (poważnie uszkodzony). Wykryto ciężką wodę i pierwiastek deuteru (lekki wodór) jako główny zapalnik. Szereg cewek i ciężkich magnesów połączonych z silnikiem neutronowym za pomocą dziwnie rozmieszczonej grupy elektrod (faktycznie jeszcze nie zidentyfikowanych) wydaje się być siłą czynną. Zbadano jeden mały silnik. Jest zamknięty w czystej aluminiowej kapsule bezpośrednio pod główną komorą. Dołączono niewielki otwór wylotowy, który można było określić mianem mechanizmu helikoidalnego. Silnik pomocniczy może być przegubowy.
9. Nawigację i sterowanie silnikiem można aktywować poprzez manipulację dotykową. Oglądanie mogło zostać wykonane za pomocą obrazów telewizyjnych. Notacja symboliczna wydaje się być formą wskaźników lotu i kontroli. Sugerowano płaskie panele z nieznanego metalu, ponieważ odkryto i przeanalizowano urządzenie związane z działaniem aerodyny. Jego sposób działania i cel są nieznane.
W innej części dokumentu stwierdzono jednoznacznie, że nasz Układ Słoneczny nie jest wyjątkowy, a inteligentne życie na innych planetach jest pewne. Sugerowano, że odpowiednie finansowanie ziemskich projektów pozwoli na międzyplanetarne podróże szybciej, niż zainteresowane osoby sądzą. Stwierdzono także, iż istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że życie na naszej planecie nie rozwinęło się tak, jak to powszechnie się przyjmuje, ale na jakimś etapie rozwoju istot człekopodobnych, w dalekiej przeszłości mieszkańcy zaawansowanej w rozwoju cywilizacji pozaziemskiej pomogli homo sapiens genetycznie. Patrząc pod tym kątem, wyjaśnieniu uległaby ludzka krew z czynnikiem Rh-, która do dziś stanowi zagadkę dla nauki.

W świetle dokumentów zebranych przez Majestic-12 sprawą otwartą jest, czy projekt celowo napiętnowano klauzulą teorii spiskowych, czy informacje te, zwłaszcza w tamtych latach siłą rzeczy musiały zostać objęte pieczęcią TOP SECRET. Wiele najbardziej sensacyjnych i intrygujących dokumentów Majestic nie pochodzi z oficjalnych źródeł, takich jak Ustawa o wolności informacji (FOIA) lub biblioteki dokumentów rządowych. Z tego powodu kwestia autentyczności staje się sprawą najwyższej wagi, jeśli wierzyć w treść dokumentów.

Jeśli Majic-12 i incydent w Roswell jest tylko teorią spiskową, to co sądzić o zestrzeleniu przez Sowietów UFO na Syberii, o czym wiemy dzięki odtajnieniu akt przez CIA. Podczas tamtej misji zginęło w tajemniczych okolicznościach 23 sowieckich żołnierzy po użyciu broni, jakiej jeszcze nie znamy. Ofiary na Syberii nie są teorią spiskową, ale faktem potwierdzonym przez CIA i KGB.

27.06.2020

Tajemniczy Księżyc – sztuczny satelita

Ogólnie powszechną wiedzą o Księżycu jest to, że jest naszym naturalnym satelitą. Jednakże jeśli przeanalizujemy pewne fakty, okazać się może, iż tak naprawdę Księżyc jest jednym wielkim niezidentyfikowanym obiektem latającym. Zagadka Księżyca bowiem polega na tym, że pewne odkrycia i fakty absolutnie nie pasują do powszechnie przyjętych standardów. Mówiąc wprost okazać się może, że Księżyc wcale nie jest tym, czym myślimy, że jest.


Księżyc
Księżyc Fot.NASA
Skąd się wziął Księżyc na obecnej orbicie? Istnieje mnóstwo teorii, które można szybko obalić. Obecnie panująca teoria przechwycenia nie wyjaśnia wszystkiego. Gdyby Księżyc dostał się w strefę grawitacji Ziemi, musiałby przyspieszyć, czego konsekwencją byłaby wydłużona orbita eliptyczna. A tymczasem wydaje się, jakby Księżyc wyhamował, gdyż tylko wtedy znalazłby się na obecnej orbicie, która nie jest idealnym okręgiem, ale powinna być dużo bardziej eliptyczna. Mechanizm wyhamowania nie ma naturalnego wyjaśnienia. Problemu tylko wtedy by nie było, gdyby przyjąć, że Księżyc wchodząc na obecną orbitę, miałby... własny napęd.

Biorąc pod uwagę fantastyczny wątek kontroli rasy ludzkiej przez wyższe nieziemskie cywilizacje najbardziej odpowiednim miejscem obserwacyjnym rozwój na Ziemi, bez wątpienia byłby Księżyc. Księżyc jednak możemy z Ziemi obserwować i prędzej czy później "coś" bez wątpienia byśmy dostrzegli. Inaczej jednak jest z ciemną stroną Księżyca, którą zbadać mielibyśmy możliwość tylko i wyłącznie po przekroczeniu pewnego progu rozwoju, bowiem ciemna strona Księżyca nigdy nie jest widoczna z Ziemi, co sprawia, że to "coś" moglibyśmy dostrzec tylko w erze lotów w Kosmos. Rozwój taki już osiągnęliśmy, a czołowe kraje w tej dziedzinie od lat prowadzą ze sobą prestiżową, konkurencję włączając w to nawet propagandę. Byle tylko prowadzić w podboju Kosmosu. I stało się...

Rosjanie od samego początku wyprzedzali Stany Zjednoczone w kosmicznym wyścigu. Łuna 1 wystrzelona w 1959 r. była pierwszym statkiem kosmicznym, który wydostał się z grawitacyjnego przyciągania Ziemi i który jako pierwszy przeleciał w pobliżu Księżyca. Tego samego roku Związek Radziecki wystrzelił sondę Łuna 2, która miała zderzyć się z Księżycem. W październiku także 1959 r. Sowieci wystrzelili trzecią sondę, co jest ogromnym osiągnięciem w tak krótkim czasie. Łuna 3 jako pierwsza okrążyła Księżyc, przesyłając zdjęcia ciemnej strony Księżyca. Pełny sukces wart, by iść za ciosem. Jednak nic bardziej mylnego. Po tym sukcesie Rosjanie zaprzestali lotów kosmicznych na kilka lat, a co jeszcze dziwniejsze wszelkie zdjęcia z niewidocznej strony Księżyca zostały całkowicie utajnione. Dlaczego? W samym centrum kosmicznego wyścigu? Prędzej można by się spodziewać, że Sowieci na dowód wyższości w zdobywaniu Kosmosu będą dokładać nawet w formie propagandy więcej informacji z publikacją zdjęć włącznie, by tylko upokorzyć Amerykanów. A tymczasem nie – scenariusz całkiem przeciwny. Co takiego rosyjska sonda wykryła na ciemnej stronie Księżyca, że zdjęcia zostały całkowicie utajnione, a sowiecki podbój Kosmosu zastopowano na lata?

Tymczasem Amerykańskie sondy Ranger wciąż odnotowywały fale porażek, pomimo że mając najlepszych fizyków i matematyków, wciąż szło coś nie tak. Rosyjskie wcześniejsze i późniejsze wyprawy bezzałogowe napotykały zresztą ten sam problem. Obliczenia właściwe, a sondy zachowywały się, jakby grawitacja Księżyca nie była jednakowa. Sondy zarówno sowieckie, jak i amerykańskie nad pewnymi rejonami Księżyca zwalniały i na przemian przyspieszały. Żadnego logicznego wyjaśnienia tego zjawiska nie przedstawiono do dziś. Wszyscy natomiast są zgodni co do tego, że nie jest to naturalne zjawisko.

Pierwsze anomalie na Księżycu dostrzegł z Ziemi astronom Johann Schröter już w XIX wieku. Dostrzegł on, że krater o nazwie Linne zaczął stopniowo zanikać, aż znikł niemal zupełnie. Inni astronomowie donosili o pojawianiu się świateł w kraterze Platon. Obserwatorzy ziemscy dostrzegali także nagle pojawiające się kopuły. Zjawisko to nie jest wyjaśnione do dziś, ale do dziś obserwuje się pojawianie nowych kopuł. W sumie odnotowano około 200 takich fenomenów.

Twardym orzechem do zgryzienia przez uczonych są liczne kratery na Księżycu. Fakt, że Księżyc wciąż jest bombardowany przez ciała niebieskie o różnej masie i kratery być powinny. Problem w tym, że kratery te są zbyt płytkie stosunkowo do energii uderzenia dużych obiektów. Według wyliczeń uczonych meteor o średnicy 15-20 km powinien wbić się w podłoże na głębokość 4-5 razy większą od swej średnicy. A tymczasem na Księżycu dzieje się zupełnie inaczej. Kratery o średnicy 150-200 km mają głębokość zaledwie 4-5 km. Największy krater na Księżycu o nazwie Gagarin ma średnicę 300 km, a głębokość zaledwie 6 i pół km. Wygląda to tak, jakby naturalna powierzchnia Księżyca sięgała jedynie kilku km. A co głębiej? Niewątpliwie coś bardzo twardego na tyle, że nie pozwala masywnym meteorom przebić tajemniczej bariery ochronnej. Kolejnej tajemnicy dostarczają same dna kraterów, które nie są wklęsłe, jak to jest na Ziemi, ale wypukłe. Jakby super twarda warstwa pod powierzchnią Księżyca sprężynowała podczas uderzenia meteoru. Podczas misji Apollo dokonano eksperymentu, który dostarczył kolejnych pytań. Odrzucony celowo moduł od statku kosmicznego miał uderzyć w powierzchnię Księżyca, by wcześniej zainstalowana aparatura sejsmograficzna zarejestrowała powstałe fale sejsmiczne na Księżycu. Efekt był zdumiewający. Sztucznie wywołane trzęsienie Księżyca trwało aż 55 minut!

Czy wobec powyższych, niepełnych rzecz jasna danych możemy śmiało stwierdzić, że Księżyc jest nam znany? Czy nadal mamy pewność, że księżyc jest naturalnym satelitą Ziemi? Czym zatem Księżyc jest? Mnożą się pytania a odpowiedzi brak. Tym bardziej sprawa z Księżycem jest tajemnicza, że wciąż nie wiemy, o czym meldował Neil Armstrong podczas misji Apollo 11, a zostało utajnione do dziś.

24.05.2020

Bezgotówkowa Apokalipsa

Najbardziej podłym i ohydnym aktem zniewolenia jest zmuszenie narodów, by te dobrowolnie pozwoliły się zniewolić. Brzmi jak utopia, bowiem historię znamy wszyscy i zniewolić nikt z nas się nie pozwoli. Świadomie jak najbardziej, ale co, kiedy pozwolimy się zniewolić cwanym sposobem pozbawienia nas gotówki, wmawiając nam, iż jest to dla naszej wygody i naszego dobra? Utopia w krótkim czasie może przerodzić się w antyutopię, jeśli do naszej świadomości dotrze fakt, że taki przekręt planowany realnie.


Symbol zakazanej gotówki
Zakazana gotówka Fot:YouTube
Coraz częściej spotykamy się z podkreślaniem zalet wynikających z płatności bezgotówkowej. Pozytywne aspekty życia bez gotówki płynie z ust nie tylko naszych znajomych, ale przede wszystkim banków, korporacji i coraz częściej samych polityków. Pamiętajmy jednak, że reklama ma na celu sprzedać towar drożej, niż jest wart. Niczym reklamowany krem przeciwzmarszczkowy przez nastolatkę, na co nikt nie zwraca uwagi, bo wieku pięknej nastolatki nie powinniśmy dostrzegać, ale jej piękną cerę z nastawieniem, iż to dzięki reklamowanemu kosmetykowi. Cwane i bardzo prawdziwe. Taką samą metodę stosuje się właśnie podczas reklamy życia bez gotówki, pomijając negatywne aspekty aktu wycofanie materialnych pieniędzy.
"I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy,
bogaci i biedni, wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może nic kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia – imienia Bestii

lub liczby jej imienia
". Apokalipsa św. Jana 13: 16-17
Rządy współczesnych państw dążą do likwidacji obrotu gotówką pełną parą. Wszelkie transakcje handlowe mają być rozliczane tylko przelewami, kartami płatniczymi, czy wszelkimi innymi bezgotówkowymi sposobami — ale zawsze za pośrednictwem koncesjonowanych przez państwo banków. Tłumacząc na język zrozumiały, oznacza to, że nawet kupując zapalniczkę lub zapałki, jakąkolwiek gazetę oraz włoszczyznę na bazarku, rząd będzie wiedział kto, co, za ile i kiedy coś kupił. Będzie też wiedział kto i co sprzedał, nawet jeśli odstępujemy koledze po znajomości zwykły drobiazg. Pełna inwigilacja na życzenie i... oczywiście dla naszego dobra, bo jakże inaczej. Ironia, ale urzeczywistnienie tych zamiarów wcale śmieszne nie będzie. Bowiem tu nie chodzi o wygodę dla naszego dobra, ale o pełną kontrolę nie tylko nad naszymi finansami, życiem prywatnym, funkcjonowaniu w społeczeństwie, lecz przede wszystkim o pozwolenie odgórne na każdy szczegół w naszym życiu.

Życie jak wszyscy wiemy, każdemu układa się inaczej. I nie ma co tu krytykować ludzi, którym na danym etapie podwinęła się noga. Jeden jest bogaty, inny biedny i nie musi to być uzależnione od nas samych. Szacuje się, że w Polsce jest ponad 3 miliony dłużników i tysiące bezdomnych. Co z ludźmi, których sytuacja życiowa w danym czasie zmusiła do przeżycia w biedzie na tyle drastycznej, iż zmuszeni są żyć z żebraniny pod sklepem? Taka sytuacja absurdem nie jest wtedy, kiedy w świecie bezgotówkowym bez jego zgody i wiedzy zostanie mu zabrany z konta ostatni grosz przez komornika czy Skarb Państwa. A przypomnieć tu warto, że pracując na umowie o dzieło lub zlecenie, komornik ma prawo zabrać 100% naszej pensji, co rząd partii Prawo i Sprawiedliwość zapowiadał zmienić, ale po wygranych wyborach w 2015 r., pracowników pracujących na śmieciówkach najzwyczajniej olał. Tłumacząc łopatologicznie, taki człowiek jednym kliknięciem klawiaturę pozbawiony jest środków do życia oraz tym samym wykluczony zostaje z życia społecznego. Prosząc o drobne pod sklepem, od nikogo nie otrzyma nawet złotówki, gdyż choćby nawet ktoś chciał mu pomóc, to nie może, bo materialna waluta już nie istnieje. Scenariusz może brzmieć niesłychanie banalnie, ale jakże apokaliptycznie realnie.

Czy faktycznie powinniśmy szykować się do aż tak dramatycznych zmian, które wiążą się z wycofaniem gotówki?
"Przy obrocie gotówkowym trudno o cyfrową gospodarkę, a to jeden z naszych priorytetów" - mówił Tadeusz Kościński, bankowiec i urzędnik państwowy, podsekretarz stanu kolejno w Ministerstwie Rozwoju, Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwie Finansów, a od 2019 r. minister finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.
"Chcemy wszystkich przygotować na zmianę. Dlatego w ramach Programu wsparcia obrotu bezgotówkowego powstał fundusz, który w ciągu trzech lat zbierze 600 mln zł. Będzie on dotował terminale POS, które dla małych i średnich firm będą za darmo. Przez minimum rok nie poniosą one też kosztów transakcji".
Jak wskazywał Kościński, resort przedsiębiorczości pracował nad ustawą, która zmuszałaby do płatności kartą.
"Wszyscy, którzy posiadają kasę fiskalną, będą musieli przyjmować opłaty bezgotówkowe. Dzisiaj statystycznie jest to możliwe tylko w co drugim sklepie czy urzędzie, co powoduje, że wielu obywateli zniechęca się do korzystania z karty. Ustawa ma to zmienić" – zapowiadał Tadeusz Kościński.
Zakamuflowani za medialną mgłą prawdziwi władcy świata wiedzą, że wycofać gotówki się nie da z dnia na dzień, gdyż ludzie dostrzegają z tym związane zagrożenie dobrowolnego niewolnictwa. Potrzebują do tego zatem jakiegoś bodźca, czegoś, co przekona ludzi, by dobrowolnie założyli obroże. Czegoś, co będzie miało globalny zasięg, a przy okazji będzie testem grzeczności wobec każdej, idiotycznej zmiany, a ludzie ulegną każdemu nakazowi i zakazowi w imię dobrej zmiany. Czy czymś takim może być wywołanie globalnej pandemii, finansowanie mediów, których zadaniem jest tylko informowanie o coraz gorszej sytuacji? Światowa inflacja resetująca globalne gospodarki, gdzie nadarza się okazja do wielkich zmian – wymiana lub ewentualnie wycofanie gotówki? Jak najbardziej tak. Dziś tylko od nas zależy, czy pozwolimy sobie nałożyć znamię Bestii z Apokalipsy, pozwalając się zniewolić. A ci, którzy dążą do panowania nad światem, mają cwany sposób, by przeniknąć do każdej komórki światowego organizmu, co szerzej wraz z dowodami przedstawiłem w notce Żydowski sposób na władzę.

13.04.2020

Tajemnica zdeformowanych czaszek

Jedną z największych zagadek archeologii są odnalezione ludzkie szczątki, których czaszki są nienaturalnie wydłużone. Współcześnie wiemy, że duża część z nich uległa sztucznej deformacji za życia w wieku niemowlęcym. Cichą tajemnicą pozostają jednak czaszki, gdzie wyklucza się sztuczną deformację oraz dlaczego niemal na całym świecie zniekształcano głowy niemowlaków? Kogo naśladowano i kim byli „ludzie”, których natura obdarzyła tak nietypowym wyglądem?


Zdeformowane czaszki różnych kultur świata
Zdeformowane czaszki Fot. YouTube
Deformowanie głowy to wspólna praktyka dla ludów Peru, Meksyku, plemion afrykańskich, niektórych wysp Oceanu Spokojnego, Australii, Oceanii, Kurdów, Egiptu, a także wielu innych kultur. Specjaliści wiedzą, że deformacji czaszki człowieka można dokonać tylko w okresie niemowlęctwa. Głowę niemowlęcia obwiązuje się mocno sznurkiem po uprzednim umieszczeniu jej między dwie cienkie deseczki lub ewentualnie mocno bandażuje. Efekty przychodzą z czasem — długim czasem, gdyż czaszka, rozrastając się, staje się nienaturalnie wydłużona dopiero po latach. Zazwyczaj trwa to od 6 do 9 lat i nie trzeba raczej specjalnie podkreślać, iż okres ten dla dziecka, mówiąc eufemistycznie, nie jest zbyt komfortowym okresem. Dlaczego zatem dorośli ludzie wystawiają swe własne dzieci na lata cierpień?
"Długie głowy są oznaką mądrości. Deformujemy głowy naszych dzieci, ponieważ to nasza prastara tradycja, która wywodzi się z podstawowych wierzeń naszego ludu".  - Opinia mieszkańców Oceanii.
Jakie to istoty w pradawnej przeszłości miały zdeformowane czaszki, które uchodziły za mędrców, że tradycja zachowała się do dziś? Jakiś wzorzec być musi, a odnalezienie go nie ułatwia fakt, że tradycja deformowania czaszek zachowała się w wielu kulturach rozsypanych po całym świecie.

Jezioro Flathead w zachodniej Montanie nazwanie jest tak, gdyż rdzenni mieszkańcy pobliskich terenów nazywali siebie Indianami Flatheads, czyli płaskogłowymi. Zdeformowane i wydłużone czaszki mieli Indianie z plemion Chenooków. I rzecz jasna tak też wyglądali. Dzięki wykopaliskom archeologicznym wiemy, że Olmekowie i Majowie stosowali deformowanie czaszek. Wiadomo, że zdeformowane czaszki mieli Echnaton, Tutanchamon, Meritaton i Nefertiti, czyli władcy starożytnego Egiptu. Ortodoksyjni archeolodzy, jak również zwolennicy izolacjonizmu zgodnie twierdzą, iż zwyczaj deformowania czaszek powstał w mniej więcej tym samym okresie, ale żadna kultura nie przejmowała tych praktyk od innych, gdyż były od siebie zbyt bardzo oddalone. Dziwne się wydaje, by nagle pewni ludzie w Ameryce Północnej, wyspie na Oceanie Spokojnym, Australii i Malcie wpadli na dokładnie ten sam pomysł w dokładnie tym samym czasie obwiązywania czaszek swoich dzieci w wieku niemowlęcym. Idąc tym tropem, powinniśmy być niemal pewni, że dzisiejsi członkowie plemion lasów tropikalnych są w posiadaniu wiedzy na temat rozszczepienia atomu, skoro cudowne światełko pomysłów błyska w tym samym czasie na rozległych terenach. Ironia zamierzona, gdyż tak dziwna praktyka stosowana od tysiącleci powinna budzić ciekawość i chęć wyjaśnienia zjawiska, zamiast powiedzieć — przypadek, bez podejmowania spekulacji. Tak łatwo tej sprawy nie da się zamieść pod dywan.

Analiza DNA zdeformowanych czaszek prainkaskiej kultury Paracas dała zaskakujące rezultaty. Oczywiście i w tym przypadku ortodoksyjna nauka twardo stoi przekonaniem, że pradawni mieszkańcy dzisiejszych terenów Peru sami sztucznie deformowali czaszki. Ale nie tym razem!

W mitochondrialnym DNA (mtDNA) wykryto mutacje o niespotykanym charakterze. Badania zdeformowanych czaszek ludu Paracas wykazują, że mamy do czynienia z nowym gatunkiem człowieka, odmiennym od Homo sapiens, neandertalczyka czy denisowian, co dowodzi jednocześnie, iż czaszki odnalezione w Peru nie są sztucznie zdeformowane, ale ich zniekształcenie jest naturalnym procesem. Jakby tego było mało, badania genetyczne wykazały, że lud Paracas mógł być tak odmienny pod względem biologicznym, że nie mógłby skrzyżować się z człowiekiem współczesnym. Ponadto dodatkową anomalię stanowi fakt, że w badanych czaszkach z Peru występuje pojedyncza kość ciemieniowa, podczas gdy u Homo sapiens jest ona parzysta.

Czyż w świetle powyższych wyników badań nie mamy prawa odczuwać co najmniej tuszowania historii człowieka? W wielu kulturach do dzisiaj trwa przekonanie, że zdeformowana czaszka jest oznaką mądrości. Zdeformowane czaszki mieli władcy starożytnego Egiptu, za których panowania wzniesiono ogromne piramidy — żywe symbole doskonałej wiedzy inżynieryjnej. I ostatnie najważniejsze pytanie, czy w pradawnej przeszłości istniała rasa bardzo inteligentnych istot, których starożytne przekazy z całego świata zgodnie nazywają bogami? Bogami, którym nieobca była doskonała wiedza genetyczna!