1.11.2022

Ettore Majorana - tajemnicze zniknięcie geniusza

Naukowiec Ettore Majorana urodził się we Włoszech w 1906 roku. 25 marca 1938 zniknął w tajemniczych okolicznościach po zakupie biletu na podróż statkiem z Palermo do Neapolu. Nikt od tamten pory naukowca nie widział, aż do...


Krążyły pogłoski o jego śmierci, ale nic nie zostało udowodnione do 2011 roku. W marcu 2011 r. rzymscy prokuratorzy ogłosili śledztwo w sprawie dziwacznego zeznania naocznego świadka dotyczącego spotkania z Majoraną w Buenos Aires w latach powojennych, podczas którego, jak powiedział, Majorana opowiedział o wielu ważnych odkryciach naukowych. Świadek twierdzi również, że kiedy wrócił na spotkanie z Majoraną po raz drugi, Majorana nie przyszedł i dlatego nie mógł podać dalszych informacji o odkryciach naukowych.

7 czerwca 2011 r. włoskie media poinformowały, że służba Carabinieri przeanalizowała zdjęcie mężczyzny zrobione w Argentynie w 1955 r. i znalaziono dziesięć punktów podobieństwa z twarzą Majorany. Stwierdzili, że zdjęcie to prawie na pewno Ettore Majorana - który zniknął prawie 20 lat przed zrobieniem zdjęcia. O dziwo, na zdjęciach z 1938 roku Majorana wyglądała prawie w tym samym wieku co w 1955 roku. Karabinierzy nie skomentowali tego ważnego, aczkolwiek tajemniczego faktu.

Ettore Majorana był genialnym naukowcem, inżynierem i matematykiem, a także fizykiem teoretycznym (pracował nad masą neutrin). Równanie Majorany i fermiony Majorany noszą jego imię.

W 1937 roku Majorana przewidział, że w naturze może istnieć stabilna cząstka, która jest zarówno materią, jak i antymaterią. W naszym codziennym doświadczeniu jest materia (która jest obficie występująca w naszym znanym wszechświecie) i antymateria (co jest bardzo rzadkie). Jeśli materia i antymateria spotykają się, obie unicestwiają się wzajemnie, znikając w przypływie energii. Na tym poziomie Majorana miał przeprowadzać eksperymenty, ale... czy miało to coś wspólnego z jego tajemniczym zniknięciem?

Noblista Enrico Fermi, omawiając zniknięcie Majorany, powiedział kiedyś:„Ettore był zbyt sprytny. Jeśli zdecydował się zniknąć, nikt go nie znajdzie. Przynajmniej nie w tym czasie..”.

11.09.2021

Lśniące niebo podczas trzęsienia ziemi w Meksyku

Burza z piorunami, czy anomalia związana z trzęsieniem ziemi? Meksykanie tajemnicze zjawisko uznali za znak apokalipsy.


EQL nad Meksykiem


W nocy z czwartku na 9 września w Mexico City i Acapulco zaobserwowano rzadkie zjawisko naturalne. W chwili, gdy potężne trzęsienie ziemi wstrząsnęło Meksykiem, niebo rozbłysło dziwnymi błyskami. Epicentrum trzęsienia ziemi o sile 7 w skali Richtera znajdowało się w odległości 17 km na północny wschód od kurortu Acapulco. Żywioł odebrał życie jednej osobie. Chociaż wiele budynków się zatrzęsło, władze stwierdziły, że nie doszło do większych uszkodzeń budynków. W stolicy Meksyku, Mexico City, wielu przerażonych mieszkańców wybiegło na ulicę.

Oprócz trzęsienia ziemi ludzie dyskutują o dziwnym zjawisku na niebie. Zdjęcia opublikowane w Internecie pokazują błyskawice i błyski na niebie nad Acapulco, które pojawiło się wkrótce po rozpoczęciu trzęsienia ziemi. Ciemne wzgórza za zatoką oświetlone były błyskami, a jasne światło padało na budynki wzdłuż wybrzeża. Na filmach naocznych świadków przerażeni mieszkańcy Mexico City stoją na ulicy z dala od swoich domów, a niebo nad nimi staje się niebieskie, potem różowe, a następnie lśniąco białe.

Według jednej z hipotez rozbłyski to tak zwane EQL, czyli „światło trzęsień ziemi”, generowane przez tarcie między poruszającymi się skałami i iskrami. Jeden z pierwszych zapisów o światłach po trzęsieniu ziemi miał miejsce podczas trzęsienia ziemi w Sanriku w 869 r., opisanego jako "dziwne światła na niebie" w Nihon Sandai Jitsuroku. Według doniesień, światła pojawiają się podczas trzęsienia ziemi, chociaż istnieją doniesienia o światłach przed lub po trzęsieniach ziemi, takie jak raporty dotyczące trzęsienia ziemi w Kalapanie w 1975 roku. Mają kształty podobne do zorzy polarnej, o odcieniu od białego do niebieskawego, ale czasami zgłaszano, że mają szersze spektrum kolorów. Według doniesień jasność jest widoczna przez kilka sekund, ale utrzymuje się również przez kilkadziesiąt minut. Relacje o widocznej odległości od epicentrum są różne: w trzęsieniu ziemi w Idu w 1930 roku światła zostały zgłoszone do 70 mil (110 km) od epicentrum. Światła trzęsienia ziemi zostały dostrzeżone w Tianshui, Gansu, około 400 kilometrów (250 mil) na północny-wschód od epicentrum trzęsienia ziemi w Syczuanie w 2008 roku. Podczas trzęsienia ziemi Colima w Meksyku w 2003 r., na niebie widoczne były kolorowe światła. Zjawisko to zostało również zaobserwowane i uchwycone na filmie podczas trzęsień ziemi w L'Aquili w 2009 r. oraz w Chile w 2010 r. Nowsze pojawienie się tego zjawiska, wraz z nagraniami wideo z incydentów, miało miejsce w hrabstwie Sonoma w Kalifornii 24 sierpnia 2014 r. oraz w Wellington w Nowej Zelandii 14 listopada 2016 r., gdzie zaobserwowano niebieskie błyski przypominające błyskawice na nocnym niebie. Wydaje się, że światło trzęsienia ziemi pojawia się, gdy trzęsienia mają dużą siłę, zwykle 5 lub wyższą w skali Richtera. Zdarzały się również przypadki żółtych świateł w kształcie kuli pojawiających się przed trzęsieniami ziemi.

Możliwym wyjaśnieniem zjawiska jest lokalne zaburzenie pola magnetycznego Ziemi i/lub jonosfery w obszarze naprężeń tektonicznych, co skutkuje obserwowanymi efektami poświaty albo z jonosferycznej rekombinacji radiacyjnej na niższych wysokościach i przy wyższym ciśnieniu atmosferycznym, albo jako zorza polarna. Jednak efekt ten nie jest wyraźnie widoczny ani zauważalny we wszystkich trzęsieniach ziemi i nie został jeszcze bezpośrednio zweryfikowany doświadczalnie.

W 2016 roku Sharon A. Hill napisała, że nauka nie zajmuje się światłami związanymi z trzęsieniami ziemi i że nie przeprowadzono wystarczających badań. Twierdzi, że nie wszystkie trzęsienia ziemi są takie same i możliwe jest, że uskoki „rozciągania” i „ściskania” powodują „różne zachowania na powierzchni i pod powierzchnią”. Oficjalnie zjawisko zorzy polarnej podczas trzęsienia ziemi pozostaje niewyjaśnione.

3.09.2021

Holograficzna rzeczywistość

Czy rzeczywistość, którą dostrzegamy jest rzeczywista, skoro wiemy, że wszystko to, co dostrzegamy, jest rzeczywistością tylko postrzeganą z naszego punktu dostrzegania rzeczywistości? Może rzeczywistość jest tak elastyczna, że dostrzegamy tylko iluzję rzeczywistości?


The Thirteenth Floor

W 1982 roku zespół pod kierownictwem francuskiego fizyka Alaina Aspecta dostarczył dowodu na to, że przestrzeń i czas stanowią harmonijną całość. Wszystko ze wszystkim ściśle się wiąże na bardzo dużej płaszczyźnie. Aspect przeprowadził doświadczenia w Instytucie Optyki Teoretycznej i Stosowanej w Orsay i na Uniwersytecie w Paryżu, wysyłając w drogę kwanty światła. Wynik eksperymentu był jednoznaczny: jeśli wywrze się wpływ na jeden foton, udzieli się to również jego bliźniakowi. Co to oznacza w praktyce? Wszechświat w rzeczywistości jest czymś, w którym ani odległość, ani przeszłość i przyszłość niczego nie ograniczają. W dosłownym tego słowa znaczeniu, w rzeczywistości w całym otaczającym nas wszechświecie nie ma żadnych barier ograniczających czegokolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Dlaczego to wielkie odkrycie do dziś jest spychane w cień konwencjonalnej nauki? Dlatego, gdyż przeczy znanej nam dotychczasowej fizyce. Odkrycie Aspecta znane jest każdemu autorytetowi nauki, ale zarazem, zawsze kiedy padną słynne słowa Aspekt Aspecta, zapanuje głucha cisza. Jak wzniosłe jest to odkrycie? Laureat Nagrody Nobla Josephson powiedział w udzielanym przez siebie wywiadzie: "Z odkrycia Aspecta wynika jednoznacznie, że jedna część wszechświata wie o innej części". Fizyk Paul Davids stwierdził zaś, że Aspekt Aspecta jest ni mniej, ni więcej, tylko gwoździem do trumny zdroworozsądkowej fizyki.

Fizyk z University of London, David Bohm, uważa, że odkrycia Aspecta sugerują, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje, że pomimo pozornej solidności wszechświat jest gigantycznym i szczegółowym hologramem. Aby zrozumieć dlaczego Bohm wysuwa to zaskakujące stwierdzenie, trzeba najpierw trochę zrozumieć istotę hologramu. Hologram to trójwymiarowa fotografia wykonana za pomocą lasera. Aby wykonać hologram, fotografowany obiekt jest najpierw kąpany w świetle wiązki laserowej. Następnie druga wiązka laserowa jest odbijana od światła odbitego od pierwszej, a powstały wzór interferencyjny (obszar, w którym łączą się dwie wiązki laserowe) jest rejestrowany na kliszy. Kiedy film jest wywołany, wygląda jak bezsensowny wir jasnych i ciemnych linii. Ale gdy tylko wywołany film zostanie oświetlony inną wiązką lasera, pojawia się trójwymiarowy obraz oryginalnego obiektu.

Trójwymiarowość takich obrazów to nie jedyna niezwykła cecha hologramów. Jeśli hologram przedmiotu zostanie przecięty na pół, a następnie oświetlony laserem, okaże się, że każda połowa zawiera cały obraz tego przedmiotu. W rzeczywistości nawet jeśli połówki zostaną ponownie podzielone, każdy fragment filmu zawsze będzie zawierał mniejszą, ale nienaruszoną wersję oryginalnego obrazu. W przeciwieństwie do zwykłych zdjęć, każda część hologramu zawiera wszystkie informacje posiadane przez całość.

„Całość w każdej części” hologramu zapewnia nam zupełnie nowy sposób rozumienia organizacji i porządku. Przez większość swojej historii tradycyjna nauka działała w przekonaniu, że najlepszym sposobem na zrozumienie zjawiska fizycznego, jest przeanalizowanie go i zbadanie jego poszczególnych części . Hologram uczy nas, że niektóre rzeczy we wszechświecie mogą nie nadawać się do takiego podejścia. Jeśli spróbujemy rozebrać na części coś skonstruowanego holograficznie, nie dostaniemy kawałków, z których jest zrobione, dostaniemy tylko mniejsze całości. Bohm uważa, że powodem, dla którego cząstki subatomowe są w stanie pozostawać ze sobą w kontakcie bez względu na dzielącą je odległość, nie jest to, że wysyłają jakiś tajemniczy sygnał tam i z powrotem, ale dlatego, że ich odrębność jest iluzją. Twierdzi, że na pewnym głębszym poziomie rzeczywistości takie cząstki nie są indywidualnymi bytami, ale w rzeczywistości są przedłużeniem tego samego fundamentalnego czegoś.

Aby umożliwić ludziom lepszą wizualizację tego, co ma na myśli, Bohm przedstawia następującą ilustrację. Wyobraź sobie akwarium z rybą. Wyobraź sobie również, że nie jesteś w stanie bezpośrednio zobaczyć akwarium, a Twoja wiedza o nim i jego zawartości pochodzi z dwóch kamer telewizyjnych, jednej skierowanej na przód akwarium i drugiej skierowanej na jego bok. Kiedy patrzysz na dwa monitory telewizyjne, możesz założyć, że ryby na każdym z ekranów są oddzielnymi bytami. W końcu ponieważ kamery ustawione są pod różnymi kątami, każdy z obrazów będzie nieco inny. Ale gdy będziesz nadal obserwował dwie ryby, w końcu uświadomisz sobie, że istnieje między nimi pewien związek. Kiedy jeden skręca, drugi również wykonuje nieco inny, ale odpowiadający obrót; kiedy jeden jest zwrócony do przodu, drugi zawsze jest zwrócony w bok.

To, mówi Bohm, jest dokładnie tym, co dzieje się między cząstkami subatomowymi w eksperymencie Aspecta. Według Bohma, pozorne połączenie szybsze niż światło między cząstkami subatomowymi naprawdę mówi nam, że istnieje głębszy poziom rzeczywistości, do którego nie mamy dostępu, bardziej złożony wymiar poza naszym własnym, który jest analogiczny do akwarium. I dodaje, postrzegamy obiekty takie jak cząstki subatomowe jako oddzielone od siebie, ponieważ widzimy tylko część ich rzeczywistości. Takie cząstki nie są oddzielnymi „częściami”, ale fasetami głębszej i bardziej ukrytej jedności, która jest ostatecznie tak holograficzna i niepodzielna, jak wspomniany wcześniej przykładowy przedmiot. A ponieważ wszystko w fizycznej rzeczywistości składa się z tych „eidolonów”,wszechświat sam jest projekcją – hologramem.

Poza swoją fantomową naturą taki wszechświat miałby inne, dość zaskakujące cechy. Jeśli pozorna odrębność cząstek subatomowych jest iluzoryczna, oznacza to, że na głębszym poziomie rzeczywistości wszystkie rzeczy we wszechświecie są ze sobą nieskończenie połączone. Elektrony w atomie węgla w ludzkim mózgu są połączone z cząstkami subatomowymi, z których składa się każdy pływający łosoś, każde bijące serce i każda gwiazda mieniąca się na niebie. Wszystko przenika się wzajemnie i chociaż natura ludzka może starać się kategoryzować, zaszufladkować i podzielić różne zjawiska wszechświata, wszystkie podziały są z konieczności sztuczne, a cała natura jest ostatecznie spójną siecią.

W holograficznym wszechświecie nawet czas i przestrzeń nie mogą być dłużej postrzegane jako podstawy. Ponieważ pojęcia takie jak lokalizacja załamują się we wszechświecie, w którym nic nie jest naprawdę oddzielone od czegokolwiek innego, czas i trójwymiarowa przestrzeń, jak obrazy ryb na monitorach telewizyjnych, również musiałyby być postrzegane jako projekcje tego głębszego porządku . Na swoim głębszym poziomie rzeczywistość jest rodzajem superhologramu, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją jednocześnie. Sugeruje to, że mając odpowiednie narzędzia, być może kiedyś będzie można sięgnąć do superholograficznego poziomu rzeczywistości i wydobyć sceny z dawno zapomnianej przeszłości.

Co jeszcze zawiera superhologram, to pytanie otwarte. Biorąc pod uwagę, że superhologram jest matrycą, która zrodziła wszystko w naszym wszechświecie , zawiera przynajmniej każdą cząstkę subatomową, która była lub będzie – każdą możliwą konfigurację materii i energii, od płatków śniegu po kwazary, od płetwali błękitnych po promienie gamma. Musi być postrzegana jako rodzaj kosmicznego magazynu „Wszystko, co jest”. Ewentualnie można użyć mistycznej nazwy Kronika Akaszy, gdzie zapisany jest cały kod gigantycznego programu, który jest podstawą wszystkiego w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Bohm nie jest jedynym badaczem, który znalazł dowody na to, że wszechświat jest hologramem. Pracując niezależnie w dziedzinie badań nad mózgiem, neurofizjolog ze Stanford, Karl Pribram, również dał się przekonać do holograficznej natury rzeczywistości. Pribrama przyciągnęła do modelu holograficznego zagadka, jak i gdzie w mózgu przechowywane są wspomnienia. Przez dziesięciolecia liczne badania wykazały, że zamiast ograniczać się do określonego miejsca, wspomnienia są rozproszone po całym mózgu. Ale czy tylko mózgu fizycznego? Zdecydowanie nie. Pamięć zapisana w mózgu to tylko część pamięci, gdyż reszta jest poza światem fizycznym, która w materialnym świecie nie jest niezbędna.

Pribram natknął się na koncepcję holografii i zdał sobie sprawę, że znalazł wyjaśnienie, którego szukali naukowcy zajmujący się mózgiem. Pribram uważa, że wspomnienia są zakodowane nie w neuronach lub małych grupach neuronów, ale we wzorcach impulsów nerwowych, które przecinają cały mózg w taki sam sposób, jak wzorce interferencji światła laserowego przecinają cały obszar filmu zawierającego obraz holograficzny. Innymi słowy, Pribram wierzy, że sam mózg jest hologramem ale połączonym z pamięcią poza światem fizycznym. W myśl zasady, wszystko ze wszystkim połączone jest na gigantycznej płaszczyźnie.

Przechowywanie pamięci nie jest jedyną neurofizjologiczną zagadką, która staje się łatwiejsza do rozwiązania w świetle holograficznego modelu mózgu Pribrama. Innym jest to, jak mózg jest w stanie przełożyć lawinę częstotliwości, które otrzymuje za pośrednictwem zmysłów (częstotliwości światła, częstotliwości dźwięku itd.) na konkretny świat naszych percepcji. Kodowanie i dekodowanie częstotliwości to dokładnie to, co hologram robi najlepiej. Tak jak hologram działa jak swego rodzaju soczewka, urządzenie tłumaczące, które jest w stanie przekształcić pozornie bezsensowne rozmycie częstotliwości w spójny obraz, Pribram wierzy, że mózg zawiera również soczewkę i wykorzystuje zasady holograficzne do matematycznego przekształcania częstotliwości, które otrzymuje przez zmysły. w wewnętrzny świat naszych percepcji.

We wszechświecie, w którym poszczególne mózgi są w rzeczywistości niepodzielnymi częściami większego hologramu i wszystko jest ze sobą nieskończenie połączone, telepatia może być jedynie dostępem do poziomu holograficznego. Tak naprawdę jesteśmy „odbiorcami” unoszącymi się w kalejdoskopowym morzu częstotliwości, a to, co wydobywamy z tego morza i przekształcamy w fizyczną rzeczywistość, jest tylko jednym z wielu kanałów wydobytych z superhologramu.


25.08.2021

Epidemia niedoboru witaminy D

Ludzie na całym świecie mają krytyczny niedobór witaminy D, ale jest to ignorowane a media głównego nurtu na ten temat milczą.


Wykład profesora Spitz


W mediach i instytucjach medycznych rozpowszechniają się dezinformacje na temat odżywiania, znaczenia zdrowej, zbilansowanej diety i suplementów diety, ale jednocześnie przemilczany jest fakt na temat tego, że konsekwencją izolacji od światła słonecznego jest krytyczny niedobór witaminy D u osób w każdym wieku.

Prof. dr Jörg Spitz w swoim wykładzie omawia znaczenie witaminy D, dochodząc do wniosku, że istnieje epidemia niedoboru tejże witaminy, a urzędnicy publiczni i agencje zdrowia całkowicie ignorują ten fakt nie robiąc nic, by rozwiązać ten problem.

Oto kilka kluczowych wniosków:

  • Ogólne twierdzenia, że większość ludzi nie cierpi na niedobór witaminy D, nie są prawdziwe.
  • Nie można magazynować w organizmie witaminy D zimą, spędzając czas na słońcu. To nie zadziała, ponieważ promienie słoneczne na wyższych szerokościach geograficznych są pod kątem znacznie mniejszym niż 45°, a wymagane promieniowanie UV nie dociera do powierzchni.
  • 88% Niemców ma poziom witaminy D poniżej 30 ng/ml, znacznie poniżej docelowego zakresu 40-60 ng.
  • Tylko 6% Niemek i 1% Niemców nadrabia brak witaminy D.
  • W ostatnich latach coraz więcej osób, w tym dzieci, cierpi na chroniczny niedobór witaminy D z powodu złego odżywiania i siedzącego trybu życia. Tu przyczynia się głównie zdalne nauczanie, które w dobie pandemii COVID-19 jest powszechne.
"Według badań tylko 10% dzieci ma wystarczająco wysoki poziom witaminy D późnym latem, a tylko 0,9% zimą! To Katastrofa” – mówi Spitz.

Ten problem występuje również w słonecznych, tropikalnych szerokościach geograficznych – tam ludzie przez cały dzień przebywają w pomieszczeniach.

  • Kremy przeciwsłoneczne i ubrania, także robocze podczas pracy, blokują niezbędne promienie UVB przed słońcem.
  • 30 000 Szwedek było obserwowanych przez 20 lat. Śmiertelność wśród kobiet unikających słońca była dwukrotnie wyższa niż wśród tych, które spędzały dużo czasu na słońcu. „Ci, którzy spędzają czas na słońcu, żyją dłużej”.
Szkodliwość pozbawienia człowieka kontaktu ze słońcem, profesor Spitz porównuje ze szkodliwością wynikającą z palenia papierosów. Jeśli twój poziom witaminy D jest poniżej 20 ng/ml, ryzyko zachorowania na choroby przewlekłe wzrasta trzykrotnie.

  • Nie można uzyskać potrzebnej witaminy D z samego pożywienia. Należy bezwzględnie korzystać ze światła słonecznego i nie używać zbyt często ochrony przeciwsłonecznej.
  • Balsam z filtrem przeciwsłonecznym wchłania się nawet do organizmu, reaguje ze światłem słonecznym i prowadzi do powstawania innych szkodliwych substancji chemicznych w organizmie.
  • Otyłość prowadzi do obniżenia poziomu witaminy D, ponieważ jest ona magazynowana w tłuszczu.
  • Prawie każda przewlekła choroba jest związana z witaminą D, np. demencja, choroba Alzheimera, depresja i inne choroby neurologiczne.
  • Sportowcy z niedoborem witaminy D mają niższe wyniki sportowe - znacznie większe ryzyko kontuzji.
  • Zawały serca, cukrzyca, zespół metaboliczny itp. zawsze mają związek z niedoborem witaminy D
  • Witamina D jest niezbędna dla wszystkich narządów; wszystkie narządy posiadają receptory dla witaminy D.
  • Witamina D jest kluczowym czynnikiem w walce z rakiem i nowotworami.
  • Cukrzyca w czasie ciąży, komplikacje porodowe i problemy rozwojowe są związane z niskim poziomem witaminy D.
  • Naturalnych procesów biologicznych nie da się zastąpić praktykami medycznymi!
  • Zdrowie dzieci będzie się pogarszać wraz ze spadkiem poziomu witaminy D.
  • Dziewięć czynników związanych ze stylem życia zostało zidentyfikowanych jako główne czynniki przyczyniające się do zawału serca, z których każdy zwiększa prawdopodobieństwo zawału serca 2,5 razy. Obecność czterech z tych czynników zwiększa prawdopodobieństwo czterdziestokrotne.
  • Tylko 9% dorosłych Niemców udaje się utrzymać dobrą wagę, nie palić, regularnie ćwiczyć i stosować zbilansowaną dietę.
  • Dzieci z normalnym poziomem witaminy D są o 70% mniej narażone na przeziębienie.

„Urzędnicy służby zdrowia zawiedli w inteligentnej profilaktyce.Układ odpornościowy jest wysoce zależny od witaminy D. Spożywaj ją, bo inaczej zachorujesz – mówi Spitz.

Jak wskazuje wielu ekspertów, niski poziom witaminy D jest powiązany z ciężkimi przypadkami COVID-19. Wystarczy regularnie zażywać kąpieli słonecznych, oraz w razie braku słonecznych dni podczas jesieni uzupełniać witaminę D suplementami, a ryzyko zakażenia COVID-19 zmniejsza się trzykrotnie. Jeśli nawet dojdzie do zakażenia to odpowiedni poziom witaminy D w organizmie automatycznie eliminuje ciężkie objawy choroby nawet u osób niezaszczepionych.

Profesor mówił o tym problemie już w 2018 roku, ale teraz jest on najbardziej istotny pod względem tego, co się dzieje i jest związane z COVID-19: blokady, samoizolacja, kwarantanna, ograniczenia, a wszystko to ogranicza czas spędzany przez ludzi na Słońcu w ich naturalnym środowisku. Dlatego można przypuszczać, że problem niedoboru witaminy D stał się obecnie jeszcze bardziej powszechny. Jak zaznacza w swoim wystąpieniu profesor, brak witaminy D jest obarczony poważnym zagrożeniem dla ludzi.

Prawie żaden temat medyczny nie jest omawiany tak kontrowersyjnie jak witamina D. Dla niektórych jest to cudowny lek, ale dla innych to tylko biznes z toksyczną substancją! Dla jednych to cudowny lek, dla innych to tylko zysk na toksycznej substancji! Ale od dawna wiadomo, że witamina D wcale nie jest witaminą, ale prekursorem hormonu słonecznego, którego tak jak wszystkie inne hormony potrzebujemy do prawidłowego funkcjonowania naszego ciała i umysłu. Nie ma znaczenia, czy chodzi o hormon płciowy, hormon tarczycy czy hormon słońca. Ze względu na wybory stylu życia w XXI wieku, witamina D została niestety utracona przez dużą część populacji – co ma poważne konsekwencje zdrowotne dla osób dotkniętych chorobą.



22.07.2021

Katastrofa klimatyczna a zmiany pod ziemią

Anomalie klimatyczne na Ziemi są już faktem obserwowanym na naszych oczach i nie ma co się oszukiwać optymistycznymi prognozami. Reakcji łańcuchowej nie da się zatrzymać, o ile nie poznamy prawdziwej natury zmian klimatycznych, której źródło znajduje się nie nad, ale pod ziemią.


Powódź w Chinach


Media głównego nurtu bombardują opinię publiczną informacjami z nagłówkami ocieplenie klimatu spowodowane antropogeniczną emisją gazów cieplarnianych od początku epoki przemysłowej. Nie ulega wątpliwości, że globalne ocieplenie jest faktem, a emisja gazów cieplarnianych do tego się przyczynia, ale nie możemy zapominać, że to tylko jeden z wielu trybików w wielkiej machinie zmian klimatycznych, które prowadzą do coraz częściej występujących anomalii klimatycznych. Światem w dużej mierze rządzi informacja, która zazwyczaj jest sowicie wynagradzana, co sprawia, że media podając pewne informacje, tak naprawdę mają na celu zatuszowania innych. Prawdziwa natura zmian klimatycznych wcale nie musi wynikać z powodu emisji gazów cieplarnianych i nie do końca jest prawdą, że tylko i wyłącznie działalność człowieka doprowadziła do anomalnych zmian klimatu.

Ostatnie anomalia klimatyczne, za które mogą odpowiadać gazy cieplarniane.

Niezwykle ulewne deszcze nawiedziły stolicę chińskiej prowincji Henan – Zhengzhou (10,3 mln mieszkańców) we wtorek 20 lipca 2021 r., powodując ogromne powodzie. To trzeci i najsilniejszy dzień obfitych opadów w tym rejonie. Średnie miesięczne opady w Zhengzhou w lipcu to 193 mm. 20 lipca w ciągu 24 godzin opady wyniosły 457,5 mm.

W lipcu ekstremalne opady deszczu i powodzie nawiedziły Niemcy, Belgię i Holandię. W tym samym czasie podtopionych było wiele miast w Polsce, a ulewnym deszczom towarzyszyły nagłe wichury, uszkadzając budynki, powalając drzewa i pozbawiając wiele tysięcy ludzi prądu.

W czerwcu odnotowano rekordowe temperatury w USA i Kanadzie, które przekraczały 50 st. C.  Miasteczko Lytton położone około 260 kilometrów na północny wschód od Vancouver, w którym padł historyczny rekord temperatury w Kanadzie (49,6 stopni Celsjusza), nie schodzi z czołówek kanadyjskich i amerykańskich portali od dłuższego już czasu. Upały w Kanadzie są tu istotne, ale o tym będzie mowa niżej.

Rekordowe upały w Laponii. Termometry w krainie Świętego Mikołaja pokazały 34,3 stopnie Celsjusza.

Ponad 20 zgonów z powodu ulewnych deszczy i gwałtownych powodzi w Khyber Pakhtunkhwa w Pakistanie.

We wtorek 14 lipca we wsi Nochka, która znajduje się w powiecie wengerowskim, wydarzyło się zjawisko rzadkie dla regionu nowosybirskiego — przeszło tornado, które uszkodziło kilka budynków i zerwało dachy z kilku domów. Prędkość wiatru osiągnęła 31 metrów na sekundę.

Tego typu doniesień z całego świata można mnożyć, a są to doniesienia dość świeże. Oczywiście anomalie klimatyczne występowały zawsze i powodzie nie są niczym nowym, ale zauważyć należy, że zjawiska te nasilają się coraz częściej i faktem jest, iż są one spowodowane drastycznymi zmianami klimatu. Katastrofa klimatyczna jest faktem niezaprzeczalnym i za wszystkie powyżej wymienione katastrofy naturalne mogą odpowiadać gazy cieplarniane.

Media głównego nurtu podkreślają, że za zmiany klimatyczne odpowiadają tylko gazy cieplarniane. I tu jest błąd! Zgodzić się można, iż gazy cieplarniane w wielkim stopniu przyczyniają się do zmian klimatycznych, ale jest to tylko mały trybik w wielkiej machinie zmian na Ziemi.

Zmiany na Ziemi spowodowane zmianami pod ziemią

Upały spowodowały śmierć ryb w rzece Kholova. Pomiary przeprowadzone 9 i 11 lipca wykazały temperaturę wody ponad 28 stopni Celsjusza i niską zawartość tlenu.

Na Terytorium Krasnodarskim pracownicy Południowej Międzyregionalnej Dyrekcji Rossielchoznadzoru opublikowali wyniki badań wody pobranej z jezior Karasun. Na początku lipca 2021 r. odnotowano tam masową śmierć ryb.

"W badanej próbce wody stwierdzono niskie stężenie tlenu rozpuszczonego, które w połączeniu z innymi niekorzystnymi czynnikami — reżimem temperaturowym mógł spowodować śmierć ryb w badanych jeziorach" - podało ministerstwo w oficjalnym komunikacie.

Ryby zabiła zbyt wysoka temperatura wody. Oczywiście za wysoką temperaturę wody jak najbardziej mogą odpowiadać gazy cieplarnie, gdyż ogólnie doświadczamy czegoś w rodzaju ocieplenia klimatu, aczkolwiek nazwa ta nie bardzo pasuje do wszystkich zmian na Ziemi. Katastrofa klimatyczna jest lepszym określenie z powodu, iż zmiany nie dotyczą tylko ocieplenia, ale ogólnie anomalii, o czym przekonamy dalej.

Pod koniec 2020 r. media informowały o nagłej aktywności wulkanicznej. Przypomnieć tu należy tylko kilka z wymienianych.

Etna we Włoszech coraz częściej daje o sobie znać od ponad roku. W tym samym czasie, kiedy przebudziła się Etna doszło do gwałtownej erupcji wulkanu Sakurajima w Japonii. W ciągu zaledwie 9 godzin zarejestrowano aż 50 eksplozji w kraterze wulkanu Telica w Nikaragui w Ameryce Środkowej. Na Indonezji aktywne są aż cztery wulkany, z których trzy przebudziły się w tym samym momencie. Z powodu erupcji wulkanu Lewotolo na wyspie Lembada konieczna okazała się ewakuacja blisko 10 tysięcy mieszkańców okolicznych wiosek. Tysiące ludzi ewakuowanych zostało ze swych domów również w wyniku erupcji wulkanu Semeru na wyspie Jawa. Po wybuchu wulkanu Sinabung na Sumatrze zeszły lawiny piroklastyczne długie na kilometr. Wciąż aktywny pozostaje też wulkan Merapi w środkowej części Jawy, który straszy mieszkańców od lipca 2020 r. Erupcjom wulkanów towarzyszą całe serie bardzo silnych trzęsień ziemi. Erupcja wulkanu Sirung. Wyrzut popiołu zaobserwowano w indonezyjskim wulkanie Sirung, począwszy od 08:44 21 lipca 2021 r. Całkiem świeża informacja.

Oczywiście wulkany budzą się cyklicznie, ale mówimy o nienaturalnie wzmożonej aktywności wulkanicznej. Trzęsienia ziemi także zdarzają się cyklicznie, ale mowa jest o wzmożonej aktywności sejsmicznej. Za to gazy cieplarniane nie mogą odpowiadać. Przyczyn zatem należy szukać pod ziemią, a nie nad.

Geologiczna szczelina we wschodniej części kontynentu afrykańskiego rozszerzyła się w jednej chwili, powodując pęknięcie o długości ponad trzech kilometrów, co opisałem w notce Kontynentalny kataklizm. W sierpniu 2016 roku, w Apeninach we Włoszech, odnotowano pęknięcie gruntu ziemi o długości ponad 25 kilometrów. Po trzęsieniu ziemi w Nowej Zelandii, dwie główne wyspy zbliżyły się do siebie o około 2 metry, na skutek wypiętrzenia dna pomiędzy wyspami. W Stanach Zjednoczonych także w 2016 roku, doszło do dwóch poważnych pęknięć ziemi. Jedno w stanie Pensylwania, a drugie w Utah w Parku Narodowym Canyonlands. W roku 2017 odnotowano ogromne pęknięcia ziemi w hrabstwie Yakima, w stanie Waszyngton, które stale powiększają się o kilkadziesiąt centymetrów tygodniowo. Trzęsieni ziemi w Chile z 2010 r. przesunęło oś Ziemi o 8 cm. Doprowadziło to do skrócenia każdego dnia na Ziemi o 1,26 mikrosekundy. To niewiele, bo mikrosekunda to jedna milionowa sekundy, ale aktywność sejsmiczna wzrasta. Trzęsienie ziemi w Japonii z 2011 r. zaś, przesunęło oś Ziemi o co najmniej 10 cm.

Za wzmożoną aktywność wulkaniczna, i co za tym idzie sejsmiczną nie mają prawa odpowiadać gazy cieplarniane, ale na ten temat media głównego nurtu milczą. Mało tego, gdyż wydaje się, jakby istniała ogólna zmowa milczenia na temat zmian pod ziemią, a na medialną tapetę wykłada się hasła – gazy cieplarniane.

Zastanawiające, co gazy cieplarniane mają do zimy z 2019 r., która niespodziewanie zaatakowała Stany Zjednoczone. W miejscowości Cotton w stanie Minnesota zanotowano około południa czasu lokalnego -48 stopni Celsjusza, a w Dakocie Północnej temperatura odczuwalna wyniosła aż -54 st. C.

Warto tu dodać, że w czerwcu w regionie środkowo-południowym Brazylii, Urugwaju, Argentynie i Paragwaju odnotowano największą anomalię zimna dla tego rejonu. W czerwcu również odnotowano ekstremalne zlodowacenie na Grenlandii. Duński Instytut Meteorologiczny (DMI), oświadczył, że w czerwcu w Grenlandii zarejestrowano 4 giga tony wzrostu lodu w ciągu jednego dnia. Jak na czerwiec to nie jest to naturalne zjawisko nawet dla Grenlandii. Za to gazy cieplarniane nie maja prawa być odpowiedzialne, ale o takich zjawiskach media głównego nurtu milczą.

W Kanadzie, jak wcześniej było omawiane, występują ekstremalnie wysokie temperatury. Media jednak nie wspominają o tym, co się dzieje pod Kanadą. W połowie lat 90. magnetyczny biegun północny przyspieszył z około 15 kilometrów rocznie do około 55 kilometrów rocznie. Naukowcy pracują nad zrozumieniem, dlaczego pole magnetyczne zmienia się tak dramatycznie. Impulsy geomagnetyczne, takie jak to, które wydarzyło się w 2016 r., można przypisać falom „hydromagnetycznym” powstającym z głębi jądra ziemi. Nienaturalnie szybki ruch północnego bieguna magnetycznego można powiązać zaś z szybkim strumieniem ciekłego żelaza pod Kanadą. Przypomnijmy jeszcze raz, że temperatura w Kanadzie przekracza 50 stopni Celsjusza. Szybszy ruch ciekłego żelaza pod Kanada oznacza wyższą temperaturę tego, co znajduje się pod Kanadą. Może niezbyt fortunne porównanie, ale mówiąc zrozumiałym językiem wygląda to tak, jakby ogrzewanie podłogowe Kanady znacznie wzrosło. Uczeni takie wyjaśnienie odrzucają i raczej naciskają na medialne hasło – gazy cieplarniane. Dlaczego? Głównie w grę wchodzi polityka, korporacje i wielkie pieniądze.

Pomińmy jednak politykę i pieniądze, gdyż to walka z cieniem. Faktem jednak jest, że za masowe wymieranie ryb wcale nie muszą odpowiadać słynne gazy cieplarniane, ale zmiany pod ziemią, o których nikt nie mówi. Nagrzewającym się jądrem ziemi wyjaśnić można ekstremalne upały. Zmianami pod skorupą ziemi wyjaśnić można nagłą aktywność wulkaniczną i sejsmiczną, a także ekstremalnie niskie temperatury w niektórych rejonach świata. Jasne jest, że gazy cieplarniane są złem tego świata i trzeba z tym walczyć, ale jeśli chodzi anomalie klimatyczne to są tylko jednym, drobnym trybikiem, który przyczynia się do zachodzących zmian na Ziemi. Chyba, że weźmiemy pod uwagę, że Ziemia zbliża się do kolejnego cyklicznego momentu zagłady życia na Ziemi.


10.07.2021

Cykliczna zagłada życia na Ziemi

Masowe wymieranie gatunków ma charakter cykliczny. Wyliczenia wielu naukowców wskazują na to, że żyjemy w okresie zbliżającego się kolejnego cyklu zagłady życia na Ziemi.


Droga Mleczna
Droga Mleczna Foto: ESO CC BY 4.0


Wszelkie zjawiska w naturze zachodzą w określonych cyklach i wiele z nich potrafimy przewidzieć dlatego, że zachodzą w granicach naszych możliwości obserwacyjnych. Wiemy, że pory dnia są efektem obrotu Ziemi wokół osi naszej planety i dzięki temu wiemy, kiedy nastąpi dzień a po nim noc. Cykl ten następuje dość szybko i jest najprostszym do zaobserwowania. Nie sprawia nam także kłopotu obserwowanie cyklicznie następujących po sobie pór roku, co jest następstwem ruchu obiegowego Ziemi wokół Słońca i nachylenia osi ziemskiej do płaszczyzny tego ruchu. Pełny obrót i powrót w to samo miejsce oznacza, że minął rok i zaczynamy liczyć kolejny, wiedząc, kiedy kolejno nastanie po sobie wiosna, lato, jesień i zima. Wiemy, że w lecie należy spodziewać się upałów, a w zimę mrozów. Wiedza banalnie prosta, więc po co o tym pisać? Otóż warto, gdyż są to zjawiska cykliczne, które obserwujemy za naszego życia i wszyscy zgadzamy się z tym, że powtarzają się po upływie ściśle określonego czasu.

Mechanizm Wszechświata jest jednak szerszy, ale gołym okiem niedostrzegalny z powodu coraz większych trybików w kosmicznej grze cykli. Układ Słoneczny znajduje się w galaktyce Drogi Mlecznej, która jest galaktyką spiralną z poprzeczką o średnicy około 100 tys. lat świetlnych i zawiera około 200 miliardów gwiazd. Zgodnie z konwencjonalną wiedzą wszystkie gwiazdy w Galaktyce obiegają środek Galaktyki, ale ich okres obiegu jest różny w zależności od położenia w Galaktyce. Nas interesuje tylko nasz Układ Słoneczny, który jest w jednym z mniejszych spiralnych ramion Galaktyki, znanym jako Ramię Oriona. Słońce leży w odległości około 25 tys. do 30 tys. lat świetlnych od centrum Galaktyki, a prędkość jego ruchu dookoła centrum Galaktyki to około 220 km/s. Pełny obrót, czyli rok galaktyczny trwa 225–250 milionów lat. Ten trybik w machinie jest dla nas zbyt ogromny, aby przewidzieć "pory roku galaktycznego".

Uczeni z Uniwersytetu w Berkeley po skrupulatnych badaniach skamieniałości z czasów sięgających aż 500 000 000 lat wstecz ogłosili, że życie na Ziemi wymierało i ponownie rozkwitało z tajemniczą regularnością – mianowicie w cyklu trwającym 62 000 000 lat. Wyniki te wywołały zamieszanie wśród badaczy historii, prehistorii i ewolucji życia na Ziemi, ale zdecydowana większość uczonych zgadza się z tym, że istnieje jakiś cykl zgodny z datowaniami. Każdy rozkwit życia i wymierania trwa co najmniej kilka milionów lat, zaś jak wiemy, od ostatniego masowego wymierania minęło około 65 000 000 lat, jeśli uwzględnimy, że właśnie wtedy wyginęły dinozaury wraz z całą paletą innych gatunków. Wiemy również, że wówczas życie na Ziemi pod względem biologicznym było całkowicie inne od tego, które później rozkwitło. Można spekulować czy tamto życie zniknęło po uderzeniu asteroidy, ale nie zmienia to faktu, że rok galaktyczny musi również mieć swoje pory roku, które cyklicznie powracają. Michael Benton dość szczegółowo omówił fazę wymierania gatunków, która miała miejsce około 251 mln lat temu. Zginęło wówczas około 90% życia na Ziemi. Datowanie tej zagłady jest bardzo istotne, jeśli uwzględnimy właściwe datowanie zniknięcia z Ziemi dinozaurów.

Układ Słoneczny wokół centrum Galaktyki porusza się po torze eliptycznym, ale także sinusoidalnym, co w jakimś stopniu powoduje wydłużenie roku kosmicznego. Dokładnych danych sinusoidalnej orbity nie znamy, więc możemy tylko przyjąć w założeniach, że rok galaktyczne może rozciągnąć się w granicach do 251 000 000 lat. Co może z tego wynikać? Nawet biorąc pod uwagę duży margines błędu, że zbliżamy się do punktu krytycznego dla Życia na Ziemi. A co ma z tym wspólnego czas, kiedy wyginęły dinozaury? Przyjmijmy, że rok galaktyczny z uwzględnieniem granicy orbity sinusoidalnej wynosi 248 000 000 lat, to wychodzi nam prosty rachunek: 4 × 62 000 000 = 248 mln lat. Mamy cztery pory roku słonecznego i cztery pory roku galaktycznego. Zmiany świadczące o tym, że z Ziemią coś się dzieje są widoczne już gołym okiem. Oczywiście pomijając medialny alarm z hasłem "gazy cieplarniane", to wydawać się może, iż wcale nie to jest przyczyną obserwowanych wciąż liczniejszych anomalii klimatycznych.

Zmiany obserwujemy nie tylko na Ziemi, ale także na Słońcu oraz Marsie, gdzie zdaniem wielu uczonych również zachodzi coś w rodzaju ocieplenia klimatu. Jesienią ubiegłego roku naukowcy z Cornell University ogłosili, że na Wenus zachodzi wzmożona aktywność wulkaniczna, co według prof. Jonathana Lunine i doktoranta N. Truong'a jest dość zaskakujące, pomimo samej natury planety.

Badacze z Open University odkryli, że około 180 000 000 lat temu wystąpiło ekstremalnie nagłe i fatalne w skutkach ocieplenie klimatu. Odkrycie to może dać istotne wskazówki co do cykliczności globalnego ocieplenia, a nawet do dzisiejszych zmian na Ziemi. Północny biegun magnetyczny wędruje w nieprzewidywalny sposób, który zadziwia odkrywców i naukowców od czasu, gdy James Clark Ross po raz pierwszy zmierzył go w 1831 roku w kanadyjskiej Arktyce. W połowie lat 90. przyspieszył z około 15 kilometrów rocznie do około 55 kilometrów rocznie. Naukowcy pracują nad zrozumieniem, dlaczego pole magnetyczne zmienia się tak dramatycznie. Impulsy geomagnetyczne, takie jak to, które wydarzyło się w 2016 r., można przypisać falom „hydromagnetycznym” powstającym z głębi jądra ziemi. Nienaturalnie szybki ruch północnego bieguna magnetycznego można powiązać zaś z szybkim strumieniem ciekłego żelaza pod Kanadą. Gazy cieplarniane zatem nie mogą powodować anomalii klimatycznych, aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że na pewno dokładają swoje trzy grosze. Jeśli jednak przyjmiemy, że ocieplenie klimatu i ogólnie występujące anomalia klimatyczne mają swe źródło w rosnącej temperaturze wnętrza Ziemi, to jednocześnie wyjaśnimy nasilającą się aktywność wulkaniczną oraz sejsmiczną.

Wędrówka Układu Słonecznego wokół centrum Galaktyki może nieść za sobą również inne zagrożenia, co może być zgodne z teorią uderzenia w Ziemię asteroidy ok. 62 mln lat temu, bowiem tak naprawdę wraz ze Słońcem każdego dnia odbywamy podróż w nieznane rejony kosmosu. Trzeba brać jednak pod uwagę, że z badań uczonych z Berkeley jasno wynika, że katastrofalne zdarzenia miały miejsce co około 62 mln lat. Oznacza to, że występują co najmniej cztery krytyczne punkty, kiedy nasz Układ Słoneczny przechodzi przez śmiertelnie niebezpieczną strefę, gdzie występują nieodkryte źródła destrukcji życia na Ziemi. Jeśli przyjąć, że tak jest w istocie, a ostatni raz w tej strefie byliśmy 62 mln lat temu, to dziś jesteśmy w punkcie zero.