3.11.2020

Valiant Thor – Kosmita w Pentagonie?

Historia niczym żywcem wzięta ze scenariusza science fiction. Niezidentyfikowany obiekt latający ląduje na ziemi, z którego wychodzi przybysz z kosmosu o wyglądzie człowieka, przedstawiający się jako Valiant Thor, który żąda spotkania z prezydentem USA. Można powiedzieć, że ludzka fantazja nie zna granic, gdyby nie to, że Laura Eisenhower, prawnuczka ówczesnego Prezydenta USA oraz bratanek admirała Richarda Byrda, Harley Byrd potwierdzają, że historia Valiant Thora jest prawdziwa.


Valiant Thor
Valiant Thor Fot. para.wiki


W połowie marca 1957 roku w Aleksandrii w Wirginii policja otrzymała zgłoszenie o widzianym obiekcie UFO, które rzekomo miało krążyć nad okolicą. Przybyły na miejsce jeden z policjantów zeznał, że był świadkiem lądowania UFO na polu. Od strony tajemniczego obiektu miał wyłonić się wysoki biały mężczyzna, który spokojnym i pewnym krokiem podszedł do oficera i równie spokojnie przedstawiał się jako Valiant Thor. Stwierdził, iż jest delegatem "Wysokiej Rady" i przybywa w misji pokojowej, prosząc o rozmowę z Prezydentem Eisenhowerem. Thor rozmawiam z policjantami płynnie w języku angielskim, ale jak się później okazało, przybysz miał perfekcyjnie operować ponad setką innymi językami, a także w jakiś sposób wpływał na rozmówców telepatycznie. Uzbrojeni dwaj policjanci właśnie tą drogą wyczuli, że Val jest przyjaźnie nastawiony. Nie potrafili opisać tego dziwnego wewnętrznego przekazu, którym Thor wpływał na ich zachowanie. O incydencie powiadomiono odpowiednie służby i polecono przewieźć przybysza wraz z jego dwoma towarzyszami do Waszyngtonu, gdzie spotkali się z Sekretarzem Obrony oraz z sześcioma członkami jego personelu. Val na dowód, że mówi prawdę o swej misji, przedstawił Sekretarzowi Obrony pismo, które nie było napisane w żadnym ziemskim języku. Powaga i niecodzienność sytuacji skłoniła personel Sekretarza Obrony do poinformowania prezydenta Dwighta D. Eisenhowera, który również incydent potraktował poważnie, postanawiając spotkać się Thorem.

Val Thor spotkał się z prezydentem, aby omówić problemy świata i udzielić rady, jak sobie z nimi radzić i je eliminować. Pentagon, rząd Stanów Zjednoczonych, CIA, FBI, NSA i wszelkie inne tajne służby traktowały Thora całkiem poważnie, czego dowodem jest, iż Thor wraz z trzema innymi przybyszami (Jill, Donn i Tanyia) otrzymali status VIP. Thor wskazał Eisenhowerowi, że świat znajduje się w niepewnej sytuacji i że jeśli świat będzie kontynuował wojny, teraz kiedy wszedł w posiadanie technologii nuklearnej zagłady — świat jest na dobrej drodze do samounicestwienia. Podkreślał, że gromadzenie broni jądrowej będzie miało w przyszłości tragiczne konsekwencje i głównie z tego powodu został powołany do swej misji. Val Thor w zamian za porzucenie technologii zagłady miał oferować Stanom Zjednoczonym dostęp do technologii, która miała rozwiązać problemy związane z gospodarką, społeczne, medycynę uleczania wielu śmiertelnych chorób, a także długowieczność (co nie znaczy nieśmiertelność), oraz technologię podróży międzygwiezdnych. Pamiętajmy, że Thor przebywać miał na Ziemi w latach 1957 – 1960, kiedy Rosja daleko wyprzedzała Stany Zjednoczone w tej dziedzinie.

Sam Eisenhower osobiście miał być przekonany do słuszności argumentów Thora. Niestety sam nie mógł podjąć decyzji, bowiem Departament Bezpieczeństwa był innego zdania, a misja Thora miała mieć szansę sukcesu tylko i wyłącznie wtedy, kiedy nie tylko Stany Zjednoczone przyjmą nietypową pomoc tych, którzy wysłali Thora. Sprawę należało omówić z przedstawicielami wszystkich państw. Eisenhower gotowy był przedstawić sprawę oficjalnie w ONZ. Ale nie zyskał poparcia ze strony służb USA.

Wiceprezydentem był wówczas Richarda Nixon, który w luźnej rozmowie z Thorem miał dowiedzieć się, że nasza planeta była uważnie obserwowana przez setki lat przed wybuchem bomby atomowej w 1945 roku. Właśnie ten incydent sprawił, że nadeszła pora do konfrontacji, bowiem Ziemia osiągnęła krytyczny punkt w swym rozwoju. Punkt wyboru kierunku dalszej egzystencji. Kontynuacja produkcji broni zagłady ryzykując unicestwienie planety, czy dostęp do technologii, o jakiej nawet nam się nie śniło z jednoczesnym wyborem życia w pełnej harmonii. Thor miał przekonywać, że w dalekiej przeszłości każda cywilizacja dochodziła do punktu, w której obecnie znajduje się Ziemia. Nie trzeba raczej wspominać, że dziś wiemy wielu dawnych cywilizacjach, ale nie wiemy o ich unicestwieniu. Wszelkie informacje na ten temat mamy zapisane w starożytnych pismach takich jak Wedy, lecz uznajemy je za mity lub fantazje. A to podstawowy błąd, bo wszystko ignorujemy.

Val Thor miał charakteryzować się brakiem linii papilarnych. W rozmowie z autorem książki "Strangerat the Pentagon" Dr Frank E. Stranges'em Thor wyjawił, że wszyscy ludzie na Ziemi zostali w ten sposób naznaczeni. Stranges prowadził rozmowy z Thorem bardziej pod względem duchowym, na temat Boga, stworzenia i zbawienia. Zapytał go, czy na innych planetach również istnieje życie.

Na wielu innych planetach istnieje życie, o którym ludzie na Ziemi nic nie wiedzą. Jest więcej układów słonecznych, o których człowiek nie ma pojęcia. Jest wiele istot, które nigdy nie złamały doskonałych praw Boga. Człowiek nie ma prawa potępiać całego stworzenia Bożego, ponieważ sam przez nieposłuszeństwo złamał doskonałe prawa Boże". – Odparł Valiant Thor

Val miał opuścić Ziemię nie później niż 16 marca 1960 roku. Do tego czasu trwały głębokie spekulacje nad jego propozycjami. Dr Frank E. Stranges zapewnia, że ówcześni naukowcy byli niemal olśnieni wiedzą Thora, ale... Ziemia rządzi się ziemskimi prawami. Wciąż powtarzano mu, że jego idee stanowią zagrożenie dla struktury politycznej i gospodarczej. Niektórzy przywódcy religijni bali się również, że stracą władzę nad ludźmi. Ostatnie spotkanie Thora z Prezydentem nie przyniosło trwałych rezultatów. Kto wie, co wówczas straciła cała Ziemia?

Historię Thora można uznać za fantazję Dr. Franka E. Stranges'a, gdyby nie fakt, że wielu wiarygodnych ludzi ją potwierdza. Bratanek admirała Richarda Byrda, Harley Byrd udzielał kilku wywiadów na ten temat, twierdząc, że jakkolwiek brzmiałaby ta historia, to Valiant Thor jest postacią prawdziwą. Wielokrotnie na ten temat wypowiadała się Laura Eisenhower, również potwierdzając wydarzenia. Z drugiej strony sceptycy twierdzą, że skoro Thor miał pochodzić z planety Wenus (planeta ma być zamieszkała wewnątrz, a nie na nieprzyjaznej powierzchni) to wydaje się to niemożliwe. Z kolei istnieją relacje pierwszej damy Japonii, która opublikowała szokujące relacje, o porwaniu jej osoby przez obcych na planetę Wenus. Fakty czy fantazja? Nie mi to osądzać.

18.10.2020

Uprowadzenie i nagła aktywność UFO

Śledząc światowe media, można odnieść wrażenie, że od kilku miesięcy nastąpiła wzmożona aktywność obserwacji UFO, co zmusiło służby bezpieczeństwa światowych mocarstw militarnych do zabrania głosu w tej sprawie, oraz indywidualnych reakcji.


Wizja pojazdu UFO


W sierpniu 2020 roku Pentagon zapowiedział, że utworzy nową grupę zadaniową pod dowództwem Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w celu zbadania wzmożonych obserwacji UFO w ostatnim okresie.
"Wraz z utworzeniem Zespołu Zadaniowego ds. Niezidentyfikowanych Zjawisk Powietrznych (Unidentified Aerial Phenomena Task Force – UAPTF), Departament Obrony ma nadzieję zrozumieć istotę, uzyskać wgląd w naturę i pochodzenie Niezidentyfikowanych Zjawisk Powietrznych ostatnich miesięcy. Misją grupy zadaniowej jest wykrywanie, analizowanie i katalogowanie UAP (Unidentified Aerial Phenomena), które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA” - powiedziała rzeczniczka Susan Gough w oświadczeniu.
W czerwcu komisja Senatu USA oświadczyła, że istnieje potrzeba uregulowania programu UFO w Pentagonie, potwierdzając istnienie nieformalnej grupy, która została ujawniona przez New York Times w 2017 roku. W grudniu 2017 roku Pentagon przyznał, że finansuje tajny wielomilionowy program badania obserwacji UFO, chociaż wcześniej informował, że program zakończył się w 2012 roku.

Ogłoszenie nowej grupy zadaniowej pojawiło się po tym, jak Pentagon w kwietniu oficjalnie opublikował trzy filmy nagrane przez pilotów marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, pokazujące spotkania w powietrzu z czymś, czego doświadczeni piloci nie zidentyfikowali, a z obserwacji nienaturalnego zachowania obcych obiektów latających wywnioskować można, że nie jest możliwe, aby to były obiekty szpiegowskie obcych mocarstw pochodzenia ziemskiego. Dodać tu należy, że Pentagon udostępnił filmy dopiero po tym, kiedy nagrania wyciekły do sieci. Mówiąc językiem zrozumiałym, Pentagon został postawiony przed faktem dokonanym, a gdyby nie wyciek zapewne cała sprawa zostałaby przemilczana.
"Pentagon bardzo poważnie traktuje wszelkie wtargnięcia nieautoryzowanych obiektów latających na nasze poligony lub wyznaczoną przestrzeń powietrzną i sprawdza każde nowe doniesienie. Obejmuje to badania wtargnięć, które są początkowo zgłaszane, gdy obserwator nie może natychmiast zidentyfikować tego, co obserwuje” - powiedziała Gough.
Zaledwie kilka tygodni po tym, jak Pentagon powołał nową grupę zadaniową do dziwnych obserwacji, japoński minister obrony Taro Kono powiedział, że japońscy piloci mają obowiązek zgłaszać niezwykłe obserwacje niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO). Taro Kono oficja nadal zaprzecza, by w japońskiej strefie powietrznej dokonywane były jakiekolwiek nowe doniesienia UFO, to znamienne jest jednak, iż japońskim pilotom wojskowym nakazano wykonywanie zdjęć i raportów o wszelkich UFO napotkanych w przestrzeni powietrznej kraju zaledwie kilka tygodni po tym, jak Pentagon powołał nową grupę zadaniową pod dowództwem Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w celu zbadania obserwacji UFO.
Wydaje się, że piloci [japońscy wojskowi] nigdy nie spotkali UFO, ale chciałbym ustalić procedurę na wypadek takiego spotkania” - wyjaśnił Taro Kono.
Na początku tego roku tajemniczy obiekt podobny do balonu pojawił się na niebie nad północną Japonią, wywołując spekulacje na temat UFO. Japońska Agencja Meteorologiczna (jap. 気象庁 Kishō-chō) odrzuciła jednak wyjaśnienie, iż miałby to być balon meteorologiczny. Obiekt nie został zatem zidentyfikowany, pomimo że Ministerstwo Obrony Japonii oficjalnie zaprzecza o doniesieniach na temat UFO. Sprzeczność sama w sobie. Ale dla miłośników tajemniczych układanek Japonia oferuje dodatkowy fragment puzzli.

Miyuki Hatoyama, żona japońskiego premiera, Yukio Hatoyamy, wyznała, iż została porwała przez UFO i zabrana w obiekcie o trójkątnym kształcie na planetę Wenus, o czym opublikowała w książce Very Strange Things I've Encountered.
To było bardzo piękne, niesłychanie zielone miejsce” - wspomina Miyuki Hatoyama
Do zdarzenia miało dojść podczas snu, a całe zajście Pierwsza Dama Japonii opisuje jako niesamowite przeżycie. Czy to fantazja? Prawdziwe uprowadzenie przez UFO? Czy może doświadczenie nieświadomego opuszczenia ciała (OBE OOBEOut-of-Body Experience, eksterioryzacja)? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że 93. Premier Japonii Yukio Hatoyama niegdyś nazywany był potocznie kosmitą, ze względu na swój specyficzny wygląd i nietypowe oczy. Charakterystyczne cechy wyglądu miały go wyróżniać zwłaszcza w okresie dzieciństwa. Czarnookie Dzieci – Black-Eyed Kids?


Źródło: independent.co.uk / reuters / dailymail.co.uk / japantimes.co.jp

9.10.2020

Brytyjski Rząd odtajnia akta UFO

Brytyjski rząd zdecydował o odtajnieniu kolejnych do tej pory tajnych akt w sprawie niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO) po tym, jak brytyjskie media złożyły wniosek, powołując się na ustawę o wolności informacji.


Niezidentyfikowany obiekt latający
Foto YouTube
Po serii nacisków ze strony brytyjskich mediów, które powołując się na ustawę o swobodnym dostępie do informacji brytyjskie Ministerstwo Obrony (MoD) zdecydowało ujawnić kolejne akta o UFO.

"Lepiej byłoby opublikować te zapisy, niż kontynuować wysyłanie dokumentów do archiwów krajowych". - Stwierdził Rzecznik Royal Air Face.

Jest jednak w tym pewien haczyk. Od początku lat 50. XX wieku do 2009 r. Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii dokumentowało i badało raporty dotyczące UFO. Pewne incydenty podlegały jednak twardej regule tajności z powodu okoliczności występowania zjawiska UFO oraz szczególnych miejsc pojawiania się niezidentyfikowanych obiektów i samej ingerencji z ich strony. Nie trzeba tu wspominać, że bazy wojskowe w Wielkiej Brytanii, w których przechowywane są głowice jądrowe, są bardziej narażone z powodu bezpieczeństwa nie tylko narodowego. Istnieją nieoficjalne przecieki, że nad takimi miejscami obserwowano UFO dość regularnie. Służby zdecydowały się odtajnić wszystkie zebrane dane, ale o incydentach szczególnych dane nadal są chronione.

Jak podawał w zeszłym roku The Telegraph, Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii już jakiś czas temu opublikowało część plików na stronie National Archives. Z akt odtajnionych aktualnie dowiadujemy się, że Lincolnshire w East Midlands było najwyraźniej bardzo ciekawym miejscem dla niezidentyfikowanych obiektów latających. Na przestrzeni tylko jednego roku odnotowano tam 13 pojawień się UFO, a 30 raportów złożonych przez Ministerstwo Obrony dotyczyło konkretnie północnej części Lincolnshire.

Odtajnione archiwa oferują zadziwiający opis dziwnych obiektów o różnych kształtach i rozmiarach, które świadczą o tym, że w Wielkiej Brytanii w latach 1959-2009 zaobserwowano ponad 620 przypadków, które były badane szczegółowo. Podkreślić należy, że liczba 620 nie oznacza liczby występowania, ale ilość ujawnionych obserwacji. To ogromna różnica, gdyż musimy brać pod uwagę, że nie wszystkie badane incydenty zostały odtajnione.

Można spekulować czy widywane UFO przez znanych ludzi takich jak gwiazda muzyki młodzieżowej lat 80. Kim Wilde faktycznie 29 czerwca 2009 r. widziała UFO, czy to tylko sposób na ponowne rozpalenie wygasłej gwiazdy, to jednak z drugiej strony należy zastanowić się, dlaczego sława ma ograniczać lub pozbawiać takich praw? Jak się dowiadujemy piosenkarka donosiła o jasnym jak Księżyc świetle za chmurami nad swoim ogrodem w Hertfordshire, ale światło to nie należało do Księżyca. Wilde poinformowała, że światło poruszało się bardzo szybko w godzinach od 23 do 1 w nocy. Potem przez kilka minut robiło zdumiewające zwroty, ale żadnych dźwięków nie było słychać. Jak się okazało Kim Wilde nie była jedynym światkiem dziwnego zdarzenia na niebie nad Hertfordshire. Raport donosi, że drugi świadek świetlne zjawisko sfotografował.

W incydencie w Rendlesham Forest z grudnia 1980 r. personel wojskowy USA był świadkiem UFO w pobliżu bazy lotniczej w Woodbridge w Suffolk przez okres trzech nocy. Pewnej nocy zastępca dowódcy bazy, pułkownik Charles I. Halt , i inni pracownicy śledzili UFO, które poruszały się w lesie i nad nim przez kilka godzin. Pułkownik Halt dokonał nagrania dźwiękowego, a następnie napisał oficjalne memorandum podsumowujące incydent. Po przejściu na emeryturę z wojska powiedział, że celowo zbagatelizował wydarzenie (oficjalnie określane jako „Unexplained Lights”), aby uniknąć zniszczenia jego kariery. Istnieją doniesienia, że inny personel bazy obserwował jedno z UFO, które wylądowało w lesie. W tym przypadku miało dojść do bliskiego spotkania trzeciego stopnia, czyli kontaktu bezpośredniego. Szkoda tylko, że ujawnienie prawdy niszczy kariery zawodowe, a świat o takich spotkaniach dowiaduje się dopiero wtedy, kiedy świadkowie przechodzą na emeryturę.

13 lipca 2013 roku pilot Airbusa A320 napotyka obiekt zbliżający się do swojego samolotu pasażerskiego, który przelatuje bardzo blisko kokpitu podczas lotu na wysokości 34 000 stóp nad Berkshire. Nie mając czasu na wykonanie manewru unikowego, kapitan instynktownie uchylił się, mając świadomość, że zderzenie jest nieuniknione.

Duża flota UFO widziana była 12 stycznia 2008 roku nad Liverpoolem, która według relacji świadków kierowała się na wschód. Niezidentyfikowane obiekty latające miały się objawiać w postaci dużych świecących na czerwono kul. Brytyjskie służby zazwyczaj tego typu doniesienia tłumaczą naturalnymi przyczynami lub nieśmiało sugerują... może lepiej pomińmy właściwe słowo, ale... co z przypadkami, kiedy 5 września 2000 roku Sharon Rowlands z Bonsall w Derbyshire nagrała niewytłumaczalnie dziwne zachowania świetlistych kul na nocnym niebie? Odpowiedzi brak.

Ilość ujawnionych danych na stronie UFO report in the UK sugeruje, że projekty takie jak Majestic-12 wcale nie są teoriami spiskowymi. Pozytywnym jest faktem, że rządy większości mocarstw decydują się odtajniać akta o UFO, bowiem przybliża nas to do wyjaśnienia jednej z najbardziej medialnych zagadek. Iluzją może okazać się, że UFO pochodzą z Kosmosu, jak to zwykle jest tłumaczone. Mało ludzi bowiem zdaje sobie sprawę, że najlepszym miejscem do ukrycia książki jest biblioteka.

2.10.2020

Trójkąt Jeziora Michigan

Wszyscy znamy osławiony tajemniczymi wydarzeniami Trójkąt Bermudzki, gdzie od dawien dawna znikają bez śladu statki, samoloty i ich załogi. Nie każdy wie, że takich miejsc na świecie jest dużo więcej, ale nie są tak rozsławione, niknąc w cieniu bermudzkiego giganta. Jednym z takich zagadkowym miejsc jest rejon Trójkąta Jeziora Michigan.


Mapa Trójkąta Michigan
Trójkąt Michigan Fot. YouTube

Jezioro Michigan w Stanach Zjednoczonych o powierzchni 57 800 km² jest trzecim co do wielkości w kompleksie pięciu Wielkich Jezior Ameryki Północnej i jedynym z nich leżące całkowicie na obszarze USA. Od wschodu i północy do jeziora ma dostęp stan Michigan, od zachodu Illinois i Wisconsin, a od południa Indiana. Długość jeziora wynosi 494 km, a szerokość 190 km. Średnia głębokość to 85 m, z maksymalną głębią do 282 m.

Surowa i często nieprzewidywalna pogoda oraz liczne wraki statków na dnie są typowe dla Wielkich Jezior, ale jeden trójkątny pas jeziora Michigan jest szczególnie związany z tajemniczymi wydarzeniami. Trójkąt Jeziora Michigan może nie jest tak sławny, jak Trójkąt Bermudzki, ale ma wiele wspólnego z wydarzeniami rozgrywanymi w rejonie Trójkąta Jeziora Michigan, gdzie wiele relacji opartych jest na niezwykłych, ale faktycznych wydarzeniach. Zaginieni członkowie załóg, statki zaginione bez śladu, dziwne podwodne formacje skalne — wiele opowieści o tym trójkącie pozostaje niewyjaśnionych.

Pierwsze wzmianki o zaginięciu statków w tym rejonie sięgają XVII wieku. Najwcześniejsza jednak znana tajemnica Trójkąta Jeziora Michigan miała miejsce w 1891 r. Szkuner Thomas Hume wyruszył przez jezioro z siedmioma żeglarzami, aby odebrać drewno. Thomas Hume wypłynął z Chicago, wyznaczając kurs przez jezioro, by dotrzeć do Muskegon w stanie Michigan. W nocy zaginął bez śladu. Wysłane statki ratownicze niczego nie odnalazły. Z czasem wyznaczono nagrodę za odnalezienie, choć śladu statku, by potwierdzić wersję zatonięcia podczas sztormu. Po nagrodę nikt nigdy się nie zgłosił. Wrak został odnaleziony dopiero w 2006 roku.

W 1921 roku zatonął statek Rosa Belle. Spoczywający na dnie Jeziora Michigan wrak statku został odnaleziony w pozycji wywróconej do góry dnem, ale żadnego śladu załogi nie odnaleziono.

28 kwietnia 1937 roku statek towarowy pod dowództwem kapitana George’a Donnera wypłynął z Erie w Pensylwanii do Port Washington w Wisconsin. Gdy statek wpłynął na wody Michigan, Donner pełniąc służbę przy mostku nagle poczuł się bardzo wycieńczony i słaby. Ster przekazał swemu zastępcy już po tym, kiedy ominął najtrudniejszy odcinek rejsu. Udał się do kajuty i kazał się obudzić wtedy, kiedy statek miał być już blisko celu. Niestety okazało się to niemożliwe. Kabina była zamknięta od wewnątrz, ale kiedy załoga wyłamała drzwi, żeby sprawdzić, co z kapitanem, nie było go tam. Ten incydent zawsze stanowił największą tajemnicę Trójkąta Michigan. Nie jest możliwe bowiem, by ktoś wyparował bez śladu z kajuty, która była zamknięta od wewnątrz. Innej drogi opuszczenia kajuty nie ma, jeśli zamek zaryglowany jest od środka. Później ustalono, że akurat wtedy, gdy kapitan zniknął ze swojej kajuty, statek płynął przez Trójkąt Michigan. Losy George’a Donnera pozostają zagadką do dzisiaj.

Fot. YouTube


23 czerwca 1950 roku samolot należący do linii lotniczych Northwest Airlines odbywał rejs nr 2501 z Nowego Jorku do Seattle. Na pokładzie znajdowało się 58 osób. Samolot zaginął, lecąc nad rejonem w Trójkącie Michigan. Natychmiast wszczęto akcję ratowniczą, a właściwie już poszukiwawczą wraku. Następnego dnia kuter Straży Przybrzeżnej odnalazł plamę oleju oraz drobne części samolotu na powierzchni wody, około 30 km na północny zachód od Benton Harbor. Wraku i szczątków ciał nie odnaleziono nigdy.

Niektórzy ludzie donoszą, że widzieli dziwne czerwone światło nad jeziorem, co doprowadziło niektórych do obwiniania UFO lub innego zjawiska paranormalnego. Przyczyną tych tragedii prawdopodobnie nie są zjawiska paranormalne ani pozaziemskie. Wielkie Jeziora są związane z wieloma tajemniczymi wrakami statków, wysokimi falami i gwałtownymi warunkami pogodowymi. Obwinianie pogody nie jest tak naciąganym pomysłem. Ale istnieją jednak pewne tajemnicze elementy. Na dnie Trójkąta Michigan odnaleziono dziwne kamienne kręgi, które przypominają Stonehenge. Na ogromnym kamieniu leżącym na dnie jeziora robi także wrażenie wizerunek Mastodonta, który przecież wyginął grubo ponad 10 000 lat temu. Naukowcy wykryli także w tym miejscu dziwne anomalie pola elektromagnetycznego, którego źródła nie udało się ustalić. Podobne anomalia wykryto na Sycylii, gdzie w 2004 i 2014 roku doszło do serii niewyjaśnionych samozapłonów. Sprawa ta do dziś budzi kontrowersje i wciąż leży na półce z podpisem niewyjaśnione. Warto nadmienić, że dokładna lokalizacja nietypowych znalezisk na dnie Jeziora Michigan do dziś jest trzymana w tajemnicy.

Wyjaśniając śmierć 30 000 istnień od XVII wieku jedynie zmienną pogodą, jest wyjaśnieniem zbyt prostym. Ponad 8 000 statków, które zniknęły w Trójkącie Michigan, prawdopodobnie dorównuje nawet liczbie zaginionych maszyn w rejonie Trójkąta Bermudzkiego. Nauka nie ma prawa odrzucać żadnej formy wyjaśnienia tylko dlatego, że brzmi ono zbyt nieprawdopodobnie.



Źródło treści:
“8 Famous Shipwrecks on Lake Michigan” Matt Stofsky, Mental Floss, August 18th, 2016.
“The Bermuda Triangle of the Great Lakes: The Lake Michigan Triangle” Ken Haddad, Click On Detroit, January 25, 2017
“Stonehenge-like Structure Found Under Lake Michigan” ZME Science, January 26th, 2017.
“The Mysterious Disappearance of the Thomas Hume and its Dramatic Rediscovery” Ancient Origins, May 11th, 2015.

27.09.2020

Czarnookie Dzieci – Black-Eyed Kids

Z całego świata napływają doniesienia o czarnookich dzieciach (Black-Eyed Kids), które w świadkach budzą przerażenie. Dzieci zazwyczaj mają posiadać nie tyle czarne źrenice, ile oczy w całości czarne jak smoła, co jest nienaturalne. Wydaje się, że relacje tego typu mają znamiona typowych legend z dreszczykiem i nie są oficjalnie udokumentowane. Skąd jednak biorą się opowieści od ludzi, którzy uznawani są za trzeźwo myślących? Czy wszystkie relacje naocznych świadków mamy prawo wrzucić na półkę z urojeniami tylko dlatego, że wydają się brzmieć zbyt nieprawdopodobne?


Black-Eyed Kids
Czarnookie Dzieci Foto Pinterest

Najbardziej znanym spotkaniem z dziećmi o piekielnych oczach jest przypadek Briana Bethela, który jest redaktorem w gazecie Abilene Reporter-News z siedzibą w Abilene w stanie Teksas w Stanach Zjednoczonych. Latem 1996 roku Bethel pojechał do dawnej siedziby Camalott Communications, jednego z dostawców Internetu, aby zapłacić rachunek. Zajęty wypełnianiem czeku w aucie nie zwracał uwagi na to, co się działo na zewnątrz, Była spokojna ciepła noc, kiedy nagle do szyby jego auta zapukało dwoje chłopców w wieku 9-12 lat. Ubrani byli w bluzy z kapturami. Brian pomyślał, że chłopcy prawdopodobnie chcą od niego drobne, więc uchylił lekko szybę w aucie, by dowiedzieć się, czego chcą w środku nocy. Gdy na nich spojrzał, jak to sam opisał, natychmiast go niezrozumiały, niszczący duszę strach, nie mając pojęcia dlaczego. Nawiązała się rozmowa między redaktorem a jednym z chłopców, którego Brian opisuje jako uprzejmego o oliwkowej skórze i kędzierzawej głowie. Drugi z chłopców, rudowłosy, blady, piegowaty pozostał nieco w tyle. Chłopiec wyjaśnił, że z kolegą chcieli obejrzeć film „Mortal Kombat”, ale pieniądze zostawili w domu u matki i poprosili Briana, by ten uch podwiózł. Bethel wiedział, że ostatni seans tej nocy filmu "Mortal Kombat" dawno się rozpoczął i nawet gdyby ich podwiózł gdzieś, to wróciliby już po zakończeniu filmu. Ale nie to było najistotniejsze. Bethel opisuje, że bez żadnego powodu ciągle czuł nieuzasadniony strach, ale logika podpowiadała mu, że przecież nie miał powodu bać się dwóch młodych, uprzejmych chłopców. To tylko dwoje małych dzieci, których należy odwieźć do domu w środku nocy. Rozsądek brał górę, a ręką Bethel już naciskał zamek, by chłopców wpuścić do auta, gdy nagle dostrzegł, jak obaj chłopcy patrzyli na niego czarnymi jak węgiel oczami. Tego rodzaju oczy, które można obecnie zobaczyć na wizualizacjach twarzy kosmitów lub wampirach z horrorów klasy B. Bezduszne kule jak dwie wielkie połacie bezgwiezdnej nocy. Przerażenie wzięło górę i zamiast otworzyć drzwi, Bethel z wolna zaczął domykać uchyloną szybę od strony kierowcy, co strasznie zdenerwowało dotąd uprzejmych chłopców. Zaczęli uderzać w szybę pięściami z dziwnie brzmiącymi okrzykami:

Nie możemy wejść, dopóki nie powiesz nam, że wszystko w porządku. Wpuść nas!"

Przerażony Bethel czym prędzej nacisnął pedał gazu, by jak najszybciej uciec z miejsca kontaktu z chłopcami. Do dziś dziwi się, że w panicznej ucieczce nie otarł o samochody zaparkowane obok. Kiedy wyjechał z parkingu, raz jeszcze odwrócił się – nikogo na parkingu nie dostrzegł. Nawet gdyby chłopcy chcieli szybko uciec, tak krótka chwila nie pozwoliłaby im na to, aby niezauważeni uciekali z placu. Do dziś po latach Brian Bethel opisuje to zdarzenie jako najbardziej przerażające w jego życie i te nienaturalnie piekielne czarne oczy.

Relacja Bethela jest najbardziej medialnym opisem tego typu zdarzenia, gdyż będąc redaktorem gazety, opisał cały incydent, choć z dwuznaczną opinią redaktora naczelnego. Historię tę opowiedział również w wywiadzie wyemitowanym przez lokalną stację telewizyjną. Od tego czasu wiele podobnych relacji można uznać za coś w rodzaju plagiatu i zapewne tak jest. Ludzie lubią opowieści z dreszczykiem. Pytanie zasadnicze jednak brzmi, czy trzeźwo myślący redaktor, szanowany w swoim kręgu człowiek mógł zmyślić taką historyjkę?

"Dość łatwo mnie wyśledzić, więc nadal otrzymuję telefony, e-maile i zapytania od ludzi z całego świata, którzy chcą dowiedzieć się więcej o tym, co widziałem, co myślę na temat chłopców, kim byli i co to spotkanie oznacza w jakimś kosmicznym sensie. Kontaktowali się ze mną wszyscy, od koreańskich stacji telewizyjnych planujących występy sylwestrowe po zwykłych ludzi, którzy po prostu chcieli porozmawiać. Mnie jednak najbardziej interesowali ludzie, którzy przeżyli coś podobnego, co mi się przytrafiło. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale wiem, że nie zwariowałem i wiem, że inni doświadczają podobnych spotkań, ale po prostu boją się o tym mówić". – Oświadczył Brian Bethel w telewizyjnym wywiadzie.

Gdyby opowieść Bethela była jedyną tego rodzaju historią, śmiało moglibyśmy wrzucić ją na półkę z lokalnymi opowieściami z dreszczykiem, opowiadanymi przy ognisku. Tego typu relacji jest jednak dużo więcej, a opowieść Bethela świadkom takich zdarzeń jest całkowicie obca. Najczęściej spotykany scenariusz przedstawia się tak, że późnym wieczorem ktoś nagle puka do drzwi. Przed drzwiami stoją chłopcy o piekielnie czarnych oczach, którzy za wszelką cenę chcą, by zostali zaproszeni do środka pod byle pretekstem. Zdaje się, że te dwa czynniki są niezmienne; czarne oczy i potrzeba zaproszenia do środka, gdyż jakimś sposobem sami wtargnąć nie mają prawa. Bethel sam w wywiadzie wyznał, że gdyby wtedy wpuścił chłopców do auta, najprawdopodobniej dziś by go nie było.

Historie takie choćby nie wiadomo jak dziwnie brzmiały, na pewno zasługują na bliższe zbadanie. Nie mamy prawa doszukiwać się w nich urojeń świadka, tak samo, jak świadków sporadycznie widywanych cieni, które wciąż stanowią mroczną zagadkę.

20.09.2020

Przerwany postęp nauki

Wydawałoby się, że jak na współczesnego człowieka osiągnęliśmy szczyt możliwości rozwoju w każdej dziedzinie. Oczywiście wiele jest przed nami do odkrycia i wynalezienia, a do zdobycia szczytu daleka droga. Ale czy aby na pewno wspinamy się tym samym tempem bez zbłądzenia gdzieś po drodze? Wszystko wskazuje, że jednak musimy odrabiać utracone co najmniej 2 tys. lat nauki, które zabrał nam Kościół katolicki i ogólnie pojmowana religia.

Proces Giordano Bruno – tablica na pomniku filozofa na Campo de' Fiori w Rzymie
Proces Giordano Bruno

Osiągnięcia współczesnej nauki są zdumiewające. Cyfryzacja, medycyna, astronomia, podbój kosmosu... można wymieniać bez końca i zawsze będzie coś przeoczone, bo nie jesteśmy w stanie wymienić wszystkich dziedzin i wszystkich sukcesów współczesnej nauki. To, co kiedyś wydawało się magią, dziś jest wyjaśnione naukowo. Kurczą się dawniejsze cuda natury, bowiem coraz bardziej rozumiemy same prawa natury. Do doskonałości nam jednak daleko i błędem byłoby czuć dumę z obecnego stanu naszej wiedzy. Narcyzm odrzućmy precz, gdyż sięgając pamięcią w bardzo odległe czasy, możemy szybko zostać zawstydzeni, kiedy się dowiemy, że tak naprawdę wszystko to, co osiągnęliśmy w strefie nauki, jest tylko zwykłym plagiatem ściągniętym z wielkich umysłów starożytności. Aby nie być gołosłownym, powinienem w tym miejscu podeprzeć się faktami z czasów pradawnych, co poniżej czynię.

O rozmiarach i odległościach Słońca i Księżyca

Arystarch z Samos (ok. 310–230 p.n.e.) – grecki astronom pochodzący z wyspy Samos, jako pierwszy zaproponował heliocentryczny model Układu Słonecznego. W traktacie O rozmiarach i odległościach Słońca i Księżyca, posługując się metodą geometryczną, wylicza względne rozmiary i wzajemne odległości Słońca, Ziemi i Księżyca. Podawane przez niego wielkości są niedokładne z powodu błędnych obserwacji, ale model, na którym oparł wyliczenia, jest prawidłowy. Archimedes podał do wiadomości także, iż Arystarch twierdził, że Ziemia krąży wokół Słońca po obwodzie koła oraz wokół własnej osi. Wokół Słońca krążą także wszystkie planety, a ruch gwiazd stałych jest tylko ruchem pozornym. Źródło pisane, z którego czerpał tę wiedzę Archimedes, nie zachowało się do dziś. Stoik Kleantes, następca Zenona z Kition, za powyższe twierdzenia oskarżył Arystarcha o bezbożność. Może w tym przypadku nie Kościół katolicki, ale ogólnie pojmowana religia miała destrukcyjny wpływ na rozwój nauki.

Seleukos z Seleucji, żyjący i działający w II w. p.n.e. był zwolennikiem Arystarcha z Samos i jego teorii o obrocie Ziemi wokół Słońca. Uważał także, że nie istnieje sfera gwiazd stałych, a wszechświat jest nieskończony. Wypada tu wtrącić, iż Albert Einstein bardziej brał pod uwagę nieskończoność ludzkiej głupoty, a co do nieskończoności wszechświata miał wątpliwości. Kwestia ta jednak nie jest zbadana do dziś i nie miejmy złudzeń, że szybko otrzymamy odpowiedź na temat rozmiaru wszechświata. Według Plutarcha Seleukos wykazał prawdziwość teorii heliocentrycznej, jednak obecnie nie są znane źródła opisujące, na czym opierał się jego dowód. Niemniej jednak trzeba przyznać, że pradawni mędrcy wiedzieli jaki kierunek obrać wędrując po ścieżkach do poznania prawdy. O Seleukosie i jego badaniach wiemy dziś z pism Plutarcha, Strabona i Aetiosa.

Filolaos z Krotony w 450 r. p.n.e. twierdził, że Ziemia porusza się wokół Słońca. Kościół jak wiemy, za takie twierdzenia palił ludzi na stosach, bo miał inne zdanie. Oczywiście wiele lat po Filolaosie, który był twórcą nowej koncepcji Wszechświata, ale jednak takie są fakty. Filolaos centrum umieścił ogień, najczystszą substancję (układ pirocentryczny). Dokoła niego najbliżej krążyła Ziemia z hipotetyczną Przeciwziemią, dalej zaś rozmieszczone w harmonicznych odległościach sfery Księżyca, Słońca, planet i gwiazd stałych.

"Lubo powszechnie uczeni (filozofowie) utrzymują że ziemia stoi i nie rusza się, Filolaus jednak Pitagorejczyk przeciwnie twierdził, że ziemia bieg odbywa około ognia środkowego (t. j. słońca jako ogniska świata) po kole pochyłém jakie w biegu rocznym słońce, a miesięcznym księżyc opisują. Heraklides zaś pontycki i Ekfantus Pitagorejczyk wprawdzie pewny ruch ziemi przyznawali, lecz tylko taki, że się ona w przestrzeni przenosić i miejsca swego odmieniać nie może, ale że obwiedziona pasem nakształt koła obraca się od zachodu na wschód około własnego środka". Mikołaj Kopernik O obrotach ciał niebieskich

Heraklides z Pontu (IV w. p.n.e.), grecki filozof akademicki i astronom, pochodzący z Heraklei Pontyjskiej, uważany jest za poprzednika teorii heliocentrycznej. Uważał, że Ziemia obraca się wokół własnej osi (z zachodu na wschód), lecz pogląd ten nie był podbudowany teoretycznie i miał wyłącznie oparcie intuicyjne. Miejmy na uwadze jednak, że żył w IV w. p.n.e.

Eratostenes (ur. 276 p.n.e. w Cyrenie, zm. 194 p.n.e.) – grecki matematyk, astronom, filozof, geograf i poeta. Wyznaczył obwód Ziemi oraz oszacował odległość od Słońca i Księżyca do Ziemi. Twierdził, że, płynąc na zachód od Gibraltaru, można dotrzeć do Indii. Jako pierwszy zaproponował wprowadzenie roku przestępnego, czyli wydłużonego o jeden dodatkowy dzień w kalendarzu. Opracował katalog 675 gwiazd. Zdumiewające jak na swoje czasy, nieprawdaż? Eratostenes badał także dzieła Homera, wiedząc, że ten opisuje prawdziwe wydarzenia, ustalając datę zdobycia Troi na rok 1184 p.n.e., czyli nieodbiegającą od współczesnych szacunków oraz podał sposób znajdowania liczb pierwszych – sito Eratostenesa.

Hipparch z Nikei (ok. 190 p.n.e. - 120 p.n.e.) – grecki matematyk, geograf i astronom. Zmierzył odległość Ziemi od Księżyca, czas obiegu Ziemi wokół Słońca, kąt nachylenia ekliptyki do równika niebieskiego, mimośród orbity ziemskiej, odkrył zjawisko precesji, zmierzył szybkość przesuwania się punktu Barana, wprowadził południki i równoleżniki, wykonał atlas 1080 gwiazd, wprowadził wielkości gwiazdowe, stosowany do dziś sposób oceny jasności gwiazd.

Zdumiewające? A jakże, ale prawidłowe pytanie powinno brzmieć – co robił świat nauki przez ostatnie 2 tys. lat? Odpowiedzią jest wprowadzanie ciemnoty przez religie, a przede wszystkim krwawa działalność Kościoła katolickiego, który całe wieki palił na stosach ludzi nauki tylko dlatego, że Kościół miał władzę bezwzględną i z niej korzystał. Więcej na ten temat nadmieniłem w notce Piąte – Nie Zabijaj. Świat nauki nie był bezczynny przez ostatnie wieki. Nie należy mylić ciszy ze strachu przez katolickim ogniem z bezczynnością. Giordano Bruno został skazany przez Kościół katolicki pod zarzutem herezji i spalony żywcem na stosie w 1600 r. na Campo de' Fiori. Jego herezja polegała na twierdzeniu, że Wszechświat jest nieskończony oraz za twierdzenie, iż gwiazdy na niebie tak naprawdę są odległymi ciałami niebieskimi, takimi jak Słońce, otoczonymi przez swoje własne planety. To nie herezja, lecz czysta nauka! Galileusz, wł. Galileo Galilei (ur. 15 lutego 1564 w Pizie, zm. 8 stycznia 1642 w Arcetri) – włoski astronom, astrolog, matematyk, fizyk i filozof, prekursor nowożytnej fizyki, ledwo uniknął spalenia na stosie tylko dlatego, iż dowiedział się o potwornej śmierci Giordano Bruno. Galileusz, na podstawie swoich obserwacji, przekonał się o słuszności teorii heliocentrycznej Kopernika w czasie, gdy Kościół bronił fałszywej teorii geocentrycznej. Nie spodziewał się jednak, że każdy, kto ma inne zdanie, niż Kościół katolicki spłonie na stosie.

Dziś śmiało można stwierdzić, że tylko i wyłącznie dzięki Kościołowi katolickiemu mamy co najmniej aż 2 tysiące lat zaległości z nauką. Kto wie, co by dziś było, gdyby nie wprowadzana celowo przez Kościół ciemnota? Zdobyliśmy Księżyc. Wysyłamy sondy, które badają przestrzeń Układu Słonecznego. Ale mając 2 tys. lat zaległości, czy nie mamy prawa twierdzić, że do tej pory już dawno powinniśmy zdobyć Marsa w misjach załogowych? Dziura, którą wydrążył strach przed katolickim stosem, jest nie do załatania.